środa, 15 maja 2013

Info!

Hej hej! Z racji tego, że blog z każdym dniem ma coraz więcej wyświetleń, chciałabym się dowiedzieć ile osób czyta moje opowiadanie. Proszę więc, aby każdy czytający napisał w komentarzu choćby zwykłe "ja". Z góry wielkie dzięki!

A teraz dla zainteresowanych!
Następny rozdział postaram się dodać jutro, ewentualnie pojutrze. Jeśli mi się nie uda, zrobię to dopiero w ostatnim tygodniu maja, ponieważ 17-go wyjeżdżam i nie będzie mnie co najmniej do 26-go!

To wszystko na dzisiaj! Słodkich snów ;*


Rozdział 9

          Od mojego ostatniego spotkania z Zayn'em minął już tydzień. Przez ten czas chłopak nie miał czasu na spotkania ze mną. Pracują nad kolejną płytą i całe dnie spędzają na aranżacjach, nagrywaniu, itd. Nie mam mu tego za złe. To większa część jego życia i mimo wszystko praca. Owszem, chciałabym się z nim zobaczyć, ale jestem cierpliwa i mogę poczekać.
          Siedziałam właśnie z kubkiem kawy w ręce i laptopem na kolanach, gdy dostałam sms'a. O patrzcie! Od Zayn'a.
Co tam? Masz chwilę?
A to ciekawe...
No jasne. O co chodzi? - odpisałam.
Za 10 minut wpadnę! - na widok wiadomości zadrżałam. W końcu się doczekałam. W głowie miałam już ułożony plan. Nie poddam mu się tak szybko jak ostatnio. Niech sobie nie myśli.
Czekam - odpisałam.
          Odłożyłam laptopa, wstałam i poszłam do kuchni. Moje bose stopy wydawały cichy plask, gdy stąpały po zimnej podłodze. Matko, jaki tu syf - pomyślałam. Prawda jest taka, że jestem bałaganiarą. I to jaką! Umieściłam brudne naczynia w zmywarce, włożyłam tabletkę i wcisnęłam start. Chociaż tyle... Wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Do moich nozdrzy napłynął zapach olejku do kominka. W pokoju pachniało zieloną herbatą z mandarynką. Wstałam i podeszłam do komody. Palące się świeczki mogą stać się kuszące i podejrzane. Nie ma co ryzykować. Mimo, że nadawały klimat, dmuchnęłam w nie i wesoło tańczący płomień zgasł.
          Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Przyszedł. Przeszłam przez korytarz i otworzyłam drzwi. Na jego widok na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Stęskniłam się za nim. Bardziej niż się spodziewałam. Na przywitanie pocałował mnie w policzek, po czym wszedł do środka.
- Jak tam? - zapytałam.
- Zmęczony... Ale szczęśliwy. Ładnie nam dzisiaj poszło. Zrobiliśmy aranżację do czwartej już piosenki. Jutro będziemy to ćwiczyć. Powoli zaczyna boleć mnie gardło...
- Chodź do kuchni. Zrobię coś ciepłego do picia, bo chyba zmarzłeś - uśmiechnęłam się do niego i pociągnęłam do pomieszczenia obok.
- Nie jest źle - powiedział i się zaśmiał.
- Jaja sobie robisz? Masz czerwone policzki i nos. Aż tak zimno jest?
- No dobra, wygrałaś. Jest okrutnie zimno! Myślałem, że zamarznę jak czekałem na taksę.
          Zaśmiałam się. Nalałam wody do czajnika i wstawiłam ją do ugotowania. Z lodówki wyciągnęłam ciasto z truskawkami i ukroiłam nam po kawałku. Chwilę później siedzieliśmy już w salonie i w ciszy zajadaliśmy się ciachem, popijając je parującą herbatą.
- Zapalimy? - zapytał z nadzieją w głosie Zayn.
- Jasne - odpowiedziałam i poszliśmy na taras.
- Co robiłaś cały dzień?
- Byłam w pracy, ale w sumie nic ciekawego się nie działo. Wróciłam do domu i się nudziłam. Dobrze, że przyszedłeś. Nie pamiętam już kiedy miałam okazję z kimś pogadać...
- Stęskniłem się - odpowiedział z uśmiechem.
- Ja też - odpowiedziałam i zaśmialiśmy się oboje.
          Nic już nie mówiliśmy. W ciszy skończyliśmy palić i zmarznięci wróciliśmy do pokoju. Widząc, że się trzęsę Zayn podszedł do mnie i przytulił mocno. Staliśmy tak przez chwilę. Napięcie między nami z każdą minutą stawało się większe. Na szczęście Zayn zachował zimną krew, bo powiedział:
- Chyba już pójdę. Od rana mamy próby.
- Jasne... Ja idę do pracy - uśmiechnęłam się i oderwałam od chłopaka.
Poszliśmy w stronę drzwi. Gdy nadszedł czas pożegnania zaczęłam się bać. Co teraz się stanie? Zayn podszedł do mnie i jeszcze raz przytulił.
- Damy radę - szepnął. - Wytrzymamy...
- Wiem. Musimy - odpowiedziałam.
          Chłopak pocałował mnie w czoło i wyszedł. Zostawił mnie z wielkim mindfackiem. Nie zostało mi nic jak położyć się spać. Zamknęłam drzwi na klucz, po czym poszłam do łóżka i nakryłam się ciepłą kołdrą. Długo nie mogłam zasnąć. Myślałam. O czym? O wszystkim. I o niczym. Sama nie wiem. do głowy przychodziły mi same głupoty. W końcu zamknęłam oczy i udało mi się zasnąć.
          Dni mijały niesamowicie wolno. Wpadłam w pewną rutynę. Rano wstawałam, szłam do pracy, wracałam do domu, jadłam obiad, siadałam przed komputerem, myłam się i szłam spać. Nudy! Dziś natomiast obudziłam się i nie musiałam wstawać do pracy. Soboty mam wolne. Leżałam na łóżku i wpatrywałam się w sufit. Spędziłabym tak pewnie pół dnia, gdyby nie telefon, który wyrwał mnie z zamyślenia.
- Halo? - zapytałam nie patrząc na wyświetlacz.
- Siostra! - krzyknął Jerry. Na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech. Tak dawno już z nim nie rozmawiałam!
- Jerry? Co jest? Coś się stało?
- Nie, no co ty! A w sumie trochę tak. - powiedział tajemniczo.
- Nie strasz, mów co się dzieje!
- No dobra. Za kilka dni przyjeżdżam do Londynu. Mam nadzieję na jakieś spotkanie, mała...
- Serio?! To fantastycznie! Kupiłam nową poduszkę, więc będziesz miał na czym spać! - zaśmiałam się.
- Nie nie... Nie będę mieszkał u ciebie. Pamiętasz jak mówiłem ci o możliwości grania z chłopakami? Wczoraj zadzwonił ich menadżer. Zamieszkam z nimi. Na początku chciałem z tobą, ale łatwiej będzie mi tam ze względu na próby, itd. Poza tym chyba powinienem ich trochę lepiej poznać..
- Zwolnij gościu! Czyli wolisz piątkę nieznajomych facetów niż kochaną siostrzyczkę? - zapiszczałam do słuchawki z udawanym żalem.
- No weeeeź nie wjeżdżaj mi na sumienie... Dobrze wiesz, że tak będzie lepiej. No i zostanę na długo, więc zdążysz się mną znudzić. - zaśmiał się.
- Ty chyba nie wierzysz w to co mówisz! Ja tobą? Chyba cię pojebało!
- Dobra, dobra! Meggie mówi, że masz o niej nie zapominać. Chce małego Big Bena.
- To niech sobie kupi! - zakpiłam, ale wiedziałam, że i tak jej go kupię.
- No to mała do zobaczenia!
- Daj znać kiedy dokładnie będziesz, to przyjadę na lotnisko i pojadę z tobą do chłopaków.
- Ok! Trzymaj się, pa!
- No pa...
           Telefon Jerry'ego wprawił mnie w bardzo pozytywny nastrój. Wstałam, umyłam się i ubrałam [KLIK]. Lodówa świeciła pustkami. Chyba koniecznie muszę iść na zakupy. Przedtem jednak kawa i papieros. Nie zdążyłam dojść z sypialni do kuchni, gdy mój telefon znów zadzwonił. Odebrałam, a z głośnika popłynął dźwięk głosu Zayn'a.
- Co robisz myszko?
Jakie to słodkie... Bleh!
- Nic takiego... Idę robić kawę i muszę pojechać na zakupy.
- Uuu... Mogę jechać z tobą?
- A nie macie dzisiaj próby?
- Nie. Weekend mamy wolny! - zawołał zacieszony chłopak.
- No to w takim razie nie mam nic przeciwko.
- Jestem w pobliżu, zaraz przyjadę. W sumie też bym się napił kawy, jeśli można oczywiście - powiedział.
- Jasne. Czekam!
          Rozłączył się, a ja wyciągnęłam z szafki dwa kubki, nasypałam brunatnego proszku i zalałam wcześniej ugotowaną wodą. Nie minęło kilka minut, a chłopak zapukał do drzwi i wszedł bez czekania aż otworzę. Wiedział, że może. W sumie tylko on tutaj przychodził, czasem wpadł jeszcze Nate, albo Eleanor. Chłopa podszedł do mnie, dał buziaka w policzek i pomógł zanieść kawę na taras. Tam odpaliliśmy papierosy stojąc tak po prostu rozmawialiśmy. Pasował mi taki układ. Zayn przychodził tak często jak mógł, ja zawsze czekałam. Postanowiliśmy nie sypiać już ze sobą. Dość szybko doszliśmy do porozumienia w sprawie naszego "związku". Ustaliliśmy, że najlepszą podstawą będzie przyjaźń, więc od niej właśnie zaczynamy. Czasem tylko, gdy jest mu gorąco i zdejmuje koszulę w podbrzuszu łapie mnie przyjemny skurcz, a na poliki występują rumieńce.
