poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 18

          Kilka dni po wyjeździe chłopaków czułam się jeszcze dobrze. Po miesiącu byłam już wrakiem człowieka. Siedziałam sama w domu. Przeniosłam się do swojego małego mieszkanka, bo w domu One Direction nie mogłam już wytrzymać. Brak jakichkolwiek obowiązków doprowadził do tego, że całymi dniami leżałam na łóżku i oglądałam filmy, które i tak nie wnosiły do mojego życia nic nowego, a wręcz przeciwnie - odciągały mnie od panującej rzeczywistości.
          Dziś jednak przyszedł dzień wyjścia z domu. Zawołałam taksówkę i wsiadłam do niej. Powiedziałam kierowcy, gdzie ma jechać i otworzyłam podręczny kalendarz. To już 44. dzień bez chłopaków, przede wszystkim Zayn'a. No i Jerry'ego. 20 minut później wysiadłam z pojazdu i przeszłam, a raczej przekuśtykałam do wnętrza ogromnego budynku. Doczekałam się! Dziś zdejmą mi gips. Pielęgniarka zaprowadziła mnie na drugie piętro i zostawiła przed gabinetem doktora, który zajmował się mną ponad miesiąc temu. Nie czekałam długo, kiedy drzwi otworzyły się i weszłam do środka.
- Jak się pani czuje? - zapytał - Noga ciągle boli?
- Nie, wszystko jest dobrze. Nie nadwyrężałam jej za bardzo - uśmiechnęłam się delikatnie. W głowie miałam jednak tylko jedną myśl: "nie gadaj tyle, tylko zdejmij to gówno ze mnie!"
- W takim razie, zobaczmy co tam się dzieje - powiedział i zabrał się do pracy.
          Lekarz zdjął gips, obejrzał nogę i z zadowoleniem pokiwał głową.
- Wydaje się zdrowa, ale zrobię pani jeszcze prześwietlenie. Nie musi się pani martwić, takie badanie mogę zrobić na miejscu.
Pokiwałam głową i zrobiłam co mi kazał.
          Pół godziny później stałam już na parkingu przed szpitalem. Bez gipsu! Chociaż to poprawiło mi trochę humor. Niestety wiąże się to z końcem leniuchowania. Jutro muszę wrócić do pracy. Tymczasem jednak udałam się do pobliskiej kawiarni. Zamówiłam kawę z mlekiem i kawałek jabłkowej tarty. Rozsiadłam się w fotelu obok okna i czekając na zamówienie pogrążyłam się w milionie myśli, wiercących mi dziurę w głowie. Nie zauważyłam nawet kiedy podszedł kelner. Gadał coś do mnie, ale nie zwracając na niego uwagi, uparcie wpatrywałam się w ruchliwą ulicę. W końcu odszedł, a ja wzięłam się za jedzenie i picie kawy.
          W głowie miałam tylko jedną myśl: tęsknię. I to tak strasznie! Od kilku dni Czarnowłosy nie daje znaku życia. I co ja mam z nim zrobić? Nawet jeśli bardzo się denerwuję i mam ochotę być na niego zła - nie potrafię. Chciałabym, by był teraz ze mną, przytulił mnie i powiedział, że jest. Tylko tyle. Czy to tak wiele? Najwidoczniej tak. A najgorsze jest to, że nie mogę mieć mu tego za złe. Wiedziałam na co się godzę. Wiedziałam, że praca, sława, koncerty, nie pozwolą mi z nim być na normalnych, zwyczajnych warunkach. Nie spodziewałam się jednak, że będzie to aż tak trudne. Nie mogę znieść myśli, że jest tak daleko. Poza moim zasięgiem.
          Spojrzałam na stolik i wzięłam się za jedzenie ciasta. Uregulowałam rachunek i ruszyłam do wyjścia. Po drodze do domu weszłam jeszcze do sklepu po coś na kolację i wsiadłam do taksówki. I znów to samo. Stanęłam  progu mieszkania i spuściłam głowę. Co za szarość. Muszę coś zrobić, bo inaczej zwariuję z braku czegokolwiek do roboty. Może teraz, gdy nie mam tego nieszczęsnego gipsu, uda mi się przekonać Nate'a, bym mogła wrócić do pracy. Tak przynajmniej czas leciałby może trochę szybciej.
