Czytałam właśnie jakiś podrzędny magazyn, gdy do mojego szpitalnego pokoju wszedł Jerry.
- Przyniosłem banany, ja prosiłaś - powiedział i położył owoce na szafce nocnej obok mojego łóżka i usiadł.
Odłożyłam książkę i uśmiechnęłam się do brata. Przez te dwa dni, które spędziłam w szpitalu tylko on mnie odwiedzał. Zayn uciekł zaraz po postawieniu przez lekarza diagnozy. Wczoraj wpadła na chwilę Eleanor poinformować mnie tylko o swoim wyjeździe i pożegnać się. Posiedziała 15 minut i poszła. Jerry natomiast przychodził do mnie w każdej wolnej chwili, przynosił jedzenie, ubrania na zmianę, książki, itp. Raz nawet przyniósł trochę wódki i wypiliśmy po dwa kieliszki alkoholu. Kiedy dowiedział się o tym lekarz, brat dostał zakaz wchodzenia na teren szpitala. Jak więc się tu dzisiaj znalazł nie wiem, ale szczerze - boję się pytać!
- Chcę już stąd wyjść! - powiedziałam odwracając głowę w stronę okna i z tęsknotą patrząc na błękitne niebo.
- Już niedługo - pocieszył mnie Jerry, kładąc dłoń na moim ramieniu.
- Oby... - westchnęłam i zamknęłam oczy.
Siedzieliśmy tak w milczeniu przez jakiś czas. Niestety zrobiło się późno i czas odwiedzin dobiegał końca, więc Jerry pożegnał się i wyszedł dokładnie się rozglądając, czy na korytarzu nie ma owego lekarza. Nie pytajcie!
Niedługo po tym udało mi się zasnąć. Następnego dnia obudziłam się pełna energii. Usiadłam na łóżku i otwartą dłonią przejechałam po twarzy. Przebrałam się w czysty dres i czekałam na śniadanie. Posiłek przyniosła siwiejąca pielęgniarka. Wyglądałam na ok. 50 lat.
- Dziś o 14. dostanie pani wypis i wróci do domu. - oznajmiła, co przyjęłam z ogromnym entuzjazmem.
Nie czekając ani chwili zadzwoniłam do Jerry'ego, by mu o tym powiedzieć. Ucieszył się równie mocno, co ja.
Obiadu nie zjadłam. Ze zniecierpliwieniem czekałam, aż brat po mnie przyjedzie. Pojawił się ok. 13., pomógł mi spakować wszystkie rzeczy i przetransportował na wózku do samochodu pożyczonego od Harry'ego. Zamiast jednak skierować się w stronę mojego mieszkania, na skrzyżowaniu skręcił w prawo.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Myślisz, że pozwolę ci teraz mieszkać samej? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Zamieszkasz jakiś czas z nami, aż zdejmą ci gips i będziesz mogła normalnie funkcjonować.
- Jerry! Chcę wrócić do domu! Natychmiast! - wrzasnęłam i uderzyłam go w ramię.
- Nie ma mowy! Wszystko już załatwione. Nawet nie próbuj się kłócić! A uderz jeszcze raz, to ci oddam! - dodał widząc, że otwieram już usta, żeby coś powiedzieć i biorę zamach, by go walnąć drugi raz.
Porzuciłam więc plany awantury. Dotarliśmy do domu chłopaków w niespełna 20 minut. Brat wniósł mnie do salonu i posadził na kanapie. Podał pilota do TV, którego od razu odrzuciłam na drugi koniec siedzenia, i poszedł do samochodu po moje rzeczy. Chwilę później wrócił i zaniósł torbę na górę.
W międzyczasie w salonie pojawił się Harry. Ale nie był to byle jaki Harry - to był całkiem nagi Harry!
- AAAAAAA!!!!!!!!! - pisnął.
Przez chwilę próbowałam się powstrzymać, ale po chwili parsknęłam śmiechem.
- Jak baba - skwitowałam ostentacyjnie patrząc najpierw na jego przyrodzenie, a później prosto w oczy. - Przynajmniej jeździsz nie byle czym.
- Co się tutaj dzieje? - usłyszeliśmy pytanie, które zadał Zayn zatrzymując się w połowie schodów i patrząc z niedowierzaniem na nagiego Styles'a.
- Interesuje cię to? - zapytałam prosto z mostu. Przez chwilę na twarzy chłopaka można było dostrzec grymas, który oznaczał, że toczy jakąś wewnętrzną walkę.
- Nie - odpowiedział w końcu i nie patrząc już na nas poszedł do kuchni.
- O co tak właściwie wam poszło? - zapytał Styles i jakby nigdy nic usiadł obok mnie na kanapie.
- Harry! Wciąż jesteś goły! Ubierz się, albo chociaż zakryj, a nie świecisz mi tu golizną! - powiedziałam, na co chłopak sięgnął po poduszkę i zasłonił nią swojego przyjaciela.
- Sory, zapominam się. Nie sądziłem, że przyjedziecie tak szybko... - szepnął i spuścił wzrok.
- Zauważyłam - odpowiedziałam i roześmiałam się.
- Więc? Co z wami? - zapytał znowu.
- Harry, to nie jest dobre miejsce i czas...
- Nigdy nie jest - powiedział zawiedziony.
- Powiem ci, ale nie teraz...
- A kiedy?! Pojutrze wyjeżdżamy do USA! Koncerty same się nie zagrają!
- A co z Jerry'm? - zapytałam martwiąc się o swoje najbliższe miesiące.
- Jedzie z nami. Nie pojedziemy bez basisty! - odpowiedział. - A co?
- Co ze mną? Miałam z wami mieszkać dopóki nie zdejmą mi gipsu.
- Nie do mnie to pytanie, mała...
Bezsilna opadłam na oparcie. Zostanę sama! Wrócę do domu i nie będzie nikogo... Tylko po co ta cała szopka z mieszkaniem u nich? Jedno jest pewne - Jerry ma przegwizdane! Zabiję go choćby gipsem na mojej nodze!
- O czym myślisz? - z transu wyrwał mnie głos wciąż nagiego Loczka.
- O tym, że UBIERZ SIĘ W KOŃCU!!! - krzyknęłam.
- Jenyy... No dobra... - mruknął i z niechęcią wstał, zostawiając poduszkę i jakby nic się nie stało, poszedł na górę.
- Co się drzesz? - z kuchni wyszedł Zayn i spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Nie twój biznes - odpowiedziałam i odwróciłam głowę w inną stronę. - Zajmij się lepiej swoją Tracy... - dodałam ciszej, mając nadzieję, że tego nie usłyszał.
- Ale... - zawahał się. - Ja nie jestem już z Tracy...
Moje serce zabiło mocniej. Zamarłam. Przez chwilę myślałam, że żartuje, ale wtedy podszedł i usiadł w miejscu, które jeszcze przed chwilą zajmował Styles.
- Chciałem ci dzisiaj o tym powiedzieć... To znaczy... Miałem zamiar odebrać cię dziś ze szpitala, ale Jerry mnie ubiegł i...
- Dlaczego się tłumaczysz? - zapytałam cicho, przerywając mu.
- Chcę, żebyś wiedziała. - odpowiedział patrząc na mój profil. - Wiem, że to może głupie i absurdalne, bo narobiłem wiele złego, ale... - przerwała na chwilę - wciąż mi zależy...
- Masz rację, to głupie - powiedziałam spoglądając mu prosto w oczy.
- Przepraszam, Holly... Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz... - szepnął i wstał. Nie czekając na odpowiedź wyszedł z pokoju, zostawiając mnie całkiem samą.
piątek, 16 sierpnia 2013
środa, 31 lipca 2013
Rozdział 14
Nowy dzień, nowy humor, nowe pomysły... Obudziłam się dziś wcześnie, ale nie czułam się zmęczona. Szybko się ubrałam [KLIK] i pomalowałam. Na śniadanie zrobiłam sobie jajecznicę i duży kubek kawy z mlekiem. Od samego rana zaczęłam przygotowania do imprezy. Muszę wyglądać nieziemsko. Włosy, paznokcie, ubranie! Plan działania ustalony i zaakceptowany przez wszystkich, poza Zayn'em oczywiście... Nie miałam zbyt dużo czasu. Muszę jeszcze po drodze zajechać do sklepu po jakiś alkohol.