- To co robimy?- moje rozmyślenia zostały przerwane. Chłopak stał i wpatrywał się we mnie czekając na odpowiedź.
- Nie wiem. Muszę uzupełnić zapasy w lodówce... No i chyba jestem trochę głodna...
- No dobra. To jedziemy. Zbieraj się - powiedział, wziął ode mnie pusty już kubek i ruszył w stronę kuchni.
          Chwilę później siedzieliśmy już w samochodzie Zayn'a i jechaliśmy do jakiegoś centrum handlowego. 20 minut później zatrzymaliśmy się obok wysokiego budynku z reklamami poszczególnych sklepów.
- Czekaj chwilę - mruknął Zayn, gdy miałam nacisnąć już klamkę i wysiąść. Założył czapkę z daszkiem i czarne okulary.
- No błagam!
Chłopak zaśmiał się i wysiedliśmy z samochodu. Weszliśmy do budynku. Mijaliśmy sklepy z ubraniami, butami i innymi dziwactwami. Najpierw jednak śniadanie. Weszliśmy do jakiejś małej restauracji i schowaliśmy się za półścianką. Wtedy Zayn zdjął maskujące rzeczy i spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem.
- No co? - zapytałam.
- Nic takiego. Módl się, żeby obsłużył nas facet - powiedział na co wybuchnęłam gromkim śmiechem.
- Bujasz. Nie jesteście aż tak znani...
          Niestety niespełna 5 minut później odwołałam to, co powiedziałam. Do naszego stolika podeszła młoda kelnerka i podała menu. Na widok mojego towarzysza zaczerwieniła się i poprosiła o autograf. A że nie miał gdzie się podpisać zaoferowała mu kark. Widząc to inne dziewczyny również zaczęły podchodzić. To jest jakaś paranoja! Idę z gościem na jedzenie, bo z głody wykręca mi brzuch, a tu otaczają nas puste lalunie i wystawiają najróżniejsze części ciała do podpisu. Siedziałam grzecznie. Serio! Byłam cierpliwa. Wszystko do czasu, gdy pewna klientka nie usiadła mu na kolanach i niby przypadkiem położyła dłoń na jego kroczu. Chłopaka zatkało. Podskoczył lekko i zrobił się cały czerwony. Chciało mi się śmiać, ale czarnuszek zrobił minę pod tytułem "ratuj, bo nie wyrobię", więc postanowiłam wkroczyć do akcji.
          Wstałam, obeszłam stolik i spojrzałam z góry na dziewczynę.
- Wstań - powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Co proszę? - zapytała udając niewiniątko.
- Wstań mówię, bo cię podniosę - odpowiedziałam.
Dziewczyna wstała i stanęła wyprostowana. Była wysoka. Bardzo. Tym bardziej przy mnie.
- Zjeżdżaj mała - powiedziała z grozą wymalowaną na twarzy.
- Mała powiadasz? - zaciekawiłam się. - Może wyjdziemy się przewietrzyć?
- Grozisz mi?
- O nie... Obiecuję... - powiedziałam i wskazałam ręką wyjście.
- Chyba śnisz...
- Zayn, wyjdź, bo nie chcesz przy tym być - zwróciłam się do chłopaka i podwinęłam rękawy.
- Holly, spokojnie - uspokajał mnie.
- Co to to nie... Lubię mieć na pewne rzeczy wyłączność - powiedziałam i złapałam dziewczyną za bluzę, po czym skierowałam swe kroki ku wyjściu z restauracji.
- Zostaw mnie! - krzyczała, na co reagowałam milczeniem.
- Taka odważna jesteś?! Uważaj na siebie, bo jak dalej będziesz dotykała w miejsca intymne nie swoich facetów, to może ci się coś stać.
- Zayn ma nową laskę? - zapytała, po czym wyjęła telefon. Wiedziałam co chce zrobić. Nie bawiąc się w "niby przypadkiem" wytrąciłam jej urządzenie z ręki, które roztrzaskało się na podłodze.
- Zapłacisz za to - powiedziała i złapała mnie ręką za włosy. SERIO?!
- Hahahaha! - roześmiałam się.
- Z czego się śmiejesz głupia szmato?! - wrzasnęła.
Wokół nas zebrał się już spory tłumek. W oddali zobaczyłam śmiejącego się Zayn'a w czapce i okularach.
- Będziesz mnie ciągnąć za włosy? - zapytałam z udawanym przejęciem. - Na twoje nieszczęście mam brata. Całe dzieciństwo bawiłam się z im w przepychanki. Co powiesz na zapasy w centrum handlowym?
W tym momencie odepchnęłam ją mocno. Wrzasnęła z przerażenia, zachwiała się i upadła. Nie czekając ani chwili dłużej pobiegłam w stronę Zayn'a, złapałam go za rękaw i pociągnęłam w stronę parkingu.
- Znasz jakieś inne centrum handlowe? - zapytałam w biegu, na co w odpowiedzi dostałam głośny wybuch śmiechu.
          Zatrzymaliśmy się dopiero przed samochodem. Wsiedliśmy i zaczęliśmy pokładać się ze śmiechu i nawzajem przekrzykiwać. Gdy względnie się uspokoiliśmy, Zayn odpalił auto i ruszył z miejsca. Postanowiliśmy pojechać prosto do domu chłopaków, gdzie lodówa była pełna, a że zbliżała się już godzina 13 Harry z pewnością już coś gotował. Niestety nie zdążyliśmy nic zjeść, więc w drodze powrotnej burczało nam w brzuchach.
          Pół godziny później weszliśmy do domu i ruszyliśmy do salonu. Moim oczom ukazał się widok, którego nie chciałam widzieć. Na kanapie siedział Louis, a na nim okrakiem Eleanor.
- O fuuuuj! - krzyknął Zayn i niczym nie speszony podszedł do nich rzucając wcześniej El sukienkę leżącą na podłodze.
          Dziewczyna ubrała się i rzuciła chłopakowi spojrzenie pełne politowania. Potem wstała i podeszła do mnie. Dała mi buziaka w policzek i uśmiechnęła się przepraszająco.
- Myśleliśmy, że nikogo nie ma - powiedziała i mrugnęła do mnie okiem. - Co u ciebie dziewczyno? Dawno się nie widziałyśmy.
- Taa... Chyba mam ci duuużo do opowiedzenia - powiedziałam i poszłam za dziewczyną do kuchni.
          Wyciągnęłyśmy z lodówki ser, ogórki i szynkę. Zrobiłyśmy sobie kanapki i usiadłyśmy przy stole.
- To co chcesz mi powiedzieć? - zapytała.
- O nie nie nie! Za dużo uszu w tym domu się kręci - powiedziałam. W tym samym momencie do kuchni wpadł potargany Lou i Zayn. - Sama widzisz...
Wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenie i uśmiechnęłyśmy się pod nosami.
- Gadacie o nas? - zapytał szatyn i usiadł koło brunetki.
- Chciałbyś - odpowiedziała i dała mu gryza kanapki.
- To czemu tak szybko umilkłyście? - zapytał Zayn opierając się o blat.
- Bo macie duże uszy - powiedziałam, na co El głośno się zaśmiała.
- Nasze uszy są spoko! - oburzył się Louis i teatralnie dumnie wypiął pierś.
- Spoko, ale duże.
- Pff!
- Dobra dobra! - zakończyła sprzeczkę Eleanor i łapiąc chłopaka za uszy pociągnęła go do wyjścia z kuchni.
- Świetne są! - dodała na odchodnym.
          Dzień mijał spokojnie. Obejrzeliśmy z Zayn'em mecz, pogadaliśmy, poobgadywaliśmy laskę z centrum i takie tam inne. Z czasem dołączali się do nas pozostali wracający z zakupów, porannego joggingu (Harry stwierdził, że musi w końcu zacząć dbać o kondycję), tudzież innych wątpliwych atrakcji. Dowiedziałam się przy okazji, że Jerry przyjeżdża już w poniedziałek i ustaliliśmy, że to ja razem z Louisem odbiorę go z lotniska.
          Cieszyłam się z przyjazdu brata. Bardzo za nim tęskniłam. Mam mu dużo do powiedzenia. Chcę, by wiedział o wszystkim. Wiem, że nie będzie zadowolony, ale może doradzi mi co powinnam zrobić. Albo po prostu pieprznie mnie w ten głupi łeb i powie, że muszę w końcu dorosnąć. Taak... Chyba tego mi najbardziej brakuje...
          Wieczór zapowiadał się niezwykle nudno. Liam pojechał spotkać się z Danielle, Louis wrócił z Eleanor do pokoju, Harry z Zayn'em dyskutowali o wyniku meczu, a Niall marudził, że musi poszukać jakiejś normalnej dziewczyny. Typowe... Biedni faceci... Lecą na nich miliony lasek, mogliby mieć każdą, nawet jeśli nie byłaby ich fanką, bo najnormalniej w świecie są atrakcyjni, ale nie... Ciągle z tymi dziewczynami coś nie tak...
          Nadeszła godzina 18. Pożegnałam się z chłopakami i weszłam do taksówki. Zayn chciał mnie odwieźć, ale Harry kazał mu zostać i dokończyć porcję spaghetti. Tak więc skończył się ten niesamowity dzień z 1D. No może nie był taki niesamowity. Ale ciekawy na pewno.
          Po powrocie do domu umyłam się i czyściutka położyłam się do łóżka. Wzięłam laptopa na kolana i zaczęłam przeglądać najróżniejsze strony. Moim oczom ukazał się dzisiejszy artykuł na jednej ze stron plotkarskich. No to będę sławna...