          Od przeszło miesiąca nie czułam nic poza tęsknotą. Czas wziąć się za siebie, bo jeszcze trochę i będzie mi potrzebny lekarz. Postanowiłam zadzwonić do Nate'a. Na szczęście nie musiałam długo czekać. Odebrał po kilku sygnałach.
- Cześć Holly. Mów szybko o co chodzi, bo nie mam zbyt wiele czasu. - zaczął.
- Hej Nate. Zdjęli mi dzisiaj gips. Chciałabym wrócić do pracy. Okrutnie mi się nudzi. Nie mam już siły siedzieć w domu...
- Holly, powinnaś jeszcze odpoczywać. Twoje zwolnienie jest ważne jeszcze dwa tygodnie. Nie mogę go tak po postu zawiesić. Jeśli bardzo chcesz, mogę je skrócić o tydzień, ale więcej nie dam rady...
- Ahh... No jasne. Nie ma sprawy! Jakoś wytrzymam...
- Nie martw się, niedługo wrócą! Pozdrów Jerry'ego kiedy będziesz z nim rozmawiać.
- Pewnie... To do zobaczenia za tydzień, Nate! - powiedziałam i rozłączyłam się.
A było już tak blisko...
          Co robić, żeby nie zwariować?! Cóż... Aż tak kreatywna w tej chwili nie jestem. Opadłam na kanapę i zdjęłam buty. W sumie poszłabym gdzieś potańczyć. Ale sama? Grr... Wszystko przeciwko mnie! Dlaczego ten świat jest tak okrutny?!
          Nagle usłyszałam wibrację telefonu. Rzuciłam się na niego jak wygłodniały wilk na owcę. Może to Zayn! Spojrzałam na wyświetlacz i poczułam (choć nie powinnam) rozczarowanie.
- Halo? - odebrałam.
- Cześć mała, czemu się nie odzywasz?! Nie rozmawiałyśmy już chyba całe wieki! - odezwał się głosik mojej przyjaciółki.
- Hej Emily... Przepraszam... Tak jakoś to wszystko wyszło. Mam tyle wolnego, że nie wytrzymuję już z samą sobą. Nie mam nawet do kogo się odezwać.
- To czemu nie dzwonisz, głupia pałko?! Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć! - krzyknęła z wyrzutem.
- Wiem wiem... - mruknęłam. - Po prostu czuję się wypompowana. Potrzebuję jakiegoś kopa, bo wrosnę w łóżko, albo skamienieję czekając na miłość. Chyba zaczynam świrować...
- Chyba tak, to gadanie o czekaniu na miłość do ciebie nie pasuje... Co się stało ze starą Holly, która po prostu szła do klubu i tańczyła całą noc, wyliczając, z którym facetem jeszcze musi zatańczyć?! Ogarnij się bekso! - znów na mnie krzyczy!
- Dobra dobra mądralo! Zejdź już ze mnie i lepiej powiedz mi, jak idzie ci z Jerry'm? - zmieniłam szybko temat na mniej dla mnie drażliwy.
- Nie denerwuj mnie! Stoi w miejscu! Ostatnio mi powiedział, że zastanawia się nad powrotem do Steph! Mam już tego dosyć. Wyłożę się na to i tyle! Nie będę na każde jego zawołanie! - zbulwersowała się.
- No i słusznie. Co za debil! Jak on może chcieć do niej wrócić?! To przecież do dupy pomysł! Tyle co on przez nią wycierpiał, a ten jeszcze powrotów chce. Co za głąb! - ja również się zdenerwowałam.
- No nie zaprzeczę. A tak poza tym, to co u ciebie? Kiedy się zobaczymy? - zapytała już spokojniejszym głosem.
          I właśnie w tym momencie do głowy wpadł mi wręcz genialny pomysł! Skoro nie mam nic do roboty...
- Niedługo będę! Mam jeszcze tydzień wolnego. To chyba dobry moment na odwiedzenie rodziny, nie?!
- Taaak!!! - krzyknęła udając małą dziewczynkę. - To pakuj się i chcę cię widzieć najpóźniej jutro w domu! Zadzwonię do mamy!