Dzień minął mi więc na przygotowaniach, a o 19 wyszłam z domu. Przeszłam przez ulicę i zatrzymałam taksówkę, która dowiozła mnie do dużego sklepu monopolowego. Zakupiłam potrzebny zapas i wróciłam do samochodu. 40 minut później stałam już przed domem chłopaków, w którym impreza już się zaczęła. Weszłam bez pukania (część planu) i od razu udałam się do kuchni. Idealnie! Zayn stał przy blacie, odwrócony do mnie plecami. Podeszłam do niego powoli i cicho i uderzyłam go ręką w ramię.
- Ah, to ty! Tak myślałem, poznałem po krokach. - powiedział i już odwrócił się by wyjść, ale zatrzymałam go, ciągnąc delikatnie za koszulkę.
- Zaczekaj. - powiedziałam.
- Na co? - zapytał niechętnie się odwracając.
- Chciałam przeprosić... No wiesz, za to wczoraj. Zachowałam się okropnie! strasznie mi głupio... - wyszeptałam patrząc mu w oczy.
- Jasne... Nie ma sprawy - powiedział.
- Nie gniewasz się? Nie lubię jak jesteś na mnie zły...
- Holly - zaczął i złapał mnie za ramiona. - Nie mieszaj mi w głowie! - syknął, odwrócił się i wyszedł.
Stałam jak wryta. Jak może prosić mnie o to, skoro sam miesza w mojej głowie?! Muszę z nim jeszcze dzisiaj porozmawiać. Może poczekam aż trochę się spije, to wyciągnę z niego wszystko. Tak, wiem, to bardzo nieodpowiednie, ale skuteczne!
Odstawiłam alkohol do lodówki i ruszyłam za chłopakiem. Weszłam do salonu, w którym pełno było ludzi. Odszukałam wzrokiem Jerry'ego i podeszłam do niego.
- Co jest stara? - zapytał.
- Gadałam z Zayn'em, ale póki co, nic konkretnego...
- Daj mu chwilę - powiedział. - A tymczasem zostaw niepotrzebne rzeczy u mnie i chodź się napić!
Pokiwałam głową i ruszyłam na górę. Przeszłam do pokoju brata i rzuciłam na łóżko torbę i bluzę. Nie zastanawiając się długo, wróciłam na dół i zanim podeszłam do chłopaków, wstąpiłam do kuchni po szklankę i kieliszek. Lepiej być nie mogło! Tym razem w kuchni spotkałam Tracy!
- Hej - przywitałam się niepewnie.
Dziewczyna nawet nie spojrzała, odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi.
- Zaczekaj, Tracy! - krzyknęłam i dogoniłam dziewczynę.
- Czego chcesz? - zapytała oschle.
- Przeprosić - odpowiedziałam szybko. - Głupio mi z powodu tego, co stało się wczoraj. Zrozum, Zayn to mój przyjaciel i czy ci się to podoba, czy nie, tęsknię za nim. Wczorajsza akcja to taki akt desperacji. Przepraszam, nie powinnam było tego robić...
- Masz rację, nie powinnaś. - powiedziała i wyszła.
No to z głowy. Przeprosiłam ich, teraz czas na Jerry'ego. Wyszłam z kuchni i spojrzałam znacząco na brata z dumą w oczach. Ten nie czekając ani chwili podszedł do Tracy i nawiązał z nią rozmowę. Odwróciłam od nich wzrok, żeby nie wydało się to podejrzane i podeszłam do Niall'a i Harry'ego.
- I coś ty dziewczyno wymyśliła?! - zaczął Harry wyciągając w moją stronę ramiona, w które od razu się wtuliłam.
- Urządziłam selekcję - odpowiedziałam wyrywając się i przytulając blondyna.
- Niezbyt mądrze! Uraziłaś nas! - powiedział naburmuszony Niall.
- Chciałam zobaczyć, któremu bardziej zależy - uśmiechnęłam się przepraszająco do obu i wzięłam butelkę wódki do ręki. - Kto pije?
- JA! - krzyknęli obaj i wystawili ręce z kieliszkami w moją stronę.
Tak minęła mi większa część wieczoru. Wypiłam bardzo dużo, ale chyba nie tak dużo jak Zayn, który wchodził na jeden stopień schodów 10 minut. Chciałam podejść do niego i mu pomóc, ale drogę zagrodziła mi Tracy.
- Holly, możemy porozmawiać?
- Jasne... - powiedziałam i odeszłam z brunetką na bok.
- Nie uda ci się to - powiedziała zatrzymując się gwałtownie i stając przede mną.
- Ale co? - zapytałam lekko zbita z tropu.
- Jerry powiedział, że wciąż zależy ci na Zayn'ie.
- Ta, i co?
- Jest mój! - krzyknęła. - Nawet nie próbuj mi go odbić!
- Taa... Chwilowo wymknął mi się z rąk, ale to tylko kwestia czasu, kiedy znowu będzie mój. - powiedziałam mrużąc oczy ze zdenerwowania.
- Śnisz!
- Nie, to ty żyjesz w bajce... Tylko, że twoja bajka nie skończy się dobrze. Książe cię opuści! - powiedziałam z zawiścią.
- Nie byłabym tego taka pewna. Nie jesteś go warta. Takie nic! On jest gwiazdą, a ty robisz mu reklamy... Myślisz, że cię chce?! Zapomnij! Żebyś chociaż ładna była! Wracaj lepiej do swojego miasteczka, zanim całkiem się zbłaźnisz!
Nie wiedziałam co powiedzieć. Laska zmieszała mnie z błotem. Nie mówiąc nic odwróciłam się i odeszłam. Chciałam jak najszybciej wyjść z tego domu. Poszłam w stronę schodów i zaczęłam się po nich wspinać. Na moje nieszczęście, albo też szczęście, potknęłam się ostatni stopień i wylądowałam na podłodze. Poczułam silny ból w kolanie. Do oczu napłynęły mi łzy, a za chwilę strumieniami lały się po policzkach i szyi. Uniosłam się lekko na łokciach i poczułam jak ktoś pomaga mi wstać. Próbowałam stanąć, ale zachwiałam się na nogach i poleciałam w dół. W ostatniej chwili ktoś mnie złapał i i wziął na ręce. Zamarłam.
Piękne, duże, kakaowe oczy utkwione w moich. Nos koło nosa. Ciepły oddech na policzku i miliony dreszczy przebiegających wzdłuż mojego kręgosłupa.
- Nic ci nie jest? - zapytał zachrypniętym głosem.
- Nie wiem - odpowiedziałam szeptem.
- Nie możesz chodzić, to oczywiste, że coś ci jest - powiedział.
- Nieistotne...
Chłopak uśmiechnął się i ruszył w stronę swojego pokoju. Wszedł, ramieniem zapalił światło i usadził mnie na łóżku. Nie zważając na moje protesty, złapał moją nogę i obejrzał ją dokładnie.
- Musimy jechać do lekarza.
- Zawołaj El, ona miała dzisiaj nie pić, może mnie odwieźć.
- Ja pojadę...
- Jesteś pijany, widziałam jak wchodziłeś po schodach - zaprotestowałam.
- Przynajmniej nic sobie nie zrobiłem! - zaszydził. - I udawałem. Chciałem wcześniej iść spać.
- Czemu? - zapytałam.
- Żeby już cię dziś nie spotkać. - powiedział patrząc mi w oczy, na co się zarumieniłam i lekko zmieszałam. - No i mam dość Tracy i jej gadania...
- Czemu mnie unikasz? - zapytałam, na co chłopak odłożył delikatnie moją nogę, co i tak zabolało i podszedł do szafy.
- Bo nie ufam sobie, kiedy jesteś blisko - powiedział, zakładając bluzę i biorąc drugą do ręki.
- Co to znaczy? - zapytałam, z lekką irytacją i zaciekawieniem.
- Nie pytaj, ubieraj się - powiedział i rzucił we mnie bluzą.
Nie pytając - jak prosił - założyłam pachnącą nim bluzę i spróbowałam się podnieść, ale padłam na łóżko jęcząc z bólu. Zayn natychmiast podbiegł i chyba nie wiedział co zrobić, bo raz dotykał mojej nogi, a później policzka i rąk. Wziął mnie w końcu na ręce i wyniósł z pokoju. Zszedł po schodach i wszedł w istne piekło. Dziesiątki gapiów spoglądało na nas i rozmawiało po cichu między sobą, chichocząc cichutko co chwilę. Malik podszedł do Jerry'ego, powiedział, że wiezie mnie do szpitala i odszedł. Zatrzymał się jeszcze kiedy Tracy zagrodziła mu drogę i kazała mu odstawić mnie na podłogę, żebym radziła sobie sama. Nawet jej nie odpowiedział. Prychnął, ominął ją i wyszedł z domu.