***
Pojawiły się pierwsze komentarze. Dziękuję! :*

piątek, 10 maja 2013

Rozdział 8

          Obudziłam się. Nie chciałam otwierać oczu. Bałam się. Czułam na sobie ciepło bijące od ciała Zayn'a. Co ja najlepszego zrobiłam? Ale tak, podobało mi się. Rozchyliłam delikatnie powieki, później szerzej i szerzej. Nie spał. Wpatrywał się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Cześć, słońce - powiedział i musnął wargami czubek mojego nosa. Mimo woli uśmiechnęłam się.
- Cześć - wymruczałam cicho.
- Jak się spało?
- Całkiem, całkiem - skłamałam. Nie musi wiedzieć, że w jego ramionach odpłynęłam jak małe dziecko.
- Tylko? Ja spałem znakomicie - powiedział z lekko zawiedzioną miną.
- Zayn?
- Hmm?
- Idź już. - nie chciałam, żeby dłużej tutaj był. Czułam się okropnie. Jakbym go wykorzystywała. Mimo, że wcale tego nie robiłam.
- Nie mogę - odpowiedział stanowczo.
- Musisz...
- Nie chcę...
- Powinieneś.
- Wiem. - westchnął i położył się na plecach.
Między nami zapadła cisza. Była tak głęboka, że słyszałam plusk wody u sąsiadów.
- Więc jak to teraz będzie wyglądać? - zapytał. - Będziemy się unikać i udawać, że nic się nie stało?
Spodziewałam się tego pytania. Układałam na nie odpowiedź milion razy. I wciąż nie wiem co powiedzieć.
- Nie wiem, Zayn. To, co się wydarzyło nigdy nie powinno się wydarzyć.
Paliły mnie oczy. Z nerwów zaczęłam bawić się skrawkiem kołdry. Zauważył to, bo złapał mnie za rękę i unieruchomił ją.
- Żałujesz, że to się stało? - zapytał i spojrzał mi w oczy.
Tego pytania się nie spodziewałam!
- Zayn... proszę...
- Odpowiedz.
- Nie - odparłam bez namysłu. - Nie wiem. Może trochę.
- A dokładniej?
- Żałuję tylko tego, że stało się to tak szybko. Nigdy nie nawiązywałam znajomości w ten sposób, ale jestem pewna, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Mam przeczucie, że zniszczyliśmy przyjaźń, która nie zdążyła się jeszcze dobrze wykluć. Więc nie wiem jak powinniśmy się teraz zachowywać. Nie jesteśmy ani przyjaciółmi, ani parą. W tym momencie nie umiem nawet określić kim dla mnie jesteś, a co dopiero, czy chcę się z tobą związać. - powiedziałam szybko, a do oczu napłynęły mi łzy.
          Cisza. Nie odpowiedział nic. Chciałabym, żeby pokazał choć odrobinę emocji. Nie wierzę, że to, co powiedziałam na niego nie wpłynęło. Ja bym się wściekła. Ale to jest facet. A faceci są dziwni. Inni. Czego więc mogę się spodziewać? Nie wiem. Nie wiem nic. Czułam strach i niepokój, a jednocześnie ulgę. Gdyby się obraził, problem sam by się rozwiązał. No, po części. Odwróciłam twarz w jego stronę. Wpatrywał się tępo w sufit. Co jakiś czas mrugał tylko oczami.
- Zayn, powiedz coś - wyszeptałam.
- Nie wiem co... - powiedział równie cicho.
- Chcę cię poznać. - nie powiedziałam tego tylko po to, żeby przerwać niezręczną sytuację. Bardzo chciałam wiedzieć o nim więcej.
- Bardzo bym chciał, żebyś lepiej mnie poznała - spojrzał na mnie i uśmiechnął się ciepło. - Ale na moich zasadach.
Zbił mnie z tropu. Co mu chodzi po tej czarnej głowie?
- Co to znaczy?
- Nie będziemy ani przyjaciółmi ani parą. Będziemy tym kim jesteśmy dla siebie teraz. Uznajmy to za kompromis. Poznajemy się nawzajem, a w tym czasie wpadnę do ciebie czasem po buziaka. - powiedział. Minę miał poważną, więc chyba nie żartował.
- Czyli... Chcesz, żebyśmy byli dla siebie nikim, ale z bonusami typu całowanie? - zapytałam niepewnie.
- No... Tak jakby. Chociaż czymś więcej niż buziakiem bym nie pogardził - uśmiechnął się znacząco, na co ja zrobiłam się cała czerwona.
- Co sugerujesz?
- No nic nic! Zapomnij. Buziak wystarczy! Tak na początek - zaśmiał się i przybliżył swoją twarz.
- Teraz?!
- A czemu nie?
- Bo idź już! - powiedziałam i odepchnęłam go od siebie.
- No ej! - zaprotestował.
- Muszę to przemyśleć.
- Tu nie ma nad czym myśleć! Tu trzeba działać!
- Zayn!
- Co?
- To głupie!
- Wiem!
- Z tego nic nie będzie!
- Będzie!
          Krzyczeliśmy na siebie jak pojebani. Na dodatek patrzył na mnie tymi swoimi nieziemsko pięknymi oczkami bez litości posyłając na dno pozbawione balastu wiedzy małe łódeczki rozumu. A ja głupia nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Najgorsze było to, że naprawdę zaczęłam brać propozycję Zayn'a na poważnie. W życiu nie powiedziałabym, że przyjdzie mi rozmyślać nad czymś tak oczywistym. Oczywistym, bo powinnam kategorycznie odmówić. Ale było mi tak dobrze... Dziwne, bo dawno nie podobał mi się już mężczyzna. Ostatnio z racji tego, iż jestem biseksualna wolałam dziewczyny. A tu nagle taki Zayn i piorun by to wszystko strzelił! Byłam zła na samą siebie za to, że tak szybko dałam się podejść. Nie oszukujmy się. Dopiero dwa dni temu udało mi się zapamiętać jego imię. A teraz leżę naga w łóżku i zastanawiam się nad zostaniem jego "przeleciółką". To głupie.
- Zayn - odezwałam się po chwili milczenia.
- No?
- Nie. - odpowiedziałam i już chciałam wstać z łóżka, gdy przypomniałam sobie, że jestem goła. Goła i niewesoła.
- Nie? - zapytał z niedowierzaniem.
- Nie.
- Wiesz ile dziewczyn dałoby się zabić, żebym im to zaproponował?
- A wiesz gdzie mam te wszystkie dziewczyny? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Oburzyłam się. No gościu mnie wkurzył.
- Wiesz, że nie to miałem na myśli... - zaczął się tłumaczyć.
- Nie wiem, co miałeś na myśli, ale nie interesuje mnie to w tym momencie. Nie znamy się i nie będziemy ze sobą sypiać. Wbij to sobie do głowy. Zaliczyłeś mnie i koniec. Po wszystkim.
- Za takiego mnie masz? - zapytał, a jego oczy jakby straciły blask.
- Za jakiego? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Myślisz, że przespałem się z tobą tylko po to, żeby cię zaliczyć? - podniósł się i schował twarz w dłoniach.
- Zayn... - nie wiedziałam co powiedzieć. Położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Nie ważne - powiedział po chwili. - To normalne. Wszystkie dziewczyny tak o mnie myślą. Nie wiem czemu miałbym się przejmować twoim zdaniem. Pójdę już. - powiedział i wstał z łóżka. Założył spodnie, chwycił koszulkę i wyszedł.
          Chciałam pójść za nim. Bardzo chciałam. Ale nie mogłam. Zatkało mnie. Nie chciałam go obrazić. Zapomniałam nawet co mówiłam i dlaczego się zdenerwował. Ale tu nie ma co chcieć. Usłyszałam trzask i wiedziałam, że Zayn wyszedł. Wstałam i poszłam do łazienki. W takich sytuacjach najlepiej działa zimny prysznic.
          Musiałam się spieszyć. Zayn'em zajmę się później. W tym momencie została mi godzina do wyjścia do pracy. Nie mogę się spóźnić, choć wiem, że Nate nie gniewałby się długo. Wyszłam z łazienki i poszłam do garderoby. Założyłam [KLIK], spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i wyszłam. Po drodze kupiłam kawę i ruszyłam w stronę przystanku. Chyba powinnam zainwestować w samochód, bo pomimo korków zawsze jest to bardziej komfortowy rodzaj transportu niż zatłoczony autobus.
          Do pracy dotarłam na czas. Pierwsze co zrobiłam to przywitałam się z Nate'm. Robię to zawsze. Dziś moja praca polegała na projektowaniu reklamy H&M. Poszło sprawnie, więc mogłam wrócić do domu trochę wcześniej. Teraz mogłam zająć się Zayn'em. Napisałam sms'a do Eleanor.
Potrzebuję adres chłopaków. Muszę coś naprawić...
Po chwili dostałam odpowiedź, w której był adres. Zaszłam jeszcze do sklepu. Kupiłam popcorn, żelki, gazowany napój, którego jeszcze nigdy nie piłam i chrupki orzechowe. Zamówiłam taksówkę i po chwili stałam przed dużym, białym budynkiem. Przeszłam przez furtkę i zadzwoniłam do drzwi. Kilka minut później stanął przede mną Louis.
- Hej - przywitał się. - Eleanor wspomniała mi, że przyjdziesz. Wszystko ok?
- Hej. Nie do końca. Nabroiłam, muszę po sobie posprzątać - odpowiedziałam. - Jest Zayn?
- Jest. Ale nie wiem, czy żyje, bo nie wychodził jeszcze dzisiaj z pokoju.
- Przekupię go niezdrowym jedzeniem? - zapytałam i wskazałam na torbę w moim ręku.
- Jak masz żelki to raczej tak - uśmiechnął się i przepuścił mnie w drzwiach.
          Louis zaprowadził mnie najpierw do salonu, gdzie siedzieli pozostali. Przywitałam się z nimi, po czym udałam się za chłopakiem schodami na górę. Wskazał mi drugie drzwi po prawej stronie, a później wycofał się życząc mi powodzenia. Podeszłam do wskazanych drzwi i cicho zapukałam.
- Nie! - usłyszałam.
Zapukałam jeszcze raz. Niech stracę.
- Kimkolwiek jesteś, odejdź!
I jeszcze raz.
- No co jest, kurna?
Nie minęło 5 sekund, a drzwi przede mną otworzyły się i stanął w nich półnagi Zayn.
- Co ty tu...? - zaczął, ale nie skończył, bo machnęłam mu przed oczami torbą ze słodyczami.
- Przyszłam cię przekupić i powiedzieć jak bardzo mi przykro.
- Tracisz czas. Nie chcę tego słuchać. - powiedział i ruszył w stronę okna.
- Wiem, że nie chcesz. Ale czasu nie tracę. - powiedziałam, rzuciłam torbę na łóżko i podeszłam do chłopaka.
- Nie mamy o czym rozmawiać.
- Mamy. Nie zaprzeczaj.
Milczał. Jak zmusić faceta do rozmowy? To proste. Nie mówić nic! Więc ja też milczałam. Staliśmy i patrzyliśmy przez okno. Ramię w ramię. No może nie do końca, bo jestem kurdupel, więc powiedzmy ramię w głowę.
- Nie chcę, żebyś postrzegała mnie w takich kategoriach. - powiedział po chwili i spojrzał na mnie.
- Nie postrzegam. Wiem, że zabrzmi to banalnie, ale źle mnie zrozumiałeś. Nie chciałam, żebyś odebrał to w ten sposób. No w ten, ale odwrotnie. To znaczy... - plątałam się. Nie jestem najlepsza w przepraszaniu.
- To znaczy co? - zapytał zniecierpliwiony.
- To znaczy, że chciałam, żebyś ty tak pomyślał. No wiesz... Żebyś pomyślał, że mnie zaliczyłeś i to koniec. Wtedy byłoby łatwiej. Po sprawie, rozumiesz...
- To najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek usłyszałem! - powiedział i odwrócił mnie w swoją stronę. - Oszalałaś chyba! Nigdy bym tak o tobie nie pomyślał.
- Ale to by wiele ułatwiło...
- No i co z tego? Nie będziemy niczego ułatwiać. Nie zgodziłaś się na moją propozycję, ale ja nie zgadzam się na twoją. Nie przestanę się starać! Potrzebuję cię! - powiedział i mnie przytulił.
- Zayn, co ty pieprzysz?! - krzyknęłam i odsunęłam się od niego. - W ogóle mnie nie znasz! Jak możesz mówić, że jestem ci potrzebna? Zastanów się chwilę. Jesteśmy zupełnie różni. Jedyne co nas łączy to papierosy i moje łóżko. Na tym opiera się nasza znajomość, a to nie wróży nic dobrego!
- Przestań panikować. - powiedział i doskoczył do mnie tak szybko, że nim się zorientowałam byłam już w jego objęciach.
- Zayn. Puść mnie. - powiedziałam najspokojniej jak tylko mogłam.
- Nie - odpowiedział zadziornie.
- Puść.
- Nie.
- Widzisz?
- Co?
- Nie zgadzamy się nawet co do takich drobnostek, a co dopiero gdybyśmy mieli zacząć jakiś związek. Zastanów się, czego ty chcesz i czy ma to jakikolwiek sens. - powiedziałam, a on puścił mnie i odsunął się o krok.
- Bo jesteś uparta! - krzyknął i przytupnął nogą.
- Bo jestem! - odpowiedziałam i również tupnęłam.
Zaczęliśmy się śmiać. Znowu było ok. Mission complete! Zjedliśmy żelki, pogadaliśmy chwilę o pierdołach i Zayn odwiózł mnie do domu. Na pożegnanie dostałam buziaka w policzek, co chłopak skomentował "to na początek". Jedyne co przyszło mi wtedy do głowy to to, że na początek dostałam znacznie więcej. Wróciłam do domu i niezwłocznie, jako że dochodziła już północ (o matko!), położyłam się spać. I tak dobiegła końca kolejna środa.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 7