- Ok... Papapa! - rozłączyłam się.
          Wspominałam już, że Emily mówi do moich rodziców "mamo" i "tato"? Nie? No to wspominam. Nastawiona już nieco bardziej pozytywnie do życia wstałam z kanapy i ruszyłam do garderoby. Zdjęłam z szafy walizkę, położyłam ją na środku pomieszczenia i otworzyłam jak tylko można najszerzej. podchodziłam kolejno do wieszaków i półek i ściągałam z nich potrzebne rzeczy, po czym wrzucałam je do walizki. Na koniec spakowałam kosmetyki i było już po wszystkim. Włączyłam komputer i sprawdziłam najbliższy pociąg. Za godzinę. Idealnie. Jeśli nie będzie korków zdążę jeszcze pójść do sklepu, żeby kupić jakąś gazetę i trochę przekąsek. czekają mnie 3 godziny jazdy. Ale przynajmniej nie będę już sama. Wrócę do domu.
          Ruszyłam z walizką do wyjścia. Zamknęłam drzwi na klucz i weszłam do windy. Zjechałam na dół, dzwoniąc w tym samym czasie po taksówkę. Nie musiałam czekać długo. Wsiadłam i ruszyłam na dworzec. Byłam tam jakieś pół godziny później - zupełnie tak ja przypuszczałam. Zapłaciłam kierowcy i ruszyłam w stronę kas biletowych. Na szczęście nie było długich kolejek. Przede mną były tylko dwie osoby, co oznaczałoby, że nie powinnam mieć problemu.
          Trzymając w ręku bilet, paczkę czipsów i napój, poszłam na peron. Do pociągu zostało mi tylko 10 minut. Na szczęście było ciepło, więc nie musiałam marznąć w oczekiwaniu. Usiadłam na ławce i zwróciłam twarz prosto w stronę grzejącego słońca. Nie zdążyłam się nim jednak nacieszyć, bo poczułam delikatne stukanie w ramię. Obróciłam twarz i ujrzałam małą dziewczynkę. Miała może 10 lat.
- Coś się stało? - zapytałam z uprzejmością.
- Ty znasz Zayn'a? Widziałam cię kiedyś w gazecie... - powiedziała cichym głosem.
- Yyy... Ta... Poznałam go, ale nie utrzymuję z nim kontaktu... - bąknęłam. Musiałam kłamać, mimo, że bardzo tego nie lubiłam. Chcieliśmy trzymać to w tajemnicy. Nie zna tej dziewczynki. Co jeśli powiedziałaby coś komuś nieodpowiedniemu?
- Aha... Jestem jego wielką fanką. Mam na imię Melanie. Możesz mu przekazać, że bardzo go kocham? Oczywiście jeśli go spotkasz... - spojrzała na mnie swymi dużymi oczyma nie pozwalając w ten sposób odmówić. Miała w sobie tyle nadziei...
- No pewnie - odpowiedziałam. - Chodź, zrobimy sobie zdjęcie. Jak go spotkam to pokażę mu twoją śliczną buzię!
          Wyciągnęłam z kieszeni telefon, objęłam dziewczynkę ramieniem i zrobiłam zdjęcie. Dziewczynka pożegnała się i uciekła. Śledziłam ją wzrokiem. Podbiegła do jakiejś kobiety, która pewnie jest jej mamą. Była bardzo uboga. Ubrana w stare i brudne ubrania, włosy miała poplątane, a stan jej butów wskazywał na to, że mają już wiele lat. W ułamku sekundy poczułam podziw dla tej małej. Ma na pewno bardzo trudne życie, ale ma w sobie tyle nadziei, radości i sympatii, że nawet dzieci, których życie usłane jest różami nie są w stanie sobie tego nawet wyobrazić. Uśmiechnęłam się jeszcze do Melanie, która pomachała mi ręką na pożegnanie, odwróciłam się i weszłam do pociągu, który zdążył już podjechać.
           Pełna pozytywnych emocji, którymi naładowała mnie mała Mel, ruszyłam w podróż do rodzinnego domu. Do moich rodziców i najlepszych przyjaciół. Do siebie...