Nie wiem jak, otworzył drzwi samochodu i wpakował mnie tam. Nie obeszło się oczywiście bez bólu i łez, ale udało się i chwilę później byliśmy już w drodze do szpitala. dotarliśmy na miejsce w niespełna 20 minut. Tam zostałam z rąk chłopaka przeniesiona na wózek, a na nim pojechałam prosto na oddział ratunkowy. Po prześwietleniu i podaniu mi leków przeciwbólowych, lekarz postawił diagnozę:
- Złamana...
Dzień minął mi więc na przygotowaniach, a o 19 wyszłam z domu. Przeszłam przez ulicę i zatrzymałam taksówkę, która dowiozła mnie do dużego sklepu monopolowego. Zakupiłam potrzebny zapas i wróciłam do samochodu. 40 minut później stałam już przed domem chłopaków, w którym impreza już się zaczęła. Weszłam bez pukania (część planu) i od razu udałam się do kuchni. Idealnie! Zayn stał przy blacie, odwrócony do mnie plecami. Podeszłam do niego powoli i cicho i uderzyłam go ręką w ramię.
- Ah, to ty! Tak myślałem, poznałem po krokach. - powiedział i już odwrócił się by wyjść, ale zatrzymałam go, ciągnąc delikatnie za koszulkę.
- Zaczekaj. - powiedziałam.
- Na co? - zapytał niechętnie się odwracając.
- Chciałam przeprosić... No wiesz, za to wczoraj. Zachowałam się okropnie! strasznie mi głupio... - wyszeptałam patrząc mu w oczy.
- Jasne... Nie ma sprawy - powiedział.
- Nie gniewasz się? Nie lubię jak jesteś na mnie zły...
- Holly - zaczął i złapał mnie za ramiona. - Nie mieszaj mi w głowie! - syknął, odwrócił się i wyszedł.
Stałam jak wryta. Jak może prosić mnie o to, skoro sam miesza w mojej głowie?! Muszę z nim jeszcze dzisiaj porozmawiać. Może poczekam aż trochę się spije, to wyciągnę z niego wszystko. Tak, wiem, to bardzo nieodpowiednie, ale skuteczne!
Odstawiłam alkohol do lodówki i ruszyłam za chłopakiem. Weszłam do salonu, w którym pełno było ludzi. Odszukałam wzrokiem Jerry'ego i podeszłam do niego.
- Co jest stara? - zapytał.
- Gadałam z Zayn'em, ale póki co, nic konkretnego...
- Daj mu chwilę - powiedział. - A tymczasem zostaw niepotrzebne rzeczy u mnie i chodź się napić!
Pokiwałam głową i ruszyłam na górę. Przeszłam do pokoju brata i rzuciłam na łóżko torbę i bluzę. Nie zastanawiając się długo, wróciłam na dół i zanim podeszłam do chłopaków, wstąpiłam do kuchni po szklankę i kieliszek. Lepiej być nie mogło! Tym razem w kuchni spotkałam Tracy!
- Hej - przywitałam się niepewnie.
Dziewczyna nawet nie spojrzała, odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi.
- Zaczekaj, Tracy! - krzyknęłam i dogoniłam dziewczynę.
- Czego chcesz? - zapytała oschle.
- Przeprosić - odpowiedziałam szybko. - Głupio mi z powodu tego, co stało się wczoraj. Zrozum, Zayn to mój przyjaciel i czy ci się to podoba, czy nie, tęsknię za nim. Wczorajsza akcja to taki akt desperacji. Przepraszam, nie powinnam było tego robić...
- Masz rację, nie powinnaś. - powiedziała i wyszła.
No to z głowy. Przeprosiłam ich, teraz czas na Jerry'ego. Wyszłam z kuchni i spojrzałam znacząco na brata z dumą w oczach. Ten nie czekając ani chwili podszedł do Tracy i nawiązał z nią rozmowę. Odwróciłam od nich wzrok, żeby nie wydało się to podejrzane i podeszłam do Niall'a i Harry'ego.
- I coś ty dziewczyno wymyśliła?! - zaczął Harry wyciągając w moją stronę ramiona, w które od razu się wtuliłam.
- Urządziłam selekcję - odpowiedziałam wyrywając się i przytulając blondyna.
- Niezbyt mądrze! Uraziłaś nas! - powiedział naburmuszony Niall.
- Chciałam zobaczyć, któremu bardziej zależy - uśmiechnęłam się przepraszająco do obu i wzięłam butelkę wódki do ręki. - Kto pije?
- JA! - krzyknęli obaj i wystawili ręce z kieliszkami w moją stronę.
Tak minęła mi większa część wieczoru. Wypiłam bardzo dużo, ale chyba nie tak dużo jak Zayn, który wchodził na jeden stopień schodów 10 minut. Chciałam podejść do niego i mu pomóc, ale drogę zagrodziła mi Tracy.
- Holly, możemy porozmawiać?
- Jasne... - powiedziałam i odeszłam z brunetką na bok.
- Nie uda ci się to - powiedziała zatrzymując się gwałtownie i stając przede mną.
- Ale co? - zapytałam lekko zbita z tropu.
- Jerry powiedział, że wciąż zależy ci na Zayn'ie.
- Ta, i co?
- Jest mój! - krzyknęła. - Nawet nie próbuj mi go odbić!
- Taa... Chwilowo wymknął mi się z rąk, ale to tylko kwestia czasu, kiedy znowu będzie mój. - powiedziałam mrużąc oczy ze zdenerwowania.
- Śnisz!
- Nie, to ty żyjesz w bajce... Tylko, że twoja bajka nie skończy się dobrze. Książe cię opuści! - powiedziałam z zawiścią.
- Nie byłabym tego taka pewna. Nie jesteś go warta. Takie nic! On jest gwiazdą, a ty robisz mu reklamy... Myślisz, że cię chce?! Zapomnij! Żebyś chociaż ładna była! Wracaj lepiej do swojego miasteczka, zanim całkiem się zbłaźnisz!
Nie wiedziałam co powiedzieć. Laska zmieszała mnie z błotem. Nie mówiąc nic odwróciłam się i odeszłam. Chciałam jak najszybciej wyjść z tego domu. Poszłam w stronę schodów i zaczęłam się po nich wspinać. Na moje nieszczęście, albo też szczęście, potknęłam się ostatni stopień i wylądowałam na podłodze. Poczułam silny ból w kolanie. Do oczu napłynęły mi łzy, a za chwilę strumieniami lały się po policzkach i szyi. Uniosłam się lekko na łokciach i poczułam jak ktoś pomaga mi wstać. Próbowałam stanąć, ale zachwiałam się na nogach i poleciałam w dół. W ostatniej chwili ktoś mnie złapał i i wziął na ręce. Zamarłam.
Piękne, duże, kakaowe oczy utkwione w moich. Nos koło nosa. Ciepły oddech na policzku i miliony dreszczy przebiegających wzdłuż mojego kręgosłupa.
- Nic ci nie jest? - zapytał zachrypniętym głosem.
- Nie wiem - odpowiedziałam szeptem.
- Nie możesz chodzić, to oczywiste, że coś ci jest - powiedział.
- Nieistotne...
Chłopak uśmiechnął się i ruszył w stronę swojego pokoju. Wszedł, ramieniem zapalił światło i usadził mnie na łóżku. Nie zważając na moje protesty, złapał moją nogę i obejrzał ją dokładnie.
- Musimy jechać do lekarza.
- Zawołaj El, ona miała dzisiaj nie pić, może mnie odwieźć.
- Ja pojadę...
- Jesteś pijany, widziałam jak wchodziłeś po schodach - zaprotestowałam.
- Przynajmniej nic sobie nie zrobiłem! - zaszydził. - I udawałem. Chciałem wcześniej iść spać.
- Czemu? - zapytałam.
- Żeby już cię dziś nie spotkać. - powiedział patrząc mi w oczy, na co się zarumieniłam i lekko zmieszałam. - No i mam dość Tracy i jej gadania...
- Czemu mnie unikasz? - zapytałam, na co chłopak odłożył delikatnie moją nogę, co i tak zabolało i podszedł do szafy.