          Siedziałam jak na szpilkach. Przed chwilą jeszcze chodziłam i nie wiedziałam co powinnam zrobić. W takich dniach żałuję, że mam wolne. Gdybym dziś pracowała, mojej głowy nie zaprzątałby jakiś okrutnie przystojny brunet! Co zrobić? Może napiszę do niego, żeby nie przychodził? Albo powiem mu, że źle się czuję. Nie! Wtedy tym bardziej będzie chciał przyjść. Co ze mną? Podrywa mnie przystojniak z zespołu znanego w całym świecie, a ja chcę go spławić! Wiele dziewczyn dałoby się zabić za jeden pocałunek, a ja dostałam ich setki i miałam dostać jeszcze więcej. A ja? Siedzę na kanapie i płaczę nad rozlanym mlekiem. I po co ty głupia Holly zaproponowałaś mu spanie w swoim łóżku?! Co ci gamoniu odbiło?! Wiem! To te jego oczy! Nie można im odmówić!
          Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk mikrofali. Ciepłe mleko. Będzie kakao! Wstałam i ruszyłam do kuchni w celu przygotowania tego jakże zbawczego napoju. Nie obyło się oczywiście bez wpadnięcia na ścianę. Zamyślona Holly to bardzo niezdarna Holly. Przygotowałam napój i wróciłam do salonu, uważając tym razem na wystające gdzie nie trzeba ściany. Siedziałam i w całkowitej ciszy popijałam kakao. Cóż... Pech to pech. Nawet to mi nie pomogło.
          Nie mogę siedzieć cały dzień w domu. Muszę wyjść. Ale nie wiem o której Zayn chce przyjść. Trudno. Poczeka. Albo sobie pójdzie, co z pewnością ułatwiło by sprawę. Wzięłam torebkę, zamknęłam drzwi na klucz i weszłam do windy. Po chwili znalazłam się już na ulicy.
          Idąc przed siebie nieprzytomnie potrącałam ludzi, którzy wyklinali moje niewłaściwe zachowanie. Nie obchodziło mnie to. Nie słuchałam. Szłam i myślałam. Weszłam do parku i usiadłam na ławce. Pomyślałam, że może mogłabym kogoś zapytać o zdanie. O radę. Ale kogo? Nikogo tu nie znam. No może poza chłopakami. I Eleanor. No właśnie. Ona. Tylko czy ufam jej na tyle, żeby móc się z nią podzielić doświadczeniami ostatniej nocy i czy mogę pytać ją o radę? Przecież Zayn'a zna lepiej. Nie będzie obiektywna. A może to moja jedyna szansa?
          Wyciągnęłam z torebki telefon i wybrałam numer do dziewczyny.
- Holly! Co tam słychać? - odezwał się jej radosny głos.
- Hej. Mam do ciebie prośbę.
- Wal!
- Potrzebuję rady. Takiej babskiej. Twojej!
- Haha! Jasne. Spotkajmy się. Co teraz robisz?
- Siedzę na ławce w parku i staram się opanować emocje.
- Nie przesadzaj Holly. Jestem z tobą! Może do ciebie przyjadę? - zaproponowała.
- Jasne. Będę czekać - odpowiedziałam i rozłączyłam się.
          I co teraz? Teraz pójdę do domu i będę czekać na Eleanor. Mam nadzieję, że przyjedzie szybko. W przeciwnym razie Zayn ją uprzedzi i nie będę mogła już z nią porozmawiać. Idąc do domu zaszłam do sklepu po butelkę wina. Znowu! Jak tylko znalazłam się w mieszkaniu poszłam na taras zapalić. Długo myślałam o tym co powinnam zrobić w zaistniałej sytuacji. Baby są głupie! Zawsze się przejmują, nawet kiedy nie mają czym.
          Zadzwonił dzwonek. Zgasiłam papierosa i poszłam otworzyć drzwi. Eleanor! Jak dobrze...
- Właź.
- Dzięki - uśmiechnęła się. - Co takiego pilnego?
- Mam problem. Ale najpierw usiądźmy. - wskazałam jej dłonią kanapę w salonie i sama ruszyłam za nią do pokoju.
- No więc? - dopytywała.
- Może jesteś głodna? Chcesz coś? Albo do picia? - zaproponowałam. - Mam wino!
- Nie! Siadaj i się nie wykręcaj. - poklepała miejsce obok siebie i uśmiechnęła się "na zachętę".
- No dobrze... Więc... Nie wiem czy powinnam... - jąkałam się.
- Wal! Dziewczyno! - przerwała zniecierpliwiona.
- Ok. Tak jakby spędziłam noc z Zayn'em. - powiedziałam i czekałam na reakcję.
- No i? - zapytała po chwili.
- Ty mi powiedz... - spuściłam głowę.
- Ehh... Trudno mi powiedzieć cokolwiek, bo nie znam sytuacji, a ty wcale mi w tym nie pomagasz - spojrzała na mnie jakby czekała na ciąg dalszy opowieści.
- Bo nie wiem co mam ci powiedzieć.
- Spaliście ze sobą? - zapytała prosto z mostu.
- To znaczy co? Jeśli chodzi ci o seks, to nie. - wytłumaczyłam.- Ale mogło do tego dojść. - dodałam cicho.
Minuta ciszy.
- Czyli co? Dziewczyno, mów mi co robiliście - zniecierpliwiła się.
- Ojej! Przyszedł do mnie i powiedział, że go wykopali z łóżka, więc zaprosiłam go do siebie. Potem poszliśmy zapalić, było mi zimno, więc mnie objął. Wróciliśmy, Zayn się rozebrał, położyliśmy się do łóżka, on mnie przytulił. Potem gadka-szmatka i nagle "chciałbym cię pocałować". To chyba trochę dziwne, nie? - opowiadałam. - No to pozwoliłam mu pocałować się w policzek, ale zaczął całować mnie po całej twarzy, coś powiedział i odwrócił się dupą! Potem mnie przepraszał za to, że mnie całował, a potem znowu się całowaliśmy. Było blisko do.. wiesz czego. A potem poszliśmy spać. Rano nawet nie chciał o tym rozmawiać! Powiedział tylko, że przyjdzie dzisiaj wieczorem...
          Wszystko powiedziałam na niemal jednym wydechu. Przez chwilę musiałam dojść do siebie, a wtedy spojrzałam na Eleanor, która wpatrywała się w przeciwległą ścianę.
- El.. Pomóż! Co mam zrobić? - zapytałam błagalnym głosem.
- Musisz z nim pogadać. - powiedziała w końcu stanowczym tonem. - Musisz przejąć kontrolę. Jak tu przyjdzie, to nie pozwól mu się nawet dotknąć. Każ mu usiąść i się spowiadać. Musi cię szanować. A Zayn akurat ma tendencję do częstego zmieniania kobiet. To znaczy, nie tyle zmieniania, co bardzo lubi je podrywać. Lepiej, żeby nie chciał cię tylko uwieść. Musisz uważnie obserwować każdy jego ruch. Nie pozwalaj mu na zbyt wiele. Jeśli bardzo mu się podobasz to na ciebie poczeka. A jak trzeba będzie to nawet zawalczy.
          Przez cały czas, gdy to mówiła patrzyła mi prosto w oczy. Widać było, że przejęła się tą sprawą. Nie ma co się dziwić. W końcu Zayn to jej przyjaciel, a mnie ponoć bardzo polubiła. Postawiłam ją więc w samym centrum tego wszystkiego. Było mi z tego powodu trochę głupio, ale bardzo potrzebowałam kogoś do zwierzenia się.
- A co jeśli kiedy go zobaczę, to spanikuję i nie będę w stanie nic zrobić? - zapytałam.
- Nie możesz spanikować. I nie daj się jego oczom. Chyba zauważyłaś je, no nie? - zapytała i mrugnęła do mnie okiem.
- Tak zauważyłam! - powiedziałam i rzuciłam w nią poduszką.
- To wiesz na co uważać!
          Zaczęłyśmy się śmiać. Pogadałyśmy jeszcze trochę i Eleanor opuściła moje mieszkanie. Ja natomiast poszłam jeszcze raz zapalić. Moje ręce się trzęsły. Z trudnością trzymałam papierosa między palcami. Usilnie starałam się go jednak nie upuścić. Skupiałam się na tym tak bardzo, że nie myślałam już o niczym innym. Kiedyś papieros się jednak kończy. Wróciłam do środka i rzuciłam się na łóżko. Leżąc z twarzą schowaną w poduszkę zastanawiałam się kiedy przyjdzie. Mijały kolejne godziny. Zdążyłam przenieść się z łóżka na kanapę, później na krzesło w kuchni, następnie na parapet, taras (musiałam zapalić), znowu łóżko i kiedy byłam już w drodze do salonu usłyszałam dzwonek do drzwi.
          Spanikowałam! A przecież Eleanor zabroniła mi panikować! Powoli podeszłam do drzwi. Odliczyłam od 10 w dół i spokojnie je uchyliłam. Tak. Stał tam. Uśmiechał się (tak pięknie)! Odsunęłam się od drzwi i wpuściłam gościa do środka. Nic nie mówiąc wszedł i skierował się prosto do salonu. Ruszyłam za nim i po chwili siedzieliśmy już na kanapie i nie wiedząc co powiedzieć patrzeliśmy się na siebie.
- Jak minął ci dzień? - zaczął niepewnie.
- Mało istotne - odpowiedziałam, bo nie musi wiedzieć, że znaczną część dnia spędziłam z Eleanor na rozmawianiu o nim. - Musimy pogadać.
          Stało się to, czego najmniej bym się spodziewała. Zayn zwiesił głowę i zaczął bawić sznurkiem od bluzy. Czyżby się speszył? Niemożliwe. To Zayn Malik!
- Posłuchaj mnie bardzo uważnie, bo nie lubię mówić o takich rzeczach. - odezwał się nagle i spojrzał mi prosto w oczy. - Znalazłem się w sytuacji, w której nigdy nie byłem. Zawsze wszystko było łatwiejsze. Wiesz, nigdy nie czułem do dziewczyny tego, co do ciebie. Wiem! To może wydawać się dziwne, bo znamy się teoretycznie miesiąc, ale w praktyce wychodzi na dobrą sprawę 2 dni. Ale to nie zmienia faktu, że chciałbym spróbować z tobą czegoś więcej niż przyjaźni. Wyśmiej mnie jeśli chcesz, ale bardzo mi się podobasz, a to co czułem wczoraj upewniło mnie tylko w tym, że chcę z tobą być, że jesteś mi potrzebna. Nie miało tak być. Mieliśmy być przyjaciółmi, dobrze się razem bawić i wczoraj, no w sumie dzisiaj, wszystko legło w gruzach, bo już nie potrafię myśleć o tobie jak o przyjaciółce.
          Urwał. W jego oczach widziałam strach, ale też ulgę. Trzymanie tego w sobie musiało mu bardzo ciążyć. Ale teraz już wiem.
- Powiedz coś - poprosił i spuścił wzrok. Dopiero teraz spostrzegłam się, że gapię się na niego z lekko otwartymi ustami.
- Nie wiem co - odpowiedziałam zachrypniętym głosem. Głupia chrypa! Dlaczego musi pojawić się zawsze, gdy chcę być stanowcza?!
- Cokolwiek - teraz już szeptał.
          Nie wiedziałam co powiedzieć. Siedziałam i patrzyłam jak chłopak bawi się tymi przeklętymi sznurkami. Bardzo chciałam go wtedy przytulić, pocałować. Ale nie mogłam. Musiałam trzymać się planu. Tylko co w tej sytuacji można uznać za plan?