*****
Trzy miesiące. Nieco długo. Miałam na ten rozdział pełno pomysłów i po prostu nie mogłam się zdecydować. W końcu nie wybrałam żadnego i wymyśliłam coś zupełnie innego, "na żywca". Wiem, że dużo obiecuję, ale postaram się dodawać rozdziały częściej. Tymczasem jest już osiemnasty! Mam nadzieję, że wam się spodoba! Do następnego! :*

sobota, 14 września 2013

Rozdział 17

          Obudziło mnie chrapanie. Potrzebowałam chwili, aby przypomnieć sobie, co zdarzyło się poprzedniej nocy. Na samą myśl na mojej twarzy zagościł uśmiech. Powiększył się, gdy zdałam sobie sprawę, że właśnie leżę w objęciach niewiarygodnie przystojnego mężczyzny, idola niezliczonej ilości dziewczyn z całego świata, który całkowicie zawrócił mi w głowie. W mojej wyobraźni zagościł nagle obraz tysięcy fanek trzęsących się z zazdrości. Zachichotałam.
          Wyczuwając ruch mojej klatki piersiowej na swoim lewym boku, Zayn odwrócił się do mnie przodem i zamknął w żelaznym uścisku. Chwilę później znów czułam jego miarowy oddech i ciepłe powietrze ogarniające moje czoło. Z rozkoszy zmrużyłam oczy i postanowiłam delektować się tą chwilą jak długo będę mogła. Wtuliłam się mocniej w rozgrzane ciało chłopaka i zaciągnęłam się jego zapachem. W tym momencie byłam najszczęśliwszym człowiekiem na całym świecie.
          Chwila ta została jednak brutalnie przerwana, gdy do pokoju wparował Jerry.
- Holly, wstawaj! Zgubiliśmy... - przerwał, gdy zobaczył mnie w ramionach śpiącego Zayn'a. Uniosłam delikatnie głowę i położyłam palec na usta, by dać znać bratu, aby zachowywał się ciszej.
- Co? - szepnęłam.
- Znalazłem - odpowiedział i wskazał palcem bruneta. Zaśmiałam się krótko, po czym wróciłam do poprzedniej pozycji.
- Musimy jechać - powiedział Jerry i wycofał się z pokoju.
          Westchnęłam cicho. No tak! Trasa! Z niemałym trudem wyswobodziłam się z uścisku Zayn'a i delikatnie złożyłam pocałunek na jego prawym policzku. Zamruczał chrapliwie, niezbyt przejmując się pieszczotą. Pochyliłam się jeszcze raz całując powoli linię jego szczęki, kierując się w stronę ust. Przez chwilę wydawało mi się, że się poruszył. Przeniosłam się z pocałunkami na odsłoniętą szyję, a dłonią przejechałam po nagim brzuchu, kreśląc niewidzialną linią od piersi do pępka.
          Nagle poczułam silny uścisk na nadgarstkach i nie wiem nawet kiedy znalazłam się pod chłopakiem. Zmiana pozycji i gwałtowność ruchów bruneta wywołała u mnie dreszcze. Spojrzałam w kakaowe, błyszczące oczy, których nieziemsko przystojny właściciel zawisł nade mną i z rozbawieniem mi się przyglądał.
- Chcesz mnie zdenerwować? - zapytał lekko jeszcze zachrypniętym, zaspanym głosem.
- Nie... - szepnęłam przysuwając swą twarz do jego. - Budzę cię.
- Twoje sposoby bardzo mi się podobają - odpowiedział zacieśniając przestrzeń między nami i dociskając mnie do materaca.
          Swój wzrok skierował na moje nieco spierzchnięte usta, a później na szyję i dekolt. Złożył delikatny pocałunek w okolicy mojego obojczyka, by następnie szepnąć mi do ucha:
- Rozjuszyłaś mnie tą pobudką.
          Na moje policzki wystąpił róż. Poczułam suchość w ustach i głośno przełknęłam ślinę. Po moim ciele przeszedł dreszcz. Musiał to wyczuć, bo szeroko się uśmiechnął i delikatnie pocałował mnie w policzek. Nie poprzestał jednak na tym. Puścił moje nadgarstki i przeniósł ręce na talię. Poczułam jak zaciska swoje palce na mojej nieco za dużej koszulce i powoli unosi ją do góry. Oprzytomniałam szybko.
- Musisz jechać... - powiedziałam.
          Westchnął. Wciąż klęcząc, usiadł na stopach i zwiesił głowę.
- Zayn... - usiadłam i uniosłam jego podbródek, by spojrzeć mu w oczy. - Nie musisz się martwić... Poczekam tu na ciebie, bez względu na to, ja długo ma to potrwać - powiedziałam łapiąc go za ręce.
- Dlaczego? - zapytał ze smutkiem w głosie - ja nie poczekałem, kiedy tego potrzebowałaś.
          Na twarzy chłopaka widać było malujące się wyrzuty sumienia. Zrobiło mi się go żal. położyłam się, ciągnąc go za ręce. Po chwili położył się z powrotem na mnie, a ja otoczyłam ramionami jego szyję i przytuliłam mocno.
- Nigdzie się nie wybieram - szepnęłam mu do ucha.
- Cieszę się, że cię poznałem, Holly - wymruczał i pocałował mnie w zagłębienie szyi.
- Ja też się cieszę... - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do siebie.