- Bo nie ufam sobie, kiedy jesteś blisko - powiedział, zakładając bluzę i biorąc drugą do ręki.
- Co to znaczy? - zapytałam, z lekką irytacją i zaciekawieniem.
- Nie pytaj, ubieraj się - powiedział i rzucił we mnie bluzą.
Nie pytając - jak prosił - założyłam pachnącą nim bluzę i spróbowałam się podnieść, ale padłam na łóżko jęcząc z bólu. Zayn natychmiast podbiegł i chyba nie wiedział co zrobić, bo raz dotykał mojej nogi, a później policzka i rąk. Wziął mnie w końcu na ręce i wyniósł z pokoju. Zszedł po schodach i wszedł w istne piekło. Dziesiątki gapiów spoglądało na nas i rozmawiało po cichu między sobą, chichocząc cichutko co chwilę. Malik podszedł do Jerry'ego, powiedział, że wiezie mnie do szpitala i odszedł. Zatrzymał się jeszcze kiedy Tracy zagrodziła mu drogę i kazała mu odstawić mnie na podłogę, żebym radziła sobie sama. Nawet jej nie odpowiedział. Prychnął, ominął ją i wyszedł z domu.
Nie wiem jak, otworzył drzwi samochodu i wpakował mnie tam. Nie obeszło się oczywiście bez bólu i łez, ale udało się i chwilę później byliśmy już w drodze do szpitala. dotarliśmy na miejsce w niespełna 20 minut. Tam zostałam z rąk chłopaka przeniesiona na wózek, a na nim pojechałam prosto na oddział ratunkowy. Po prześwietleniu i podaniu mi leków przeciwbólowych, lekarz postawił diagnozę:
- Złamana...
***
W końcu jest! Wróciłam dziś do domu i od razu dokończyłam pisać rozdział! Ostatnio zawiesił mi się internet i ponad połowa tekstu się nie zapisała, przez co całkowicie odechciało mi się pisać. Dziś jednak zmobilizowałam się i oto on! Miłego czytania! ;*
poniedziałek, 22 lipca 2013
Nowy!
Z wielką radością muszę wam powiedzieć, że dziś lub jutro do 14 dodam nowy rozdział! W końcu mam czas, żeby coś wystukać! Nie macie pojęcia jak bardzo się cieszę :P Niestety jutro już wyjeżdżam i nie wiem kiedy wrócę. Biorę ze sobą zeszyt i długopis, więc będę pisać i dodam coś po powrocie :D Więc do później! ;*
środa, 17 lipca 2013
Wróciłam :)
Hej hej! Wróciłam! Ale tylko dlatego, że moja mama trafiła do szpitala i ktoś musi ją odwiedzać, a jako jedyna nie pracuję! Nie mam chwilowo czasu na pisanie nowego rozdziału, więc mocno przepraszam! Napiszę go jak tylko znajdę chwilę :)
piątek, 28 czerwca 2013
Rozdział 13.2
Czekałam. Czekałam. I jeszcze raz czekałam. Na darmo. Była już godzina 15., a ich ciągle nie było. Spędziłam pół dnia na czekaniu, a nic mi z tego nie przyszło. Może to ma być dla mnie jakaś nauka. Może powinnam zadziałać, a nie tylko czekać! Wstałam więc z kanapy w salonie, porwałam z podłogi torebkę i wybiegłam z domu. Wsiadłam do stojącej pod blokiem taksówki i podałam kierowcy adres mieszkania chłopaków. Przez całą drogę myślałam, jak powinnam się zachować. Nakrzyczeć na nich, czy udawać, że nic się nie stało. Zwyciężyła moja wybujała duma i postanowiłam nie okazywać uczuć.
Wysiadając z samochodu, przykleiłam do twarzy jeden z najładniejszych moich uśmiechów i podeszłam do drzwi. Zapukałam. Nie musiałam czekać długo. Drzwi otworzy po raz kolejny Zayn. Tym razem nie powiedział nawet "cześć". Odwrócił się pozostawiając otwarte drzwi i ruszył schodami na górę. Prychnęłam tak głośno, żeby mnie usłyszał i weszłam do mieszkania. Swoje kroki skierowałam prosto do salonu. Ten był jednak pusty. Skoro tak... Weszłam po schodach i ruszyłam na koniec korytarza. Podeszłam do drzwi z prawej strony i nacisnęłam klamkę. Skoro nikt rzeczywiście nie chce mi pomóc, zrobię to sama. Czas, start!
Moim oczom ukazał się Malik z jakąś brązowowłosą dziewczyną na kolanach. Uśmiechnęłam się szeroko, weszłam i rzuciłam się na jego łóżko.
- Ojej! Już zapomniałam jakie to łóżko jest wygodne! - powiedziałam entuzjastycznie, choć nigdy wcześniej na nim nawet nie siedziałam.
- Holly, co ty tutaj robisz? - zapytał przez zaciśnięte zęby Zayn.
- Odwiedzam miejsce, w którym pierwszy raz...! No przestań. Przecież mówiłeś, że mogę dziś do ciebie wpaść! - zrobiłam zdezorientowaną minę i spojrzałam na niego z wyrzutem. Chyba powinnam zostać aktorką.
- Wyjdź, proszę - powiedział i wstał, zrzucając z kolan dziewczynę.
- To niezbyt miłe zapraszać kogoś, a później go wyganiać - powiedziałam i również się podniosłam.
- Nie zapraszałem cię tutaj. Idź już.
- Jasne... Chodź na sekundkę - szepnęłam przechodząc koło niego i pociągnęłam go za rękaw, prowadząc za drzwi.
Gdy tylko znaleźliśmy się za drzwiami, chłopak złapał mnie za ramiona i oparł o ścianę.
- Co ty kurwa robisz?!
- Ja? Odbieram to, co moje - szepnęłam mu prosto w usta, odpychając mocno od siebie.
- Mówiłem ci, że w tej chwili nie możemy być razem...- zaczął.
- Nie po to przyszłam- przerwałam mu.
- Nie? To po co? - zapytał zdezorientowany.
- Po moją nadszarpaną dumę. Musisz wiedzieć, że podjęłam twoje wyzwanie. I mam zamiar wygrać.... -powiedziałam i skierowałam się w stronę pokoju Jerry'ego.
- Jakie do cholery wyzwanie? Co ci się przyśniło?! - wołał za mną, ale mu nie odpowiedziałam.
Bez pukania weszłam do pokoju brata i podeszłam do łóżka. Rzuciłam się na nie i czekałam aż Jerry coś powie. On natomiast stał niewzruszony pod drzwiami z założonymi rękami na piersiach i patrzył na mnie nieodgadnionym wzrokiem.
- No co?! - jęknęłam w poduszkę, nie podnosząc głowy.
- Wiedziałem, że jesteś pojebana, ale bez przesady...
- A co? Mam stać i patrzeć jak ta wywłoka mi go zabiera?! - zapytałam podnosząc się na łokciach.
- Mogłabyś podejść do tego inaczej. Zastanawiałaś się, czy twoje zachowanie jej nie skrzywdzi?
- To ona krzywdzi mnie. Zabroniła Zayn'owi się ze mną spotykać! A miał być moim przyjacielem. Nie pozwolę jej na to! - krzyknęłam i wstałam.
- Ale nie tak! Chcesz się na niej zemścić? To rzeczywiście takie odpowiedzialne i dojrzałe!
- Jerry! Nie mogę go stracić! Zayn musi wiedzieć, jak ja się z tym czuję. Chcę tylko, żeby tak jak kiedyś wpadał do mnie zapalić, czy wypić kawę! Nie wiem co mam ze sobą zrobić bez niego! Zaczęłam się spóźniać do pracy, bo nie budzą mnie już jego sms'y! W sklepie spędzam kilka godzin, bo to on zawsze wrzucał wszystko do koszyka, a ja siedziałam w nim i to wszystko łapałam. Zostałam sama! Ty też nie masz dla mnie czasu, ale to rozumiem. Nie chcę, żeby wszyscy wokół mnie skakali, ale nie chcę być sama! Nie umiem...
- Więc zrób to w dojrzały sposób...
- Jak?
- Pokaż mu co stracił... - zaproponował z głupim uśmieszkiem, który mógł znaczyć tylko jedno - konspira!
- Co masz na myśli?