          Sznurki zaczęły mnie irytować. Złapałam Zayn'a za dłoń. Poczułam jak zadrżał. Więc to prawda? Podobam mu się? Ciało nie umie kłamać. Spojrzał na mnie wzrokiem przepełnionym nadzieją i strachem.
- Zayn, ja... - zaczęłam, ale urwałam, bo... no właśnie. Bo co? - Nie wiem czy powinniśmy. Nie wiem czy tak od razu... Co jeśli kiedy poznamy się lepiej znienawidzimy się i zniszczymy przyjaźń? Ty będziesz miał chłopaków, poradzisz sobie. A ja? Zostanę sama, stracę wszystko. Boję się zrobić coś, czego później oboje będziemy żałować.
- Nie będziemy...
- Nie wiesz tego! Po prostu nie wiem czy to jest dobry pomysł.
- Więc proszę, przekonajmy się...
- Chcesz wszystko postawić na jedną kartę! Poza tym pomyśl! Teraz jesteś tu, ale za chwilę będzie trasa, koncerty, fanki, tysiące kilometrów! Nie jestem pewna, czy dam radę...
- Eleanor i Danielle dają, to ty też dasz! Obiecuję, będzie dobrze - powiedział i przytulił mnie mocno.
          I co teraz? Co ja mam zrobić? Tak wspaniale czułam się w jego ramionach. Było mi tak dobrze. Zamknęłam oczy i wtuliłam się w niego. Zapach perfum wymieszany z zapachem dymu tytoniowego wypełnił mi nozdrza. Mogłabym tak pozostać na dłużej. Ale życie jest inne. Teraz jest fajnie, ale związek to nie jest tylko przytulanie i dawanie buziaków. To coś więcej.
- Zayn, nie możemy. - powiedziałam i odsunęłam się od niego. Spojrzał na mnie oczami pełnymi smutku. - To za szybko. Związek między nami nie ma szansy przetrwać. Nie teraz. Może kiedyś. Na tę chwilę znamy się zbyt krótko i zbyt słabo. Ja nie chcę ryzykować.
- Więc jak to teraz będzie wyglądać? Już ci powiedziałem. Nie potrafię o tobie myśleć jak o przyjaciółce. Nie chcę o tobie tak myśleć. Chcę, żebyś była w moim życiu kimś więcej. Kimś wyjątkowym. Chcę żyć z tobą i dla ciebie! Proszę, daj mi szansę. - złapał mnie za rękę i pocałował wierzch mojej dłoni, pozostawiając na niej przyjemne uczucie ciepła.
- Zayn - szepnęłam. - Nie chcę stracić cię zanim całkiem zdobędę. Teraz nie jestem jeszcze na to gotowa. Ale kiedyś będziemy razem, obiecuję.
          Przysunęłam się do niego i mocno przytuliłam. Schowałam twarz w zagłębieniu szyi i znów wdychałam ten piękny zapach. Jego zapach. Objął mnie ramionami, mocno i pocałował w głowę. Z moich oczu mimowolnie popłynęła samotna łza, żeby za chwilę zatonąć w gąszczu blond włosów i zniknąć. Siedzieliśmy tak przytuleni dłuższą chwilę.
- Daj mi tę noc. Proszę - odezwał się. - Poza tym obiecałaś...
- Zayn, utrudniasz to wszystko. To zły pomysł.
- Ale obiecałaś... - zaczął marudzić.
- No dobra. Ale tylko ta noc. - zastrzegłam się i spojrzałam mu w oczy. Po co ja to robiłam?! Nie wolno mi patrzeć w TE OCZY!!! Spuściłam szybko wzrok i odsunęłam się lekko.
- Co się stało? - zapytał.
- Hipnotyzujesz - odpowiedziałam wymijająco i wstałam. - Wina?
- Jasne - uśmiechnął się i poszedł za mną do kuchni.
          Nalałam wina do kieliszków i jeden wzięłam sobie, a drugi podałam brunetowi. Upiliśmy po łyku i wróciliśmy do salonu, biorąc ze sobą butelkę. Nie rozmawialiśmy. Wiem, mieliśmy się poznawać. Ale żadne z nas nie chciało nic mówić. Poznawaliśmy się w milczeniu. O dziwo cisza nie przeszkadzała. Wręcz przeciwnie. Uśmiechaliśmy się do siebie jakbyśmy znali się dużo dłużej niż od wczoraj.
          W pewnej chwili Zayn wstał i wyciągając do mnie dłoń powiedział:
- Chodź, zapalić.
Ujęłam wyciągniętą rękę, a chłopak splótł nasze palce razem. Mimowolnie się uśmiechnęłam pod nosem. On też, zauważyłam to. Zacisnął mocniej palce i pociągnął mnie w stronę tarasu. Zanim się jednak zorientowałam wylądowałam na swoim łóżku, a Zayn zaraz na mnie.
- Przebiegły - powiedziałam.
Chłopak zaśmiał się, a ja zamarłam. Nasze twarze były tak blisko. Jego oczy, usta, nos. On... No i stało się! Nasze twarze dzieliło niebezpiecznie mało milimetrów. Zauważyłam drgnięcie jego ust. Do czego on zmierza? Zrobiło mi się gorąco. Bardzo... Nagle uniósł brwi i uśmiechnął się.
- Rumienisz się - szepnął, a mi zrobiło się jeszcze cieplej.
Nie mogąc wydusić słowa zaprzeczyłam delikatnym ruchem głowy. Serce natomiast waliło mi jak młotem. Zamknęłam oczy, żeby trochę się uspokoić. Jeszcze żaden facet nie podziałał na mnie tak jak on. Mocniej przycisnął mnie do siebie, a ja wciągnęłam głośno powietrze. Koniuszkiem palca dotknął mojej dolnej wargi. Patrzył mi prosto w oczy, a ja spojrzałam na jego jakże pociągające usta, które są tak miękkie i delikatne. Byłam pewna, że gdyby nie fakt, że leżę, z pewnością bym się przewróciła.
- Pragnę cię - szepnął mi do ucha. - Bardzo...
Musnął ustami płatek mojego ucha. Odczułam to nawet tam - na dole. Co on ze mną robi? Zaczął całować mnie w okolicy ucha i na szyi. Jego dłoń przesunęła się w dół docierając do mojej talii, następnie biodra i w końcu do pośladków. Moje ciało przeszył przyjemny dreszcz. Chcę tego. Tak bardzo, że za moment wykrzyczę mu to w twarz. To koniec! Chwyciłam jego idealnie ułożone włosy i pocałowałam. Nim minął ułamek sekundy, Zayn oddał pocałunek, a ja jęknęłam w jego usta z rozkoszy i pragnienia.
          Obrócił nas tak, że teraz to ja leżałam na nim. Podniosłam się i usiadłam na nim okrakiem. Idąc moim tokiem myślenia uniósł plecy i jednym ruchem zdjął ze mnie bluzkę. Nie pozostając dłużna rozpięłam jego bluzę i delikatnie zsunęłam ją z jego ramion. Następnie moje dłonie powędrowały do koszulki, która niezwłocznie wylądowała na podłodze.
- Jesteś pewna? - zapytał i spojrzał mi prosto w oczy.
- Nie - odpowiedziałam krótko i zatopiłam swoje wargi w jego ustach.
          Owinął dłonią mój kucyk i pociągnął go lekko do tyłu unieruchamiając mi głowę. Sam natomiast całował mnie po szyi i dekolcie. Wolną dłonią rozpiął guzik moich spodenek i powoli zsunął je z pupy. Położył mnie na poduszce i zdjął swoje spodnie. Kładąc się przycisnął mnie do materaca. W okolicy podbrzusza poczułam jego wzwód, na co na moich policzkach pojawiły się czerwone plamy. Jego dłoń powędrowała do moich majtek i po chwili czułam jego rozpalone palce pocierające delikatnie moją łechtaczkę. Z moich ust wydarł się głośny jęk, a moje paznokcie wbiły się w jego plecy. Zadrżał. Zdjął ze mnie resztki ubrania i sam zsunął swoje bokserki. Całując mnie po brzuchu powoli zbliżał się ku dołowi. Całował mnie zarówno delikatnie jak i zachłannie. Zacisnęłam dłonie na prześcieradle. On natomiast musnął językiem moją łechtaczkę doprowadzając mnie tym samym do obłędu. Powoli i delikatnie zaczął mnie tam lizać. Gdy przyspieszył poczułam drżenie swoich kolan. Już nie mogłam. Zaczęłam wić się krzyczeć z przyjemności. Poczułam skurcz w każdej możliwej komórce ciała. Dysząc opadłam na poduszkę i próbując uspokoić oddech spojrzałam na chłopaka. Jego oczy błyszczały a na twarzy malował się pełen radości uśmiech. Zbliżył swoją twarz do mojej i złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Poczułam jak jego dłonie wędrują do moich kolan i powoli, ale pewnie rozsuwają je i unoszą do góry.
- Nie ma już odwrotu - szepnął mi do ucha i przystawił czubek swojej męskości do mojej pochwy.
To ten moment. Poczułam jak wchodzi we mnie z impetem. Nie mogąc się powstrzymać wydałam zduszony jęk. Poruszał się we mnie najpierw powoli, później przyspieszał i znowu zwalniał. Moje ciało zaczęło drżeć. Wyczuwając to mulat zaczął wchodzić we mnie mocniej i chyba trochę głębiej. Nie kontrolowałam już się. Gdyby nie fakt, że przygniatał mnie swoim ciałem, pewnie wyleciałabym już w kosmos. Oboje zaczęliśmy nierówno oddychać i jęczeć.
- Holly, ja... - zaczął i wlał się we mnie. Opadł na mnie z wyczerpania i oddychając ciężko wtulił twarz w moje włosy.
Czułam się wspaniale. Jakby zeszło ze mnie ogromne ciśnienie, które z każdym dniem stawało się co raz bardziej uciążliwe. Chłopak zszedł ze mnie i położył się obok. Odwróciłam się w jego stronę, a on naciągnął na nas kołdrę. Patrzyłam w jego oczy, które hipnotyzowały mnie do reszty. jego twarz złagodniała i pojawił się na niej szeroki uśmiech.
- Dziękuję - powiedział i pocałował mnie.
- Co teraz? - zapytałam.
- A co ma być? Obudzisz się rano i stwierdzisz, że chcesz ze mną być, że jesteśmy sobie pisani i nie możesz mnie od siebie odrzucić.
- Ja...- zaczęłam, ale zająknęłam się.- Zayn...
- Wiem, nic nie mów - położył na mych ustach palec i delikatnie je pomasował.
Westchnęłam i zamknęłam oczy. Nie było nawet 21,  mi już chciało się spać. Gdy zaczęłam już przysypiać obudził mnie głos zmartwionego chłopaka.
- Holly?
- Hmm?
- Ja nie zabezpieczyłem się - powiedział i zmarszczył czoło.
- Wiem... - odpowiedziałam.
- Nie martwisz się? - zapytał ze zdziwieniem.
- Nie... - odparłam. - Biorę tabletki.
- Serio - zdziwił się jeszcze bardziej. W sumie nie wiem dlaczego.
- Serio... muszę. Kiedyś ci o tym powiem. Ale teraz śpij - posłałam chłopakowi ciepły uśmiech i dałam buziaka.
Zamknął oczy i schował twarz w moje włosy. Pogładziłam go po policzku i zamknęłam powieki. Tak przytuleni zasnęliśmy.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 6