          Leżeliśmy tak wtuleni przez chwilę, jednak czas naglił, a godzina wyjazdu zbliżała się niemiłosiernie szybko. W pewnym momencie Zayn wstał, uśmiechnął się smutno i wyszedł. Ja natomiast wstałam i spoglądając za okno w celu sprawdzenia pogody, postanowiłam się ubrać. Wybrałam ubranie [KLIK] i ociągając się, poszłam do łazienki. Ubrałam się więc, umyłam zęby i delikatnie pomalowałam oczy. Nie mam nastroju na strojenie się...
          Wyszłam z pokoju i skierowałam się w stronę schodów. Zeszłam na dół i poszłam do kuchni. Siedzieli tam już wszyscy, poza Zayn'em, rozentuzjazmowani jak jeszcze nigdy (jeśli to w ogóle możliwe). Niall marudził, że nie mogą jeszcze wyjechać, bo się nie najadł, za co oberwał od Styles'a kawałkiem żółtego sera, krzyczącego przy tym "to żryj szybciej, Irlandczyku jeden". Louis śmiał się na cały głos z żartu Jerry'ego, a Liam, jak to Liam, próbował ogarnąć całe towarzystwo i zmusić ich do dokończenia śniadania i wpakowania się do busa, którym mają jechać. Usiadłam na przeciwko brata, który posłał mi pełen zrozumienia, pocieszający uśmiech. Wiedział, że nie jest mi łatwo. Nie potrzebował do tego żadnych moich zwierzeń. Znał mnie na tyle dobrze, że w mgnieniu oka potrafił zorientować się, że coś jest nie tak, jak powinno.
          Przed nosem pojawił mi się talerz z jajecznicą, przyniesiony przez Liam'a. Wzięłam do ręki widelec i zaczęłam jeść. W innym momencie pewnie bym się ucieszyła, że dostałam śniadanie, nawet o nie nie prosząc, ale teraz nie miało to żadnego znaczenia. Zostanę tu sama. Zdana tylko na siebie. Jak dobrze, że istniał kiedyś ktoś, kto wymyślił internet. Kimkolwiek jest - chwała mu za to! Chociaż w ten sposób będę mogła kontaktować się z Zayn'em i resztą.
          Usłyszałam odsuwające się krzesło i ciepłą dłoń na moim udzie. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam ciemnobrązowe oczy. Nie patrzyły na mnie. Wiedziałam jednak, że ich właściciel nie myśli o niczym innym, tylko o mnie. Zdradził go rumieniec i delikatny uśmiech. Przelotne spojrzenie, które mi posłał mówiło więcej niż tysiąc słów. Jemu też nie jest łatwo. Oboje dobrze jednak wiemy, że w tej sytuacji nie ma mądrych. Nie wygramy. On musi jechać, ja nie mogę. Muszę zostać i po prostu tu na niego czekać.
          Spoglądałam co chwila jak je. Wyczułam jego zdenerwowanie. Złapałam go za dłoń i splotłam nasze palce. Spojrzał na mnie. Głęboko w oczy. Uśmiechnęłam się delikatnie i pocieszająco, by choć trochę dodać mu otuchy. Na jego twarzy pojawiła się ulga.
          W końcu wszyscy się najedli (tak - Niall również, choć jemu zajęło to znacznie więcej czasu) i nadeszła chwila pożegnania. Ustawili się w rządku drzwiami wejściowymi. Zayn ustawił się na samym końcu, niszcząc tym samym plan Jerry'ego, któremu najprawdopodobniej zajął ostatnie miejsce w kolejce. Podeszłam do pierwszego (Lou) i mocno przytuliłam, następnie pożegnałam w ten sam sposób kolejno Harry'ego, Niall'a i Liam'a. Podchodząc do brata poczułam silny ścisk w żołądku. Pierwszy raz będzie tak daleko. Zapiekły mnie oczy i wypłynęła z nich jedna, pojedyncza łza, szybo starta przez Jerry'ego. Porwał mnie w ramiona i mocno przytulił. Przez chwilę myślałam, że mnie udusi, ale w krytycznym momencie rozluźnił uścisk i wyszeptał mi do ucha:
- Będę go pilnował. Siebie też, ale może trochę mniej.
          Zaśmiałam się. Nic nie mówiąc podeszłam do Zayn'a. Uśmiechał się. Nie wiem czemu. Osobiście chciało mi się płakać, nic dziwnego więc, że dziwnym wydawał mi się wtedy jego szeroki uśmiech. Przytulił mnie mocno, ale krótko.
- Narazie nic nie mówmy. Zrobimy tym durniom niespodziankę przy najbliższym spotkaniu - szepnął.
- Niech będzie - powiedziałam. - To do zobaczenia, chłopaku...
- Do następnego, dziewczyno - odpowiedział i odsunęliśmy się od siebie.
          Cofnęłam się dwa kroki do tyłu i patrzyłam jak pakują się do busa. W momencie, w którym zatrzasnęły się drzwi pojazdu, po moich policzkach spłynęły łzy. Samochód ruszył i już po chwili zniknął z mojego pola widzenia. Nie wiedząc co ze sobą zrobić usiadłam na schodkach prowadzących do wnętrza budynku i schowałam twarz w dłoniach. Poczułam wibracje w kieszeni. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i przeczytałam wiadomość:
Zayn: Nie płacz, bo się wrócę!
Nie czekając odpisałam:
Ja: Nie prowokuj, bo jeszcze zrobię fosę wokół domu...
Zayn: Bądź silna!
Ja: Ty też. Trzymaj się i nie puszczaj...
Zayn: Obiecuję!
          Schowałam urządzenie do kieszeni, podniosłam się i weszłam do nienaturalnie cichego, opustoszałego domu.