- Wiesz... Pomyśl przez chwilę jak facet... Najbardziej podniecająca dla facetów jest rzecz, której nie mogą mieć. Bądź niedostępna. Olej! Ale pojawiaj się. Musi często cię widzieć. Jak chcesz, to mogę spróbować załatwić z Tracy, żebyście mogli się spotykać.
- Mógłbyś to dla mnie zrobić? - zapytałam z nadzieją, choć nie potrzebowałam odpowiedzi na to pytanie.
- Dla ciebie wszystko, ale nie za darmo...
- Czego chcesz? - w ułamku sekundy zmieniłam swój ton z podekscytowanego na podejrzliwy.
- Przeproś ich.
- Co?!
- Przeproś. To wszystko, co masz zrobić. Jeśli ci się uda, zrobimy kolejny krok, a później następny i w końcu odzyskasz Malika.
- Zrobię wszystko - powiedziałam z determinacją.
- Miło mi to słyszeć. Zrób to jutro na imprezie.
- Dobra. To idę. Pogadasz z tą...
- Nie kończ - zaśmiał się - pogadam. A właśnie! Harry i Niall połapali się z sms'ami...
- Kurwa! Czego nie zrozumieli z "nie mów temu drugiemu"?! krzyknęłam i odwracając się na pięcie ruszyłam w stronę wyjścia.
***
Wysiadając z samochodu, przykleiłam do twarzy jeden z najładniejszych moich uśmiechów i podeszłam do drzwi. Zapukałam. Nie musiałam czekać długo. Drzwi otworzy po raz kolejny Zayn. Tym razem nie powiedział nawet "cześć". Odwrócił się pozostawiając otwarte drzwi i ruszył schodami na górę. Prychnęłam tak głośno, żeby mnie usłyszał i weszłam do mieszkania. Swoje kroki skierowałam prosto do salonu. Ten był jednak pusty. Skoro tak... Weszłam po schodach i ruszyłam na koniec korytarza. Podeszłam do drzwi z prawej strony i nacisnęłam klamkę. Skoro nikt rzeczywiście nie chce mi pomóc, zrobię to sama. Czas, start!
Moim oczom ukazał się Malik z jakąś brązowowłosą dziewczyną na kolanach. Uśmiechnęłam się szeroko, weszłam i rzuciłam się na jego łóżko.
- Ojej! Już zapomniałam jakie to łóżko jest wygodne! - powiedziałam entuzjastycznie, choć nigdy wcześniej na nim nawet nie siedziałam.
- Holly, co ty tutaj robisz? - zapytał przez zaciśnięte zęby Zayn.
- Odwiedzam miejsce, w którym pierwszy raz...! No przestań. Przecież mówiłeś, że mogę dziś do ciebie wpaść! - zrobiłam zdezorientowaną minę i spojrzałam na niego z wyrzutem. Chyba powinnam zostać aktorką.
- Wyjdź, proszę - powiedział i wstał, zrzucając z kolan dziewczynę.
- To niezbyt miłe zapraszać kogoś, a później go wyganiać - powiedziałam i również się podniosłam.
- Nie zapraszałem cię tutaj. Idź już.
- Jasne... Chodź na sekundkę - szepnęłam przechodząc koło niego i pociągnęłam go za rękaw, prowadząc za drzwi.
Gdy tylko znaleźliśmy się za drzwiami, chłopak złapał mnie za ramiona i oparł o ścianę.
- Co ty kurwa robisz?!
- Ja? Odbieram to, co moje - szepnęłam mu prosto w usta, odpychając mocno od siebie.
- Mówiłem ci, że w tej chwili nie możemy być razem...- zaczął.
- Nie po to przyszłam- przerwałam mu.
- Nie? To po co? - zapytał zdezorientowany.
- Po moją nadszarpaną dumę. Musisz wiedzieć, że podjęłam twoje wyzwanie. I mam zamiar wygrać.... -powiedziałam i skierowałam się w stronę pokoju Jerry'ego.
- Jakie do cholery wyzwanie? Co ci się przyśniło?! - wołał za mną, ale mu nie odpowiedziałam.
Bez pukania weszłam do pokoju brata i podeszłam do łóżka. Rzuciłam się na nie i czekałam aż Jerry coś powie. On natomiast stał niewzruszony pod drzwiami z założonymi rękami na piersiach i patrzył na mnie nieodgadnionym wzrokiem.
- No co?! - jęknęłam w poduszkę, nie podnosząc głowy.
- Wiedziałem, że jesteś pojebana, ale bez przesady...
- A co? Mam stać i patrzeć jak ta wywłoka mi go zabiera?! - zapytałam podnosząc się na łokciach.
- Mogłabyś podejść do tego inaczej. Zastanawiałaś się, czy twoje zachowanie jej nie skrzywdzi?
- To ona krzywdzi mnie. Zabroniła Zayn'owi się ze mną spotykać! A miał być moim przyjacielem. Nie pozwolę jej na to! - krzyknęłam i wstałam.
- Ale nie tak! Chcesz się na niej zemścić? To rzeczywiście takie odpowiedzialne i dojrzałe!
- Jerry! Nie mogę go stracić! Zayn musi wiedzieć, jak ja się z tym czuję. Chcę tylko, żeby tak jak kiedyś wpadał do mnie zapalić, czy wypić kawę! Nie wiem co mam ze sobą zrobić bez niego! Zaczęłam się spóźniać do pracy, bo nie budzą mnie już jego sms'y! W sklepie spędzam kilka godzin, bo to on zawsze wrzucał wszystko do koszyka, a ja siedziałam w nim i to wszystko łapałam. Zostałam sama! Ty też nie masz dla mnie czasu, ale to rozumiem. Nie chcę, żeby wszyscy wokół mnie skakali, ale nie chcę być sama! Nie umiem...
- Więc zrób to w dojrzały sposób...
- Jak?
- Pokaż mu co stracił... - zaproponował z głupim uśmieszkiem, który mógł znaczyć tylko jedno - konspira!
- Co masz na myśli?
- Wiesz... Pomyśl przez chwilę jak facet... Najbardziej podniecająca dla facetów jest rzecz, której nie mogą mieć. Bądź niedostępna. Olej! Ale pojawiaj się. Musi często cię widzieć. Jak chcesz, to mogę spróbować załatwić z Tracy, żebyście mogli się spotykać.
- Mógłbyś to dla mnie zrobić? - zapytałam z nadzieją, choć nie potrzebowałam odpowiedzi na to pytanie.
- Dla ciebie wszystko, ale nie za darmo...
- Czego chcesz? - w ułamku sekundy zmieniłam swój ton z podekscytowanego na podejrzliwy.
- Przeproś ich.
- Co?!
- Przeproś. To wszystko, co masz zrobić. Jeśli ci się uda, zrobimy kolejny krok, a później następny i w końcu odzyskasz Malika.
- Zrobię wszystko - powiedziałam z determinacją.
- Miło mi to słyszeć. Zrób to jutro na imprezie.
- Dobra. To idę. Pogadasz z tą...
- Nie kończ - zaśmiał się - pogadam. A właśnie! Harry i Niall połapali się z sms'ami...
- Kurwa! Czego nie zrozumieli z "nie mów temu drugiemu"?! krzyknęłam i odwracając się na pięcie ruszyłam w stronę wyjścia.
***
Niestety nie uda mi się skończyć tego rozdziały dzisiaj, bo za minut 5 wyjeżdżam. Jestem jednak w euforii wynikającej z odebrania wyników matury. Cieszę się jak debil, bo poszło mi całkiem nieźle! Postanowiłam więc dodać ten, kolejny, fragment rozdziału, który niefortunnie ukaże się w trzech częściach. Bawcie się dobrze i cieszcie wakacjami! Do zobaczenia za dwa tygodnie! ;*
wtorek, 25 czerwca 2013
Rozdział 13.1
Obudziłam się z myślą "chce, niech ma". Taki humor trzyma się mnie od ostatniego spotkania z Zayn'em tydzień temu. Zdeterminowana odrzuciłam kołdrę i wstałam na równe nogi. Prysznic! Pobiegłam do łazienki, umyłam się, później zęby i w ręczniku przeszłam do garderoby. Wybrałam strój i ubrałam się [KLIK]. Dziś ważny dzień. Przez cały ostatni tydzień układałam plan. Czas więc wcielić go w życie i rozpocząć wojnę. Zjadłam śniadanie, a później wyszłam na taras, żeby zapalić papierosa. W głowie miałam mętlik, jednak jednego byłam pewna - zryję Mu beret! I to tak, żeby nie wiedział jak się nazywa!