          Obudziłam się w objęciach Zayn'a. Mimo, że spałam tylko jakieś 2 godziny, nie czułam zmęczenia. Może tylko trochę kaca. Przeklęta głowa! Spojrzałam na twarz chłopaka. Ciągle spał.  A wyglądał jak zupełnie inna osoba. Takiego Zayn'a nie znałam. Na początku wydawał się lekko gburowaty i zapatrzony w siebie. Teraz jednak wyglądał tak zwyczajnie. Jakby wszystko gdzieś uleciało i był tylko on. Taki prawdziwy. Nie chciałam jeszcze wstawać. To było zbyt piękne. Zamknęłam oczy i wtuliłam się w jego tors. Chyba wyczuł, że się kręcę, bo przytulił mnie nieco mocniej. Mogłabym tak leżeć w nieskończoność. Niestety. Odgłos stłuczenia dobiegający z salonu podniósł mnie tak, że usiadłam na łóżku ze skwaszoną miną. podniósł się też Zayn i obdarzył mnie pięknym uśmiechem. Nie miałam na to czasu.
          Pomimo błagań chłopaka, żebym została, wygramoliłam się z łóżka i pędem ruszyłam w stronę salonu. No tak! Jak mogłam zapomnieć? Nagi Harry stanął przede mną jak wryty trzymając w dłoni resztki szklanki.
- Sorki - szepnął i zrobił minę zbitego psa.
- Harry... - zaczęłam.
- Hmm?
- Ubierz się - wskazałam palcem w sami-wiecie-które miejsce i wróciłam do pokoju.
- Miałeś rację - zaczęłam na widok leżącego Zayn'a. - Mogłam poczekać aż się ubierze.
Chłopak zaśmiał się i gestem wskazał miejsce obok siebie. Posłusznie położyłam się na łóżku. Mulat obrócił się w moją stronę i zaczął przypatrywać.
- Co jest? - zapytałam zbita z tropu.
- Jeszcze jest dzisiaj - uśmiechnął się zadziornie.
- No i?
- Do 24 mam czas!
- Ahh, no tak - zaśmiałam się. - Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że nie takie "dzisiaj" miałam na myśli.
- No, dlatego tak się upewniałem.
- Zayn, musimy wstawać - powiedziałam i podniosłam się, na co chłopak szybko zareagował ciągnąc mnie za łokieć w dół.
Wylądowałam na swoim miejscu i z pytającą miną się na niego spojrzałam. Ten natomiast trochę posmutniał.
- Co się stało? - zapytałam.
- Jak wstaniemy to wszytko się skończy, prawda?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Wpatrzyłam się w sufit i czekałam. Nie wiem na co. Ale czekałam.
- Zayn... - zaczęłam po chwili.
- Hmm?
- Jak ty to sobie teraz wyobrażasz?
- ...
- No bo, związek między nami jest chyba w tym momencie niemożliwy. Nie znamy się, a ja nie chciałabym zrobić czegoś głupiego i ...
- Ciii..... - przerwał mi. - Mieliśmy porozmawiać o tym jutro.
- Odkładanie tego jest bez sensu!
- Wcale nie. Nie pozwolę ci zniszczyć tej chwili gadaniem! - zaprotestował. - Po prostu leżmy dopóki nas tyłki nie rozbolą.
- Zayn. Trzeba sprzątać...
- Ehh... No dobra... - powiedział, ale nie ruszył się z miejsca.
- To wstajemy? - zapytałam.
- Za chwilę - mruknął i pocałował mnie w czoło.
Znów to samo. Dreszcz przebiegł mi po plecach. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Pogłaskałam jego szorstki od zarostu policzek. On też się uśmiechnął i pocałował mnie tym razem prosto w usta. Trwaliśmy tak przez chwilę nie mogąc się od siebie oderwać. Nastąpiło to dopiero gdy usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Oboje się zerwaliśmy. Zayn zaczął się ubierać, a ja pobiegłam do garderoby. Oparłam się o drzwi i jęknęłam niezadowolona z tak brutalnego przerwania tej wspaniałej chwili. Co za pech! Nadszedł więc czas wybrania ubrania. Dzisiaj sprzątanie, więc założyłam [KLIK], zrobiłam lekki makijaż i spięłam włosy w kucyk. Tak wyszykowana wyszłam z garderoby. W pokoju nie było już Zayn'a. Poszłam więc do salonu, w którym chłopacy zamiast sprzątać napierdzielali się poduszkami.
          Nagle w moją stronę zaczął biec Harry. Rzucił się na mnie, a gdy już leżałam usiadł okrakiem na moich nogach i uderzył poduszką. Na szczęście zdążyłam nakryć twarz rękami.
- Słoneczko wstało! - zaczął krzyczeć.
Po chwili wstał i podał mi rękę, by ja też mogła się podnieść. Jak tylko moje stopy stanęły twardo na ziemi, ten wziął mnie na ręce i zaczął mną kręcić to w jedną to w drugą stronę. Nie trwało to na szczęście długo, bo po chwili postawił mnie i patrząc mi w oczy powiedział:
- Dobrze, że już się nie gniewasz! - i dał mi potężnego buziaka w policzek.
- Co was tak wszystkich wzięło na całowanie mnie? - mówiąc to spojrzałam wymownie na Zayn'a. Ten natomiast zarumienił się i spuścił wzrok. Na szczęście nikt oprócz mulata nie zorientował się o co chodzi.
          Wzięliśmy się do pracy. Sprzątanie zajęło nam dobre 1,5 godziny. Padliśmy zmęczeni na kanapę.
- To co teraz? - zapytał Niall.
- Śniadanie? - zaproponował Harry.
Zgodnie pokiwaliśmy głowami i już po chwili Harry śmignął do kuchni.
- To co? Śniadanie? - zapytał Zayn pokazując mi paczę papierosów.
Nie czekając chwili wstałam i ruszyłam w stronę swojego pokoju, a Zayn ruszył za mną. Gdy tylko drzwi od pokoju trzasnęły poczułam, że chłopak ciągnie mnie za rękę w swoją stronę. Zanim się zorientowałam czułam na swoich ustach jego wargi. Staliśmy ta całując się namiętnie. Zayn podsadził mnie tak, że nogami oplotłam jego biodra i tak wyszliśmy na taras. Co on ze mną robił? Nie mogłam przestać myśleć o tym, żeby go całować i przytulać. A przecież już miałam dać sobie spokój z facetami. No i Nate prosił, żebym nie wdawała się w żaden romans. Co za głupia ja!
          Ześliznęłam się z chłopaka i podeszłam do barierki odpalając papierosa. Podszedł do mnie i musnął mnie wargami w szyję. Odpadam! Nikt nie powinien zbliżać się do mojej szyi. NIKT! Bo kiedy tylko to następuje, głupia Holly leci z nóg na podłogę. Bez wyjątków. Zayn widząc co się ze mną dzieje objął mnie w talii nie pozwalając się przewrócić. Znów to samo. Te niewyżyte motyle!
- Zayn! - krzyknęłam i odzyskując kontrolę nas własnym ciałem uciekłam od niego i stanęłam w odległości metra, by nie mógł mnie już tak zaskoczyć.
- Smaczne to śniadanie - uśmiechnął się zalotnie i odpalił papierosa.
Zaśmiałam się. Ten gościu jest niemożliwy. Staliśmy tak mierząc się od stóp do głów, przyglądając najmniejszym szczegółom. Byłam pewna, że znał już dokładną ilość moich piegów, które tak starannie ukrywałam. Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich blondyn.
- Co tu tak cicho? - zapytał. - I śmierdzi. - dodał patrząc na papierosy.
- Nie interesuj się, blondi - odpowiedział Zayn i mrugnął do przyjaciela.
- Śniadanie gotowe. Pospieszcie się, chyba, że chcecie jeść zimną jajecznicę! - powiedział i wybiegł jakby przestraszona, że i jemu może wystygnąć.
          Skończyliśmy palić i ruszyliśmy do kuchni. Nałożyliśmy sobie jajecznicę, nalaliśmy kawę i poszliśmy do salonu zjeść. Po skończonym posiłku siedzieliśmy jeszcze przez chwilę i oglądaliśmy telewizję. Nadeszła godzina 13 i chłopacy musieli się zbierać. Odprowadziłam ich do drzwi, po czym zebrałam brudne naczynia i poszłam je umyć. Zmęczona nocą i poraniem położyłam się na łóżku i wpatrzyłam w sufit. Miałam w głowie pustkę. Usłyszałam wibrację na stoliku nocnym. wzięłam telefon do ręki i odczytałam sms'a.
"Przyjdę wieczorem. Do 24 mam czas." Mimo, że wiadomość przyszła od nieznanego numeru, dobrze wiedziałam czyj on jest. Zapisałam kontakt i odpisałam: "Będę czekać."

środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział 5

Hej, Hej! Witam! T chyba moja pierwsza nota odautorska :D Czuję się jakbym pisała do samej siebie! I pewnie tak jest ;P W każdym razie, jeśli ktoś zdecydował się przeczytać ten krótki fragment opowiadania, to proszę niech zostawi komentarz! Wystarczy mi zwykłe "przeczytałam/ -em". Z góry dzięki :)


_________________________________________________




          Dni mijały szybko. Jerry postanowił wyjechać w czwartek, więc weekend spędziłam sama. Tylko w piątek towarzystwa dotrzymała mi Eleanor, bo poszłyśmy na zakupy. Niestety "wolne" nie trwa wiecznie. W poniedziałek czekał mnie pierwszy (oficjalnie) dzień w pracy. Polegał on na zapoznaniu się z moim tymczasowym "planem lekcji", bo przez najbliższe dwa tygodnie moim zadaniem jest uczęszczanie na kursy doszkalające. W sumie nic strasznego. Kila razy mijałam się na korytarzu firmy z menadżerem chłopaków, a raz nawet z nimi. Cóż... Nie mogę tego nazwać ekscytującym spotkaniem. Niall zapytał tylko, czy wiem coś na temat przyjazdu Jerry'ego. Nie wiedziałam. 
          Mijał tydzień po tygodniu. W końcu nadszedł dzień, w którym mijał równo miesiąc od mojej wyprowadzki. Hmm... Chyba trzeba się za to napić! Wracając z pracy zamiast iść prosto do domu weszłam do sklepu. Podeszłam do półki z alkoholami. Będę pić do lustra, więc to nie może być nic mocnego. Wino! Carlo Rossi Sweet Red. O tak! Wzięłam butelkę i ruszyłam do kasy. W połowie drogi przypomniało mi się, że nie mam kieliszków. Ruszyłam więc do odpowiedniego działu. Znalazłam. Idealne! Przechodząc koło stoiska ze słodyczami wzięłam jeszcze paczkę żelków. Całkiem sporą paczkę... Doszłam w końcu do kasy. Zapłaciłam. Kasjerka szukała dla mnie reszty, gdy ja spojrzałam w prawo. Liam. Kiedy zobaczył na sobie mój wzrok uśmiechnął się, kiwnął głową i jakby nigdy nic uciekł. Co ja mu zrobiłam? Nie myśląc dużo wzięłam resztę pieniędzy i ruszyłam w stronę domu.
          Idąc myślałam dużo o moim miesięcznym pobycie w Londynie. Od kiedy wyjechał Jerry okrutnie mi się nudziło. Brakowało mi przyjaciela. Muszę o tym pomyśleć w najbliższym czasie, w przeciwnym wypadku umrę z samotności. 
          Weszłam do dobrze znanego mi już budynku. Weszłam do windy i wcisnęłam przycisk "3". Gdy drzwi się otworzyły zmęczona poczłapałam do swojego mieszkania. Wyciągnęłam klucze, włożyłam je w zamek, ale te ani drgnęły. Czy to możliwe, żebym zapomniała zamknąć dom? Przekręciłam klamkę. Otwarte. Zrobiłam krok do przodu i znalazłam się w mieszkaniu. Pierwsze co zobaczyłam to kilka osób siedzących w salonie i śmiejących się w głos. Zamknęłam wejściowe drzwi i ruszyłam w kierunku, z którego dochodziły śmiechy. Na mój widok wstał Nate i zaczął:
- Ciszaaaaa!!!! - wydarł się na co lekko się skrzywiłam. "Jak w domu" pomyślałam. - Holly przyszła! Holly... - zwrócił się tym razem do mnie. - Jesteś z nami już miesiąc. Chcieliśmy ci tylko powiedzieć, że bardzo się z tego cieszymy! Mam nadzieję, że się nie gniewasz - skończył i mocno mnie przytulił.
- Nie gniewam się... - wychrypiałam. - Ale mnie zaskoczyliście - dodałam po cichu ledwo dowierzając własnym oczom. 
Zanim zdążyłam powiedzieć coś jeszcze do pokoju wpadła Eleanor.
- O! Jesteś już! Jak dobrze! - uśmiechnęła się i przywitała mnie uściskiem. - Matko! Jak ty wyglądasz! Musisz się ubrać! - i pociągnęła mnie za rękę do mojego pokoju.
- Co wy tu wszyscy robicie? - zapytałam kiedy byłyśmy już same.
- Nate spotkał Louisa i powiedział mu, że dzisiaj mija dokładnie miesiąc od kiedy tu jesteś. Zaproponował, żeby urządzić ci przyjęcie, bo pewnie czujesz się tu nadal trochę obco. No wiesz, nowe miasto, nowa praca, nowi znajomi... - zaczęła trajkotać a ja siedząc na łóżku nie mogłam się nadziwić jej doskonałej dykcji i umiejętności tak szybkiego mówienia.
- Wiesz, właściwie wczoraj, w niedzielę, minął równo miesiąc. Ale ja też liczyłam od poniedziałku - uśmiechnęłam się. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i weszła do garderoby. Po chwili usłyszałam tylko:
- Rusz się! Nie ma czasu! Ciągle tam siedzisz?
Zganiła mnie! No normalnie poczułam się zbesztana. Niechętnie wstałam z łóżka i weszłam za nią do garderoby. Zastałam tam dziewczynę z sukienką w ręce stojącą przed regałem z butami. 
- Żółte, czy różowe? - zapytała. - Różowe. - odpowiedziała samej sobie. Rzuciła mi ubranie i wyszła z pomieszczenia. Zdjęłam ubranie i nałożyłam sukienkę, a potem szpilki [KLIK]. Włosy rozpuściłam, a usta pomalowałam delikatną różową pomadką. Tak uszykowana wróciłam do salonu, gdzie wszyscy już na mnie czekali. Mimo to nie dostrzegli mnie dopóki wychodzący na papierosa Zayn nie powiedział głośno "Ja pierdole!". Stał tak przez chwilę przyglądając się mi, po czym nic nie mówiąc wyszedł na balkon. Zaśmiałam się i zajęłam jego miejsce przy stole. 
          Impreza się rozkręciła. Okazało się, że nie tylko ja pomyślałam dziś o alkoholu. Na stole stało 6 butelek piwa, 2 butelki wina i butelka wódki. Był też szampan, ale ta butelka była już całkiem pusta i stała samotnie pod ścianą. W pewnej chwili doszła do nas Danielle, dziewczyna Liama. Następna świetna osóbka w towarzystwie. Dziewczyny są wprost przemiłe. A towarzystwo się spiło. Wraz z Zayn'em i Liam'em odprowadziliśmy Nate'a i Merry do taksówki. Po chwili z budynku wypadł Louis i Eleanor. Pożegnali się z nami i ruszyli chodnikiem przed siebie. Wróciliśmy do domu. Było już bardzo późno. Zbliżała się 4. Danielle poprosiła Liam'a, żeby wracać już do domu. Harry, Niall i Zayn natomiast postanowili zostać, żeby jutro pomóc mi sprzątać. 
          Gdy zwinęli się już wszyscy, którzy mieli, chłopaki rozłożyli kanapę w salonie, a ja przyniosłam jakiś koc i poduszkę. Będą mieli trochę ciasno, ale sami tego chcieli. Poszłam do kuchni i oparłam się o blat. Za dużo wypiłam. Teraz chciało mi się palić. Ale najpierw prysznic. Poszłam do łazienki, wzięłam 5-minutowy prysznic i przebrałam się w piżamę. Poszłam do pokoju i położyłam na łóżku. W salonie zrobiło się cicho. No może poza faktem, że niekiedy słychać było chrapanie. Włączyłam laptopa i sprawdziłam czy Emily nie napisała. Nic! Odłożyłam urządzenie i w momencie gdy głową niemal dotykałam podłogi drzwi od pokoju otworzyły się i stanął w nich nie kto inny jak Zayn.
- Hej, nie mogę spać. Zimno mi i zepchnęli mnie z wyra - pożalił się.- Mogę?
- Jasne wchodź - uśmiechnęłam się i gestem wskazałam, że może usiąść na łóżku.
- Właściwie chce mi się palić. A tobie? - zapytał wskazując na drzwi od tarasu.
- Chodźmy więc - wstałam i ruszyłam w kierunku wyjścia.
          Ledwo otworzyłam drzwi a na mojej skórze poczułam nieprzyjemnie zimny wiatr. Zadrżałam lekko, ale zrobiłam kilka kroków i oparłam się o barierkę. Chwilę później podszedł do niej też Zayn i poczęstował mnie papierosem. "Dzięki" mruknęłam i zaciągnęłam się mocno dymem. Staliśmy przez chwilę w zupełnej ciszy. Nie była jednak niezręczna. Może to przez alkohol, który mimo wszystko w pewnym stopniu zawładnął moim umysłem i ciałem. Z zimna zaczęłam się lekko trząść.
- Zimno ci? - zapytał chłopak i nie czekając na odpowiedź objął mnie ramieniem. Nie powiem, przyjemne uczucie.
- Dzięki - powiedziałam i uśmiechnęłam się nieznacznie.
- Słuchaj, nie chcę psuć ci humoru, ale... - zawahał się i spojrzał na mnie.
- Ale co? - zapytałam oczekując odpowiedzi.
- Gniewasz się na Harry'ego jeszcze? Bo wiesz, on strasznie to przeżywa. Jest mu bardzo przykro i ...
- Nie gniewam się już. - przerwałam mu i dokończyłam papierosa.
- To dobrze...
          Chyba mu trochę ulżyło, bo zrobił się nieco spokojniejszy. Wróciliśmy do pokoju i usiedliśmy na łóżku. Miałam dziwne wrażenie, że brunet nie mówi mi wszystkiego. Nie chciałam jednak na siłę od niego tego wyciągać. Może sam mi powie.
- Chcesz spać dziś ze mną? - wypaliłam. Miałam pewien plan.
- A mogę? - zapytał ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
- Jeśli chcesz... Wyjątkowo dzisiaj! - dodałam i zaśmiałam się.
- Ale jak bardzo dzisiaj? - dopytywał, co było już trochę dziwne.
- No dzisiaj - odpowiedziałam i zrobiłam minę pt. "o co ci kurna chodzi?".
- Ale obiecujesz?!
- No chyba tak...
- To z chęcią - powiedział i wszedł pod kołdrę. 
          Zgasiłam światło i położyłam się obok niego. Nakrył mnie kołdrą i mocno do siebie przytulił. Dziwne... Ale jeszcze dziwniejsze było to co zrobił później.
- Zapomniałem! - powiedział i wstał. Zdjął spodnie i koszulkę, po czym położył się w dokładnie tej samej pozycji obejmując mnie ramieniem.
- Zayn?- zaczęłam. - Dlaczego się rozebrałeś?
- Bo w ubraniach się nie śpi. Właśnie, nie radzę ci wchodzić rano do salonu.
- CO?! - przestraszyłam się.
- No przynajmniej dopóki nie zobaczysz Harry'ego.
- O co ci do cholery chodzi? - zapytałam.
- No, bo on jest nagi. Tak całkiem - dodał widząc moją twarz oświetloną jedynie przez blask księżyca.
- Spoko. Jerry też śpi nago - powiedziałam, na co chłopak się zaśmiał. 
          Spojrzał na mnie. Tak inaczej niż zwykle. 
- Jesteś niesamowita - wyszeptał nie mrużąc oczu.
          Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam. Czyżby sławny Zayn Malik powiedział mi, że jestem niesamowita? O kurka!
- Chciałbym cię pocałować. - i do tego jaki bezpośredni.
Uśmiechnęłam się i obróciłam głowę wystawiając policzek. Zaśmiał się i bardzo delikatnie musnął go wargami. Gdy poczułam jego ciepły oddech zadrżałam. Wyczuł to. Za jednym pocałunkiem szedł następny i następny, a ja ledwo zdołałam utrzymać przytomność. Nie myślałam wtedy o niczym. Po chwili poczułam jego dłoń na drugim policzku. Obrócił moją twarz przodem do swojej, po czym pocałował mnie w czoło, potem w jedno oko i drugie, w nos, policzek, brodę, ciągle omijając moje usta. Wiedziałam co robi. Wiedziałam doskonale. Chciał narobić mi chęci, żebym to ja go pocałowała. 
- Holly - wyszeptał, a ja nie mogąc nic powiedzieć czekałam na ciąg dalszy. - Ja chyba zwariowałem. - powiedział po czym odsunął się ode mnie i runął na poduszkę.
          Zajęło mi sporo czasu zrozumienie co się dzieje. Podniosłam się na łokciach i spojrzałam na niego z wyrzutem. Leżał zasłaniając twarz dłońmi. Co mu chodzi po głowie? Wahając się ujęłam jego dłoń i zdjęłam z twarzy. Jego mina mówiła "przepraszam, jestem idiotą". Zabrał rękę i odwrócił się do mnie tyłem.
- Zayn - wychrypiałam. - Zayn, odwróć się. Powinniśmy chyba porozmawiać.
- Nie. Nie chcę. Nie teraz. - powiedział i nakrył się kołdrą tak, że zasłoniła całą jego głowę.
Położyłam się. Ale ja się nie poddaję. Odwróciłam się w jego stronę i wtuliłam w jego plecy tak, że leżeliśmy "na łyżeczki". W tej pozycji czekałam. Czekałam ładne kilka minut, które ciągnęły się jakby były godzinami. Na dworze zaczęło się już rozjaśniać kiedy Zayn odwrócił się i postanowił coś powiedzieć.
- Przepraszam - wyszeptał.
- Nie masz za co - odpowiedziałam. Prawda była taka, że mimo, iż to, co zrobiliśmy było niestosowne, bardzo mi się podobało. Nigdy wcześniej nie pomyślałam o nim jak o mężczyźnie. Był kolegą, znajomym. Aż do dzisiaj...
- Mam, nie powinienem...
- Pozwoliłam na to - przerwałam mu. - I ani trochę tego nie żałuję - dodałam i uśmiechnęłam się tajemniczo.
- Co znaczy to, że nie żałujesz? - zapytał ze zdziwieniem na twarzy.
- Bardzo mi się to podobało. - powiedziałam. - Jeszcze nikt nigdy nie doprowadził mnie do takiego stanu, w jakim dzisiaj się znalazłam za sprawą twojej nieskromnej osoby. - dodałam i uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie ma za co - szepnął i mimowolnie się uśmiechnął.
          Leżeliśmy chwilę w ciszy. Zayn objął mnie w pasie ręką i schował twarz w poduszkę najwyraźniej nie chcąc, bym zobaczyło jego uśmiechnięty ryjek. One jeszcze nie wie, że ja wiem wszystko! W mojej głowie działo się tak wiele, że nie wiedziałam o czym pomyśleć najpierw. Ciepło płynące z ciała Zayn'a rozgrzewało mnie do czerwoności. Czułam się jakby milion niewyżytych motyli popierniczał mi w brzuchu. Wrażenie spotęgowała zaciskająca się dłoń chłopaka na wysokości mojego łokcia. Zadrżałam. Znowu! A on znowu to wyczuł! Tym razem jednak zabrał rękę i nagle poczułam się taka naga. On nie może tak robić!
- Zayn?
- Hmm? - zamruczał kusząc jeszcze bardziej. Nie wytrzymałam.
- Zayn. Pocałuj mnie. - zażądałam. 
- Co? - zdziwił się i spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Chcę żebyś mnie pocałował. Teraz! - niemal wykrzyczałam. 
          Wahając się chłopak zbliżył swoją twarz i widząc błaganie w moich oczach zanurzył swoje wargi w moich. Tego chciałam. Tego potrzebowałam. Najpierw nieśmiało oddałam pocałunek, który z każdą chwilą stawał się bardziej namiętny. Nie chciałam przestawać. Przerwaliśmy tylko na chwilę, by złapać oddech. Zayn przeniósł się z pocałunkami na moją szyję i dekolt. Mój oddech stał się szybszy, nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Pod koszulką poczułam jego gorącą dłoń. Objął nią moją wąską talię i lekko zacisnął. Nie mogąc już wytrzymać wydałam cichy, zduszony jęk, na dźwięk którego chłopak wypuścił głośno powietrze z płuc. Spojrzał mi prosto w oczy. Nie chciałam się z nim kochać, chociaż z drugiej strony tak bardzo pragnęłam poczuć go w sobie. Chyba wyczuł moje wahanie, bo zabrał dłoń z mojej talii i zatopił ją w moich długich włosach. Po raz kolejny pocałował mnie w usta. Mimo wszystko byłam mu wdzięczna, że nie nalegał. Niewątpliwie uratował sytuację. 
- Holly? - wyszeptał prosto w moją twarz, ciągle dotykając swoim nosem mojego.
- Hmm? - mruknęłam muskając jego wargi.
- Nie wiem. - odparł po chwili zastanawiania się. - Cieszę się, że Lou spotkał dzisiaj Nate'a.
- Ja też - powiedziałam i spojrzałam mu prosto w oczy.
          Odsunął nieznacznie twarz i pozwolił naszym spojrzeniom się spotkać. Po chwili zszedł ze mnie i położył się obok. Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
- Porozmawiamy jutro - powiedział. - Powinniśmy chociaż trochę się przespać.
Pokiwałam tylko głową i pocałowałam jego dłoń. Nie chciałam, by ta noc się kończyła. Nigdy! 
- Śpij dobrze - szepnął, po czym pocałował moje odsłonięte ramię.

sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział 4

          Obudziłam się na lekkim kacu. Znowu! Z wielką niechęcią (dosłownie) zepchnęłam się z łóżka. Nic nie działa bardziej pobudzając jak wylądowanie tyłkiem na twardej podłodze! Wstałam niezwykle się przy tym ociągając. Pomasowałam obolałe zakończenie pleców i poszłam do kuchni. Zerknęłam tylko do sąsiedniego pokoju. Jerry jeszcze śpi. Niech śpi! Nalałam do szklanki zimnej wody i szybko ją wypiłam. Poszłam do garderoby. Wybrałam [KLIK] i zrobiłam delikatny makijaż. Dziś czeka mnie wizyta w nowej pracy. Umówiłam się z  Nate'm na 14. A jest? Hmm... Chyba śnię! 8:30! I co ja mam robić do tego czasu? Może zacznę od śniadania...
          Poszłam do kuchni. Co bym zjadła? Nic! Nie jestem głodna. Ale później będę. W takim razie zjem sobie gofra z dżemem, do tego kubek gorącej kawy i Holly jest szczęśliwa. Jak widać - nie trzeba dużo! Zjadłam, umyłam naczynia i wróciłam do pokoju. Z nudów włączyłam laptopa i zaczęłam przeglądać facebook'a. Nic... nic... nic... Już wiem! Obczaję tych ze wczoraj! Jak oni się nazywali? Kurde. Hmm... Pewnie skoro są znani, to jeśli wpiszę "Eleanor i Louis" to coś się pokaże. Bingo! "Louis Tommlinson, członek znanego boybandu One Direction", bla bla bla. I już wiem co to za zespół. Youtube. Nagrywali pamiętniki. Zaraz obczaję. To co zobaczyłam było przynajmniej dziwne. Wyłączyłam szybko to 'coś' nie chcąc patrzeć na Harry'ego i włączyłam muzykę. Leżałam tak pewnie długo, bo kiedy wstałam i udałam się do kuchni Jerry chodził po mieszkaniu w bokserkach i marudził, że został brutalnie obudzony przez jakieś jęki, które nazywam muzyką.
- Jest 12. Trzeba się zbierać. - powiedziałam, gdy Jerry zapinał spodnie.
- Zaraz, nie poganiaj. - marudził nakładając koszulkę. - Ciepło czy zimno?
- Nie wiem. Ruszaj się! - powiedziałam i poszłam do pokoju. Spakowałam do torebki klucze, portfel i telefon. Wcześniej zadzwoniłam jeszcze po taksówkę i chwilę później zjeżdżaliśmy już windą w dół. Wsiedliśmy do pojazdu i pojechaliśmy prosto do mojej nowej pracy.
          Na miejscu przywitał nas Nate i gestem zaprosił do środka.
- Holly, musisz wiedzieć, że mamy dzisiaj w firmie bardzo ważnych gości. Bardzo bym chciał, abyś była na spotkaniu z nimi. Wiem, że pracę zaczynasz dopiero w poniedziałek i masz wolne, jednak jest to dla ciebie okazja do nauczenia się nawiązywania dobrych kontaktów z klientami.
- Nie ma sprawy.  - uśmiechnęłam się do szefa i zachęcająco pokiwałam głową. - Z wielką chęcią. Tylko trzeba zająć czymś Jerry'ego, bo nie wiem czy wysiedzi grzecznie na tyłku przez ten czas.
- Nie ma sprawy. Jerry, grasz na czymś? - zwrócił się do mojego brata.
- Na basie. A co? - odpowiedział z uśmiechem.
- Mam dla ciebie zajęcie. - odpowiedział tajemniczo i poprowadził nas długim korytarzem prosto do dużej sali, w której stała masa różnych instrumentów. - Baw się! - zwrócił się do niego.
          Jerry jak to Jerry podbiegł do basu, włączył piec i już go nie było. Nie powiem, pomysł godny mojego szefa. Zostawiliśmy chłopaka w jego Pokoju Marzeń i udaliśmy się windą na 7 piętro. Nie powiem, że widok nieco mnie przeraził, bo mam okrutny lęk wysokości. Nie rozglądając się na boki szłam za Nate'm wpatrując się nerwowo w jego całkiem szerokie plecy. W końcu dotarliśmy do pomieszczenia, w którym miało się odbyć spotkanie.
- Nie musisz nic robić. Przedstawię cię, ty się uśmiechniesz, podasz w razie czego rękę, usiądziesz i będziesz obserwować. Ok? - powiedział Nate.
- Jasne. - odpowiedziałam. - W tym pokoju też są takie wielkie okna?
- Tak, czemu?
- Mam lęk wysokości. - chyba spaliłam buraka. Tak, na pewno to zrobiłam.
- Usiądziesz tyłem. - uśmiechnął się, przyjacielsko mnie objął. Otworzył drzwi i gestem wskazał mi, żebym weszła.
          Tak, okna były ogromne. A widok z nich był przerażający. Małe ulice, ludzie jak mrówki, samochody niczym małe żuczki. Brr... Straszne!
- Witam, nazywam się Nate Robbinson, jestem kierownikiem firmy, a to jest Holly Amorth, nasza pracownica. Przyszła tu dziś w roli obserwatora. - przedstawił nas Nate.
Spojrzałam na osoby znajdujące się w pomieszczeniu. Starszy mężczyzna wyciągnął do mnie dłoń. Niezwłocznie ją uścisnęłam. Spojrzałam na innych. Nie wierzę! To oni! Przywitali się kolejno. Harry zrobił to chyba z wielką niechęcią, której nie udało mu się ukryć. Louis za to uśmiechnął się do mnie niesamowicie szczerze i ciepło, co podniosło mnie lekko na duchu.
          Spotkanie trwało ok. 1,5 h. Byłam nim strasznie znudzona. Chłopcy chyba też, bo co chwila któryś z nich ziewał. Mnie też się udzieliło. Nie mogłam sobie jednak na to pozwolić, więc za wszelką cenę się powstrzymywałam. Kiedy w końcu mężczyźni zakończyli omawianie spraw biznesowych, Nate zaproponował wszystkim spacer po wieżowcu. Entuzjazm na twarzach chłopców był wymowny. Niestety nie podzielałam go. Spacer po tych wszystkich korytarzach i salach, szczególnie na wysokich piętrach, przerażał mnie. Widząc moją, chyba wystraszoną minę, Louis podszedł i zarzucił mi ramię na szyję.
- Co jest mała? - zapytał. "No nie" - pomyślałam.
- Mała, to może być twoja pała, ja jestem niska, więc nigdy więcej tak nie mów. - syknęłam przez zaciśnięte zęby tak, żeby tylko on mógł to usłyszeć.
- Przepraszam. Ale i tak się zapomnę i powiem tak jeszcze nie raz - odszepnął.
- Nie waż się nawet - zmierzyłam go z pogardą i odwróciłam wzrok.
- Nie mam zamiaru przejmować się twoimi fochami. Więc? Co ci? Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha - nie poddawał się.
- Duchów się nie boję. W przeciwieństwie do wysokości - odpowiedziałam. Zaśmiał się.
- A więc to tak? A ja myślałem, że takie dziewczyny ja ty niczego się nie boją... - powiedział z miną jakby nad czymś rozmyślał.
- Dziewczyny jak ja? To znaczy jakie? - wyswobodziłam się z jego ujęcia i spojrzałam mu w oczy.
- No wiesz. Takie - i wskazał na mnie.
- Rozwiń proszę...
- No wiesz. Nasze wczorajsze spotkanie polegało na tym, że przez dobre pół godziny odmawiałaś nam stolika, o który cię błagaliśmy. Jesteś strasznie uparta! - powiedział i się zaśmiał.
- Wiem. Ale odmawiałam wam tylko przez Harry'ego! - powiedziałam i skinęłam głową w stronę bruneta z lokami. - Chciał mnie przekupić! Nienawidzę facetów, którzy myślą, że jak mają pieniądze to mogą mieć wszystko. Zdenerwowało mnie też, że w jego oczach wyglądam jak dziewczyna, którą można kupić za dychę.
- Nie jest tak! W naszej sytuacji każda pół-ścianka może okazać się zbawienna. Jak poszliście, to jakieś pół godziny później wpadły nasze fanki i musieliśmy iść, bo dziewczyny się rozzłościły. Zrozum, że Harry próbował jedynie zdobyć dla nas chwilę spokoju przy stoliku, który akurat zajmowałaś. - tłumaczył Lou.
- No dobra! Skoro tak twierdzisz - dałam za wygraną. - Ale to nie znaczy, że nie będę już na niego zła!
- Spoko, tylko postaraj się zrozumieć. Właśnie, Eleanor mówiła o tobie ciągle. Przypadłaś jej do gustu. Lubi konkretne dziewczyny. A ty, cóż... jesteś bardzo konkretna.
- Co oznacza w waszym sloganie "konkretna" - chciałam się upewnić.
- No wiesz, bezpośrednia. Coś takiego. To nic złego, serio - odpowiedział i zaśmiał się z mojej podejrzliwości.
- Spoko. Więc co z Eleanor? - zapytałam.
- Chyba powinnyście umówić się na kawę, czy cokolwiek co lubią robić dziewczyny.  - odpowiedział dziwacznie gestykulując rękami.
- Mogę do niej zadzwonić. Może jutro. Albo kiedyś tam. Muszę kupić jakieś ubrania, nadające się do pracy w takim miejscu.
- O! Ona jest dobra w zakupach. Powiem jej, więc musisz zadzwonić, bo inaczej zostanę jej obiadem! - powiedział i zrobił minę pt. "proszę, proszę, proszęęęęę....."
- Spoko - odpowiedziałam.
          Przez całą drogę robiłam wszystko, żeby tylko nie patrzeć w dół. Louis za to starał się odwrócić od okien moją uwagę robiąc z siebie pajaca. Zaraz potem dołączył się do niego ten palacz. Właśnie. Nie poznałam jeszcze ich wszystkich. Poznałam w sumie tylko Louis'a i Harry'ego. Z rozmowy chłopaków udało mi się wywnioskować, że ten ciemny to Zayn. Reszta później.
          Zjechaliśmy windą w dół. Ku mojemu zdziwieniu weszliśmy do sali, gdzie został mój brat. Grał sobie w najlepsze.
- Holly! Słyszysz to? Słyszysz jak chodzi? - zawołał na mój widok podekscytowany Jerry. W rękach trzymał bas i coś czuję, że nie uśmiechało mu się go odstawić.
- Słyszę! - odkrzyknęłam dla świętego spokoju i usiadłam na pufie.
          Chłopcy podbiegli do instrumentów. Blondyn złapał gitarę akustyczną, ustalił z Jerry'm akordy i zaczęli grać. Bawili się w najlepsze. I dobra. Dzieci potrzebują dużo zabawy. Po chwili dosiadł się do mnie Nate.
- Złapałaś z nimi dobry kontakt. To dobrze. Tylko błagam, nie flirtuj z nimi! Nie potrzebne nam są romanse z klientami! - powiedział do mnie błagalnym tonem.
- Nie mam zamiaru. Poznałam ich wczoraj w klubie. Ten w paski jest spoko, ma dziewczynę, więc możesz być spokojny. - odpowiedziałam.
- A ten w loczkach? Słyszałem, że jest podrywaczem. No i ma z nich wszystkich najwięcej fanek...
- W lokach? Harry? To idiota - zaśmiałam się i pokręciłam głową.
- Skoro tak twierdzisz... - powiedział i odszedł do szefa zespołu.
          Siedziałam tak jeszcze pół godziny. Pomyślałam, że może to jest dobry moment, żeby zadzwonić do Eleanor. Wyszłam z sali na korytarz. Usiadłam na kanapie pod oknem (na szczęście byliśmy na parterze), wyciągnęłam telefon i wybrałam nr "Eleanor, klub". Po kilku sygnałach usłyszałam dźwięk głosu dziewczyny w głośniku:
- Eleanor Calder, słucham.
- Cześć, tu Holly. Z klubu, pamiętasz? - zaczęłam niepewnie.
- No jasne! Czekałam, aż zadzwonisz! Opowiadaj... - zachęciła.
- Właśnie spotkałam Louisa. Będą się reklamować w firmie, w której pracuję. Powiedział, że powinnam zadzwonić, więc dzwonię. Poza tym chyba przydałaby mi się jakaś koleżanka w mieście.
- Spoko! Dobrze, że dzwonisz, bo strasznie się nudziłam. - powiedziała i zaśmiała się. Mówiłam już, że ma ładny śmiech?
- No i przydałaby mi się pomoc w zakupach. Lou mówi, że jesteś w tym dobra, więc może...
- No pewnie! Powiedz tylko gdzie i kiedy! - nie dała mi dokończyć.
- Gdzie to nie wiem, bo nie znam miasta - zaśmiałam się - ty decydujesz! A co do tego "kiedy" to też nie wiem. Do poniedziałku mam wolne, więc kiedy tylko masz czas.
- Dzisiaj już się nie opłaca, jutro nie mogę. Może w czwartek? Albo piątek?
- Chyba będzie spoko. Zapytam tylko brata kiedy wyjeżdża, bo chcę z nim pojechać na lotnisko i napiszę sms'a.
- No to jesteśmy umówione! - zawołała dziewczyna.
- Tak. To chyba do zobaczenia wkrótce - mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie.
- Trzymaj się nowa koleżanko! - pożegnała się i rozłączyła.
          Wróciłam do sali i poczekałam aż chłopcy skończą grać. Gdy już to nastąpiło pożegnaliśmy się i pojechaliśmy taksówką do domu. Padnięta rzuciłam się na łóżko. Weszłam na facebook'a. Dostałam wiadomość od Emily "kocham cię", na którą od razu odpisałam, wyłączyłam komputer i poszłam do kuchni. Jerry siedział na stołku i pił kawę. Wzięłam z lodówki pudełko truskawek, polałam je śmietaną i usiadłam obok brata.
- Mam propozycję pracy. - powiedział po chwili obracając się w moją stronę.
- Nate ci zaproponował pracę?! To świetnie! - uśmiechnęłam się.
- No nie do końca - odparł.
- Więc co?
- Chłopaki chcą, żebym został ich basistą. Ale nie na stałe. Chodzi o to, że ich basiście urodził się synek i wziął pół roku wolnego, żeby pomóc swojej dziewczynie. Do tego czasu chcą mnie.
- To chyba dobrze - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i wpakowałam truskawkę do buzi.
- Myślisz, że powinienem się zgodzić? - zapytał.
- No pewnie! To duża szansa. A zawsze chciałeś zajmować się muzyką zawodowo!
- Zadzwonię do Liam'a... - wstał.
- Który to Liam? - zapytałam.
- Ten w krótkich włosach.
- A blondyn?
- Nie poznałaś ich?
- Nie wszystkich. Tylko Louisa i Harry'ego. No i Zayn'a.
- Blondyn to Niall.
- Dziwne imię...
- No wiem. Ale jest Irlandczykiem, więc kto ich tam wie - zaśmiał się i wyszedł z kuchni.
          Reszta dnia minęła mi na rozmowie i paleniu papierosa przez Skype'a z Emily. Wykąpałam się i poszłam spać.