***
W końcu! Coś w końcu udało mi się napisać. Przepraszam za tak długi czas i za ten mój brak weny i czasu, ale nic na to niestety nie poradzę. Na szczęście wzięło mnie dziś na dokończenie rozdziału i mam pomysł na kolejny, więc już zaczynam pisać. Kiedy się pojawi - nie wiem! Ale mam nadzieję, że nie za miesiąc, tylko zdecydowanie szybciej :)

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 16

          Od tamtej rozmowy nie widziałam się już z Zayn'em. Kilkanaście godzin biłam się z myślami. Wiedziałam, że to wszystko nie było winą Zayn'a. Była ona nasza - wspólna. Oboje coś zawaliliśmy, a jedynym wyjściem jest naprawienie tego wspólnymi siłami. Jeśli chodzi więc o jego przeprosiny - tak, wybaczyłam mu. Doszło to do mnie jednak późno w nocy. Nie chcąc go budzić, postanowiłam napisać mu o tym w sms'ie, mając nadzieję, że odbierze go dopiero jutro w samolocie do Ameryki. Tak - wyjazd jutro, rano. Co ze mną? Zostaję! Przynajmniej będę miała dużo czasu na przemyślenia.
          Gdy wysłałam już tę wiadomość, na moim sercu zrobiło się zdecydowanie lżej. Z czystym sumieniem zasnęłam snem błogim i spokojnym.