Z planem zapoznałam chłopaków i mimo, że Jerry nie zgadzał się ze mną, postanowiłam zrobić swoje. Zemsta jest słodka. Na początek - zmieszać go z błotem. Do tego potrzebuję osobnika płci przeciwnej, który akurat nie jest ze mną spokrewniony, i imprezy, na której będzie Zayn z Tracy. Ani jedno, ani drugie nie stanowiło większego problemu. Wahałam się jedynie nad wyborem samca. Zaoferowało się dwóch, którzy akurat nie mają partnerki. Pomocy chciała udzielić nawet Eleanor, "udostępniając" mi Lou, ale z prostej przyczyny odmówiłam - Zayn nie uwierzyłby, że Louis zamieniłby El na jakąkolwiek inną dziewczynę.
Jedynym sprawiedliwym, choć niezbyt uczciwym sposobem na wybranie odpowiedniego faceta, było poddanie obu próbie. Kto pierwszy, ten lepszy. Stojąc na tarasie napisałam do Harry'ego i Niall'a identycznego sms'a: "przyjdź do mnie, tylko nie mów Harry'emu/Niall'owi." Pół godziny i powinni tu być. Który przyjedzie jako pierwszy, temu prawdopodobnie bardziej zależy. Wygra więc ten, który dotrze tu drugi. Dlaczego? Odpowiedź jest zaskakująco prosta - mniej mu zależy, a to oznacza, że będę miała mniejsze wyrzuty sumienia. W sumie, nie powinnam mieć ich wcale, bo sami tego chcieli, ale cóż... Moja moralność... Nie muszę chyba dużo mówić... Wyścig czas zacząć panowie!
Z planem zapoznałam chłopaków i mimo, że Jerry nie zgadzał się ze mną, postanowiłam zrobić swoje. Zemsta jest słodka. Na początek - zmieszać go z błotem. Do tego potrzebuję osobnika płci przeciwnej, który akurat nie jest ze mną spokrewniony, i imprezy, na której będzie Zayn z Tracy. Ani jedno, ani drugie nie stanowiło większego problemu. Wahałam się jedynie nad wyborem samca. Zaoferowało się dwóch, którzy akurat nie mają partnerki. Pomocy chciała udzielić nawet Eleanor, "udostępniając" mi Lou, ale z prostej przyczyny odmówiłam - Zayn nie uwierzyłby, że Louis zamieniłby El na jakąkolwiek inną dziewczynę.
Jedynym sprawiedliwym, choć niezbyt uczciwym sposobem na wybranie odpowiedniego faceta, było poddanie obu próbie. Kto pierwszy, ten lepszy. Stojąc na tarasie napisałam do Harry'ego i Niall'a identycznego sms'a: "przyjdź do mnie, tylko nie mów Harry'emu/Niall'owi." Pół godziny i powinni tu być. Który przyjedzie jako pierwszy, temu prawdopodobnie bardziej zależy. Wygra więc ten, który dotrze tu drugi. Dlaczego? Odpowiedź jest zaskakująco prosta - mniej mu zależy, a to oznacza, że będę miała mniejsze wyrzuty sumienia. W sumie, nie powinnam mieć ich wcale, bo sami tego chcieli, ale cóż... Moja moralność... Nie muszę chyba dużo mówić... Wyścig czas zacząć panowie!
***
Oto zapowiedź kolejnego rozdziału. Jeszcze raz więc zapytam: Harry czy Niall?! :D
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Rozdział 12
- Jedz, Holly! - krzyknął Jerry, a ja spojrzałam na niego spode łba i prychnęłam głośno.
- Kurwa, jedz to! - wrzasnął ponownie.
Patrząc na niego z wyrzutem wstałam i przemierzając korytarz poszłam do swojego pokoju, a dokładniej do garderoby. Zamknęłam drzwi, zdjęłam piżamę i zupełnie naga położyłam się na podłodze. I tak od trzech tygodni. Nie jadłam, nie piłam, z domu wychodziłam tylko do pracy, która stała się dla mnie całym światem od kiedy do chłopaków wprowadziła się nowa dziewczyna Zayn'a. Rozumiem, że są razem, ale do cholery, dlaczego od razu ze sobą mieszkają?! Chciałabym ją poznać, mimo, że bardzo się tego boję. Nie wiem nawet jak wygląda i ja się nazywa, bo mój laptop leży zakurzony pod łóżkiem.
Po 20 minutach leżenia na wykładzinie zrobiło mi się niewygodnie i zimno, więc wstałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wzięłam do ręki bieliznę, ubranie, i założyłam je na siebie [KLIK]. Wyszłam z garderoby i rozejrzałam się po pokoju. Żywego ducha! Przeszłam do salonu, a później do kuchni. Jerry już poszedł. I dobrze... Mam już dość jego nadopiekuńczości. Wiem, że chce dobrze, ale to strasznie irytujące.
W moim brzuchu zaburczało. Coś nowego. Może przechodzi mi już depresja. Podeszłam do lodówki i ją otworzyłam. O dziwo pełna. Jerry się postarał. Zrobiłam sobie szybkie śniadanie, wypiłam kilka łyków kawy i wybiegłam z domu. Jestem już spóźniona. Mam nadzieję, że Nate nie będzie zły... Wsiadłam do taksówki i już za chwilę byłam na miejscu. Kierowca mi się udał, jechał skrótami... Wbiegłam do budynku, przywitałam się z ochroniarzem, z którym czasem wyjdę na papierosa i pobiegłam do biura szefa. Bez pukania weszłam do gabinetu i zaczęłam się tłumaczyć:
- Nate, przepraszam cię bardzo, od rana mam problemy z psychiką, wybaczysz psychopatce? - zapytałam robiąc maślane oczy.
- Ostatnio masz te problemy zbyt często - zaczął poważnym tonem. - Holly, teraz nie mam czasu. Przyjdź w porze lunchu, muszę z tobą poważnie porozmawiać.
- Nate...
- Idź, przeszkadzasz mi... - skończył i otworzył mi drzwi, dając do zrozumienia, że czas na mnie.
Czy ten dzień może się już skończyć?! Nie! Bo dopiero się zaczął! Cholerka... Podeszłam wolnym krokiem do swojego biurka i ciężko opadłam na krzesło. Włączyłam komputer. Zadania na dziś. Kurde! Plakaty promujące płytę One Direction. Czy ja, do cholery, znajdę dzisiaj choć odrobinę spokoju?! Nie? To zajebiście!
Biorę się do pracy. Najpierw zdjęcie. O żesz! Ile ich jest?! Dobra, to w takim razie później. Albo pojadę do nich i pomogą mi coś wybrać. Tekst... Też później. A co teraz? Papieros! Tak!
Wstałam, zwinęłam z oparcia krzesła torebkę i ruszyłam w stronę wyjścia dla personelu. Teoretycznie nie powinnam tamtędy chodzić, ale ugadałam się z odpowiednią osobą, więc mogę tam robić co zechcę. Przeszłam przez szerokie drzwi i wyszłam na dwór. Oparłam się plecami o nagrzaną od słońca ścianę i odpaliłam papierosa. Muszę coś zrobić. To znaczy z moją pracą. Co jeśli Nate mnie wywali? Mam jeszcze pół godziny do spotkania z nim, a to wcale nie jest zbyt wiele czasu. Cóż, jeśli trzeba będzie, padnę na kolana i będę go błagać o litość.
20 minut później stałam już przed jego gabinetem. Drżałam ze strachu i zdenerwowania. Co tam drżałam, wyglądałam jakbym dostała ataku padaczki! A Nate'owi się nie spieszyło. Szedł powoli korytarzem w moją stronę, nawet na mnie nie patrząc. Podszedł do drzwi i otworzył je przede mną. Weszłam do środka i stanęłam sztywno przed jego biurkiem.
- Usiądź - powiedział i sam usiadł na swoim wielkim i z pewnością bardzo wygodnym fotelu.
***
Z biura Nate'a dosłownie wybiegłam. Dał mi wolne na dziś, więc nie czekając chwili wyłączyłam służbowy komputer i wyszłam z budynku firmy. Nie wiedziałam jak czuć się w tej sytuacji. Wiem tylko, że muszę koniecznie szybko jechać do chłopaków i pogadać z Jerrym. Złapałam taksówkę i wpakowałam się do niej nie oglądając się za siebie. Nie wiem, co mam w tej sytuacji zrobić. Wszytko we mnie wrzało, twarz miałam czerwoną, a moje ręce drżały. Co chwila mruczałam coś do siebie, przez co kierowca spoglądał na mnie co jakiś czas z zainteresowaniem i chyba zażenowaniem.
Minęło jakieś pół godziny zanim pojazd zatrzymał się przed domem zespołu. Szybko zapłaciłam, wysiadłam i zapukałam do drzwi. Otworzył mi nie kto inny jak Zayn. Wpuścił mnie do środa i po krótkim "cześć" uciekł schodami na górę. Zdezorientowana udałam się w stronę salonu, gdzie na kanapie siedział Jerry, a na podłodze, na przeciwko siebie siedzieli Niall i Harry. Blondyn z otwartą buzią czekał, by pochwycić w usta rzuconą przez Harry'ego żelkę. Gdy mu się nie udało, zawył z wściekłości i dopiero kiedy mnie zobaczył ucichł i uśmiechnął się szeroko.
- Witamy w naszych skromnych progach. Czym możemy Pani służyć?! - krzyknął Irlandczyk wstając z podłogi.
- Cześć Niall - przywitałam się dając mu buziaka w policzek. - Cześć Harry. Jerry, do kuchni - dodałam.
- Serio? Ja też tęskniłem, siostra! - zawołał ironicznie, ale podniósł się z kanapy i ruszył w moją stronę.
- To coś poważnego, czy możemy poprzeszkadzać? - zapytał Curly z ewidentną nadzieją w głosie.
- Nie wtrącaj się, Harry. Nie teraz. Zawołam was jak coś - odpowiedziałam, niezbyt miło i wyszłam ciągnąc za sobą Jerry'ego.
Weszliśmy do kuchni i usiedliśmy przy stole. Chłopak wpatrywał się we mnie z zaciekawieniem i chyba zmartwieniem w oczach. Ja natomiast siedziałam i nie wiedziałam od czego zacząć. Przeczuwając, o co chcę zapytać, Jerry powiedział:
- Wszystko z nim OK. Tylko Tracy zabroniła mu się z tobą spotykać.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Nie spodziewałam się miłego powitania ze strony mulata, ale wiadomość o tym, że nie może przebywać ze mną w jednym pomieszczenia zmieszała mnie z ziemią.
- To dobrze - odpowiedziała zachrypniętym głosem.
- Dobrze? Jaja sobie ze mnie robisz?! Ona jest jakaś pojebana! - wrzasnął na cały dom Jerry.
- Ciszej, bo zaraz przyjdzie i będzie awantura - powiedział wyłaniający się zza drzwi Niall.
- Nie podsłuchuj! - krzyknęłam oburzona.
- Serio myślałaś, że będziemy grzecznie siedzieć na kanapie zastanawiając się, o czym rozmawiacie? - zapytał ironicznie Harry, wychylając się zza blondyna.
- UGH!!! No dobra, chodźcie tu. - powiedziałam i przewróciłam oczami.
Weszli do kuchni i usiedli. Niall na krześle, a Harry na blacie.
- Dobra, słuchajcie...
***
- Nie powinnaś się tak tym przejmować. - powiedział Niall i uśmiechnął się do mnie szeroko, pokazując wszystkie swoje zęby.
- Ma rację, poradzisz sobie - dopowiedział Jerry wstając.
- No nie wiem. Gdzie idziesz? - zapytałam.
- Do tego kiepa. Jest ci chyba winien wyjaśnienia - odpowiedział i wyszedł nie oglądając się na nas.
- Super... - westchnęłam i schowałam twarz w dłoniach.
Nagle poczułam jak coś, a raczej ktoś dotyka mojego ramienia. Później drugie coś, lub ktoś dotyka drugiego ramienia. Nie wiedząc co się dzieje podniosłam wzrok do góry, a gdy tylko to zrobiłam zostałam ściśnięta w mocnym uścisku dwóch zidiociałych ludziów.
- Dzięki chłopaki, ale chyba jednak się wycofam - szepnęłam niemal niesłyszalnie.
- Zwariowałaś?! Nie mogłabyś zrobić niczego głupszego - powiedział Harry.
- To nie jest tylko moja decyzja - powiedziałam zdecydowanie głośniej i spojrzałam mu w oczy.
- Jest - powiedział Horan.
- Nie - teraz spojrzałam na niego. - Nie zrobię niczego, co mogłoby mu zaszkodzić.
- Holly! Nie zachowuj się jak głupia pipa!!! To twoje życie i on nie może decydować za ciebie. Weź się w garść, zepnij dupę i zrób to, co będzie dla CIEBIE najlepsze! - krzyknął Styles i klepnął mnie dość mocno w plecy.
- Dobra, dobra, ale nie bij! - zażartowałam i odpłaciłam się mu tym samym.
Jak to na tym okrutnym świecie bywa, musieliśmy skończyć tę pogawędkę, ponieważ do kuchni wszedł Zayn i Jerry. Brat kiwnął głową na chłopaków i wyszli zostawiając mnie sam na sam z mulatem.
- Dostałeś przepustkę - prychnęłam i spojrzałam Malikowi prosto w oczy.
- Daj spokój, Holly... - szepnął i odwrócił wzrok.
- Nie bądź śmieszny - powiedziałam.
- Ja śmieszny?! To ty do tego doprowadziłaś! To twoja wina! Gdybyś nie naskoczyła na tę dziewczynę w restauracji, a później na tego dziennikarza, to nie byłoby problemu - krzyknął wytykając mnie palcem.
- A więc tak myślisz? - zapytałam z niedowierzaniem. - Dobra! To widzimy się niedługo! - krzyknęłam i wyszłam z pomieszczenia trącając go po drodze.
Pożegnałam się z chłopakami i bratem, dałam buziaka Eleanor, która zeszła akurat na dół po coś do picia i wyszłam. Chce wojny, to będzie ją miał. Podjęłam decyzję... A on mnie sprowokował. Czas, START!!!
- Kurwa, jedz to! - wrzasnął ponownie.
Patrząc na niego z wyrzutem wstałam i przemierzając korytarz poszłam do swojego pokoju, a dokładniej do garderoby. Zamknęłam drzwi, zdjęłam piżamę i zupełnie naga położyłam się na podłodze. I tak od trzech tygodni. Nie jadłam, nie piłam, z domu wychodziłam tylko do pracy, która stała się dla mnie całym światem od kiedy do chłopaków wprowadziła się nowa dziewczyna Zayn'a. Rozumiem, że są razem, ale do cholery, dlaczego od razu ze sobą mieszkają?! Chciałabym ją poznać, mimo, że bardzo się tego boję. Nie wiem nawet jak wygląda i ja się nazywa, bo mój laptop leży zakurzony pod łóżkiem.
Po 20 minutach leżenia na wykładzinie zrobiło mi się niewygodnie i zimno, więc wstałam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wzięłam do ręki bieliznę, ubranie, i założyłam je na siebie [KLIK]. Wyszłam z garderoby i rozejrzałam się po pokoju. Żywego ducha! Przeszłam do salonu, a później do kuchni. Jerry już poszedł. I dobrze... Mam już dość jego nadopiekuńczości. Wiem, że chce dobrze, ale to strasznie irytujące.
W moim brzuchu zaburczało. Coś nowego. Może przechodzi mi już depresja. Podeszłam do lodówki i ją otworzyłam. O dziwo pełna. Jerry się postarał. Zrobiłam sobie szybkie śniadanie, wypiłam kilka łyków kawy i wybiegłam z domu. Jestem już spóźniona. Mam nadzieję, że Nate nie będzie zły... Wsiadłam do taksówki i już za chwilę byłam na miejscu. Kierowca mi się udał, jechał skrótami... Wbiegłam do budynku, przywitałam się z ochroniarzem, z którym czasem wyjdę na papierosa i pobiegłam do biura szefa. Bez pukania weszłam do gabinetu i zaczęłam się tłumaczyć:
- Nate, przepraszam cię bardzo, od rana mam problemy z psychiką, wybaczysz psychopatce? - zapytałam robiąc maślane oczy.
- Ostatnio masz te problemy zbyt często - zaczął poważnym tonem. - Holly, teraz nie mam czasu. Przyjdź w porze lunchu, muszę z tobą poważnie porozmawiać.
- Nate...
- Idź, przeszkadzasz mi... - skończył i otworzył mi drzwi, dając do zrozumienia, że czas na mnie.