***

          Obudziło mnie delikatne łaskotanie. Z ciągle zamkniętymi oczami postanowiłam wybadać sprawę. Poczułam dobrze mi znane, miękkie wargi przesuwające się po szyi i wzdłuż lini szczęki. Po moim ciele przeszło milion dreszczy, zrobiło mi się gorąco. Bałam się otworzyć oczy. Bo co, jeśli to tylko sen?
- Co tu robisz? - wyszeptałam więc.
          Chłopak zamarł i odsunął się. Wiedziałam, że to zrobi, choć bardzo tego nie chciałam. Odwróciłam głowę i odważyłam się rozchylić powieki. Zobaczyłam piękną twarz Zayn'a, która wyrażała ból, tęsknotę i cierpienie. Takiego go kochałam. Był wtedy jak otwarta księga, którą tylko ja potrafię odczytać.
- Co się dzieje? - zapytałam.
          W tych ślicznych, ciemnokakaowych oczach pojawiły się łzy, które za chwilę wypłynęły na policzki. Na ten widok serce mi pękło na tysiąc kawałeczków. Przesunęłam się na łóżku i gestem nakazałam chłopakowi położyć się obok. Nie protestował. Wtulił głowę w zagłębienie mojej szyi i mocno objął mnie ramionami. Leżeliśmy tak bliżej nieokreślony, ale piękny czas. Nic nie mówiliśmy. Co chwilę słychać było tylko pociąganie nosem Zayn'a. W końcu jednak chłopak podniósł się i usiadł. Westchnął głośno, opanowując łzy i złapał się za głowę.
- Już nie mogę - powiedział.
- Co się stało? -zapytałam.
- Potrzebuję cię - szepnął i odwrócił twarz w moją stronę.
          Usiadłam i położyłam dłoń na jego ramieniu. Zbliżyłam się i oparłam głowę na jego łopatce.
- Jestem tu...- powiedziałam zdecydowanym głosem.
- Chciałbym zostać z tobą. Nie chcę jechać! - szepnął.
- Chcesz! - odpowiedziałam.
          Ujęłam jego twarz w dłonie i patrząc prosto w oczy powiedziałam:
- Mówisz tak, bo jesteś smutny. Ta trasa to twoje marzenie. Nie odrzucaj tego! Musisz być silny, żeby osiągnąć to, czego chcesz.
          Przez chwilę wpatrywał się we mnie tym swoim hipnotyzującym spojrzeniem. Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Niektóre szczyty można zdobyć tylko razem, Holly... - powiedział tajemniczo. - Moje serce jest od teraz w twoich rękach. Proszę... - przerwał na chwilę, by sekundę później, patrząc mi prosto w oczy, wypowiedzieć słowa, które miałam zapamiętać na bardzo długo. - Zostaniesz moją dziewczyną?
          Moje serce rozdzierała czysta radość. Nie myślałam wtedy o konsekwencjach. W odpowiedzi przysunęłam się do niego tak blisko, że na policzku czułam jego ciepły oddech. Zadrżałam. Położyłam dłoń na jego ramieniu, a później powoli, czerpiąc niewyobrażalną przyjemność z dotyku jego miękkiej skóry, przesunęłam dłoń wzdłuż szyi, muskając po drodze kość obojczyka, aż w końcu dotarłam do zarumienionego nieco policzka. Nasze oddechy przyspieszyły. Czułam jak wychodzi mi gęsia skórka. Brunet mrużył oczy. Na jego twarz wystąpił ledwo zauważalny uśmiech i poczucie jakby ulgi.
          Musnęłam wargami brodę chłopaka, w okolicy ust. Wydał ciche jęknięcie i otworzył szeroko oczy, które nienaturalnie, ale pięknie błyszczały. Poznałam tę minę. Utkwiła mi w pamięci już dawno temu i pojawiała się w mych myślach przy każdym wspomnieniu dotyczącym Zayn'a. To pożądanie pomieszane z uczuciem, którym mnie darzył.
          Chłopak, nie czekając ani chwili uniósł mnie i posadził tak, że siedziałam na jego kolanach. Położył swoją dłoń na mojej szyi i przyciągnął ją, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku. Tak bardzo tego pragnęłam. Zayn działa na mnie jak narkotyk, a jego pocałunki i dotyk stanowią zbawienną jego dawkę.
          Pod palcami czułam napięte mięśnie ramion mulata. Chłopak wędrował dłońmi po moich plecach, kreśląc na nich przeróżne wzory. Te kilka minut zapomnienia przyniosło nam ogromną ulgę. Daliśmy upust wszystkim naszym emocjom, a napięcie między nami zelżało. Z wielką niechęcią oderwaliśmy się od siebie. Oboje czuliśmy tę blokadę, która nie pozwoliła nam posunąć się dalej. Jeszcze nie teraz. Wciąż objęci położyliśmy się na łóżku i długi czas leżeliśmy tak w milczeniu, wsłuchani w odgłos przyspieszonego bicia oszalałych z miłości serc.


***


Przepraszam, że tak krótko, ale uznałam, że rozdział powinien skończyć się właśnie w tym, a nie innym miejscu! Próbowałam dopisać coś jeszcze, ale sumienie mi nie pozwoliło, dlatego jest tylko tyle. 