Czy ten dzień może się już skończyć?! Nie! Bo dopiero się zaczął! Cholerka... Podeszłam wolnym krokiem do swojego biurka i ciężko opadłam na krzesło. Włączyłam komputer. Zadania na dziś. Kurde! Plakaty promujące płytę One Direction. Czy ja, do cholery, znajdę dzisiaj choć odrobinę spokoju?! Nie? To zajebiście!
Biorę się do pracy. Najpierw zdjęcie. O żesz! Ile ich jest?! Dobra, to w takim razie później. Albo pojadę do nich i pomogą mi coś wybrać. Tekst... Też później. A co teraz? Papieros! Tak!
Wstałam, zwinęłam z oparcia krzesła torebkę i ruszyłam w stronę wyjścia dla personelu. Teoretycznie nie powinnam tamtędy chodzić, ale ugadałam się z odpowiednią osobą, więc mogę tam robić co zechcę. Przeszłam przez szerokie drzwi i wyszłam na dwór. Oparłam się plecami o nagrzaną od słońca ścianę i odpaliłam papierosa. Muszę coś zrobić. To znaczy z moją pracą. Co jeśli Nate mnie wywali? Mam jeszcze pół godziny do spotkania z nim, a to wcale nie jest zbyt wiele czasu. Cóż, jeśli trzeba będzie, padnę na kolana i będę go błagać o litość.
20 minut później stałam już przed jego gabinetem. Drżałam ze strachu i zdenerwowania. Co tam drżałam, wyglądałam jakbym dostała ataku padaczki! A Nate'owi się nie spieszyło. Szedł powoli korytarzem w moją stronę, nawet na mnie nie patrząc. Podszedł do drzwi i otworzył je przede mną. Weszłam do środka i stanęłam sztywno przed jego biurkiem.
- Usiądź - powiedział i sam usiadł na swoim wielkim i z pewnością bardzo wygodnym fotelu.
***
Z biura Nate'a dosłownie wybiegłam. Dał mi wolne na dziś, więc nie czekając chwili wyłączyłam służbowy komputer i wyszłam z budynku firmy. Nie wiedziałam jak czuć się w tej sytuacji. Wiem tylko, że muszę koniecznie szybko jechać do chłopaków i pogadać z Jerrym. Złapałam taksówkę i wpakowałam się do niej nie oglądając się za siebie. Nie wiem, co mam w tej sytuacji zrobić. Wszytko we mnie wrzało, twarz miałam czerwoną, a moje ręce drżały. Co chwila mruczałam coś do siebie, przez co kierowca spoglądał na mnie co jakiś czas z zainteresowaniem i chyba zażenowaniem.
Minęło jakieś pół godziny zanim pojazd zatrzymał się przed domem zespołu. Szybko zapłaciłam, wysiadłam i zapukałam do drzwi. Otworzył mi nie kto inny jak Zayn. Wpuścił mnie do środa i po krótkim "cześć" uciekł schodami na górę. Zdezorientowana udałam się w stronę salonu, gdzie na kanapie siedział Jerry, a na podłodze, na przeciwko siebie siedzieli Niall i Harry. Blondyn z otwartą buzią czekał, by pochwycić w usta rzuconą przez Harry'ego żelkę. Gdy mu się nie udało, zawył z wściekłości i dopiero kiedy mnie zobaczył ucichł i uśmiechnął się szeroko.
- Witamy w naszych skromnych progach. Czym możemy Pani służyć?! - krzyknął Irlandczyk wstając z podłogi.
- Cześć Niall - przywitałam się dając mu buziaka w policzek. - Cześć Harry. Jerry, do kuchni - dodałam.
- Serio? Ja też tęskniłem, siostra! - zawołał ironicznie, ale podniósł się z kanapy i ruszył w moją stronę.
- To coś poważnego, czy możemy poprzeszkadzać? - zapytał Curly z ewidentną nadzieją w głosie.
- Nie wtrącaj się, Harry. Nie teraz. Zawołam was jak coś - odpowiedziałam, niezbyt miło i wyszłam ciągnąc za sobą Jerry'ego.
Weszliśmy do kuchni i usiedliśmy przy stole. Chłopak wpatrywał się we mnie z zaciekawieniem i chyba zmartwieniem w oczach. Ja natomiast siedziałam i nie wiedziałam od czego zacząć. Przeczuwając, o co chcę zapytać, Jerry powiedział:
- Wszystko z nim OK. Tylko Tracy zabroniła mu się z tobą spotykać.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Nie spodziewałam się miłego powitania ze strony mulata, ale wiadomość o tym, że nie może przebywać ze mną w jednym pomieszczenia zmieszała mnie z ziemią.
- To dobrze - odpowiedziała zachrypniętym głosem.
- Dobrze? Jaja sobie ze mnie robisz?! Ona jest jakaś pojebana! - wrzasnął na cały dom Jerry.
- Ciszej, bo zaraz przyjdzie i będzie awantura - powiedział wyłaniający się zza drzwi Niall.
- Nie podsłuchuj! - krzyknęłam oburzona.
- Serio myślałaś, że będziemy grzecznie siedzieć na kanapie zastanawiając się, o czym rozmawiacie? - zapytał ironicznie Harry, wychylając się zza blondyna.
- UGH!!! No dobra, chodźcie tu. - powiedziałam i przewróciłam oczami.
Weszli do kuchni i usiedli. Niall na krześle, a Harry na blacie.
- Dobra, słuchajcie...
***
- Nie powinnaś się tak tym przejmować. - powiedział Niall i uśmiechnął się do mnie szeroko, pokazując wszystkie swoje zęby.
- Ma rację, poradzisz sobie - dopowiedział Jerry wstając.
- No nie wiem. Gdzie idziesz? - zapytałam.
- Do tego kiepa. Jest ci chyba winien wyjaśnienia - odpowiedział i wyszedł nie oglądając się na nas.
- Super... - westchnęłam i schowałam twarz w dłoniach.
Nagle poczułam jak coś, a raczej ktoś dotyka mojego ramienia. Później drugie coś, lub ktoś dotyka drugiego ramienia. Nie wiedząc co się dzieje podniosłam wzrok do góry, a gdy tylko to zrobiłam zostałam ściśnięta w mocnym uścisku dwóch zidiociałych ludziów.
- Dzięki chłopaki, ale chyba jednak się wycofam - szepnęłam niemal niesłyszalnie.
- Zwariowałaś?! Nie mogłabyś zrobić niczego głupszego - powiedział Harry.
- To nie jest tylko moja decyzja - powiedziałam zdecydowanie głośniej i spojrzałam mu w oczy.
- Jest - powiedział Horan.
- Nie - teraz spojrzałam na niego. - Nie zrobię niczego, co mogłoby mu zaszkodzić.
- Holly! Nie zachowuj się jak głupia pipa!!! To twoje życie i on nie może decydować za ciebie. Weź się w garść, zepnij dupę i zrób to, co będzie dla CIEBIE najlepsze! - krzyknął Styles i klepnął mnie dość mocno w plecy.
- Dobra, dobra, ale nie bij! - zażartowałam i odpłaciłam się mu tym samym.
Jak to na tym okrutnym świecie bywa, musieliśmy skończyć tę pogawędkę, ponieważ do kuchni wszedł Zayn i Jerry. Brat kiwnął głową na chłopaków i wyszli zostawiając mnie sam na sam z mulatem.
- Dostałeś przepustkę - prychnęłam i spojrzałam Malikowi prosto w oczy.
- Daj spokój, Holly... - szepnął i odwrócił wzrok.
- Nie bądź śmieszny - powiedziałam.
- Ja śmieszny?! To ty do tego doprowadziłaś! To twoja wina! Gdybyś nie naskoczyła na tę dziewczynę w restauracji, a później na tego dziennikarza, to nie byłoby problemu - krzyknął wytykając mnie palcem.
- A więc tak myślisz? - zapytałam z niedowierzaniem. - Dobra! To widzimy się niedługo! - krzyknęłam i wyszłam z pomieszczenia trącając go po drodze.
Pożegnałam się z chłopakami i bratem, dałam buziaka Eleanor, która zeszła akurat na dół po coś do picia i wyszłam. Chce wojny, to będzie ją miał. Podjęłam decyzję... A on mnie sprowokował. Czas, START!!!
xoxo Holly!
Subskrybuj:
Posty (Atom)