Ps.: Nie lubię się o nic prosić, ale komentarzy ludzie, komentarzy! :D

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 15

          Czytałam właśnie jakiś podrzędny magazyn, gdy do mojego szpitalnego pokoju wszedł Jerry.
- Przyniosłem banany, ja prosiłaś - powiedział i położył owoce na szafce nocnej obok mojego łóżka i usiadł.
          Odłożyłam książkę i uśmiechnęłam się do brata. Przez te dwa dni, które spędziłam w szpitalu tylko on mnie odwiedzał. Zayn uciekł zaraz po postawieniu przez lekarza diagnozy. Wczoraj wpadła na chwilę Eleanor poinformować mnie tylko o swoim wyjeździe i pożegnać się. Posiedziała 15 minut i poszła. Jerry natomiast przychodził do mnie w każdej wolnej chwili, przynosił jedzenie, ubrania na zmianę, książki, itp. Raz nawet przyniósł trochę wódki i wypiliśmy po dwa kieliszki alkoholu. Kiedy dowiedział się o tym lekarz, brat dostał zakaz wchodzenia na teren szpitala. Jak więc się tu dzisiaj znalazł nie wiem, ale szczerze - boję się pytać!
- Chcę już stąd wyjść! - powiedziałam odwracając głowę w stronę okna i z tęsknotą patrząc na błękitne niebo.
- Już niedługo - pocieszył mnie Jerry, kładąc dłoń na moim ramieniu.
- Oby... - westchnęłam i zamknęłam oczy.
          Siedzieliśmy tak w milczeniu przez jakiś czas. Niestety zrobiło się późno i czas odwiedzin dobiegał końca, więc Jerry pożegnał się i wyszedł dokładnie się rozglądając, czy na korytarzu nie ma owego lekarza. Nie pytajcie!
          Niedługo po tym udało mi się zasnąć. Następnego dnia obudziłam się pełna energii. Usiadłam na łóżku i otwartą dłonią przejechałam po twarzy. Przebrałam się w czysty dres i czekałam na śniadanie. Posiłek przyniosła siwiejąca pielęgniarka. Wyglądałam na ok. 50 lat.
- Dziś o 14. dostanie pani wypis i wróci do domu. - oznajmiła, co przyjęłam z ogromnym entuzjazmem.
          Nie czekając ani chwili zadzwoniłam do Jerry'ego, by mu o tym powiedzieć. Ucieszył się równie mocno, co ja.
          Obiadu nie zjadłam. Ze zniecierpliwieniem czekałam, aż brat po mnie przyjedzie. Pojawił się ok. 13., pomógł mi spakować wszystkie rzeczy i przetransportował na wózku do samochodu pożyczonego od Harry'ego. Zamiast jednak skierować się w stronę mojego mieszkania, na skrzyżowaniu skręcił w prawo.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Myślisz, że pozwolę ci teraz mieszkać samej? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Zamieszkasz jakiś czas z nami, aż zdejmą ci gips i będziesz mogła normalnie funkcjonować.
- Jerry! Chcę wrócić do domu! Natychmiast! - wrzasnęłam i uderzyłam go w ramię.
- Nie ma mowy! Wszystko już załatwione. Nawet nie próbuj się kłócić! A uderz jeszcze raz, to ci oddam! - dodał widząc, że otwieram już usta, żeby coś powiedzieć i biorę zamach, by go walnąć drugi raz.
          Porzuciłam więc plany awantury. Dotarliśmy do domu chłopaków w niespełna 20 minut. Brat wniósł mnie do salonu i posadził na kanapie. Podał pilota do TV, którego od razu odrzuciłam na drugi koniec siedzenia, i poszedł do samochodu po moje rzeczy. Chwilę później wrócił i zaniósł torbę na górę.
          W międzyczasie w salonie pojawił się Harry. Ale nie był to byle jaki Harry - to był całkiem nagi Harry!
- AAAAAAA!!!!!!!!! - pisnął.
Przez chwilę próbowałam się powstrzymać, ale po chwili parsknęłam śmiechem.
- Jak baba - skwitowałam ostentacyjnie patrząc najpierw na jego przyrodzenie, a później prosto w oczy. - Przynajmniej jeździsz nie byle czym.
- Co się tutaj dzieje? - usłyszeliśmy pytanie, które zadał Zayn zatrzymując się w połowie schodów i patrząc z niedowierzaniem na nagiego Styles'a.
- Interesuje cię to? - zapytałam prosto z mostu. Przez chwilę na twarzy chłopaka można było dostrzec grymas, który oznaczał, że toczy jakąś wewnętrzną walkę.
- Nie - odpowiedział w końcu i nie patrząc już na nas poszedł do kuchni.
- O co tak właściwie wam poszło? - zapytał Styles i jakby nigdy nic usiadł obok mnie na kanapie.
- Harry! Wciąż jesteś goły! Ubierz się, albo chociaż zakryj, a nie świecisz mi tu golizną! - powiedziałam, na co chłopak sięgnął po poduszkę i zasłonił nią swojego przyjaciela.
- Sory, zapominam się. Nie sądziłem, że przyjedziecie tak szybko... - szepnął i spuścił wzrok.
- Zauważyłam - odpowiedziałam i roześmiałam się.
- Więc? Co z wami? - zapytał znowu.
- Harry, to nie jest dobre miejsce i czas...
- Nigdy nie jest - powiedział zawiedziony.
- Powiem ci, ale nie teraz...
- A kiedy?! Pojutrze wyjeżdżamy do USA! Koncerty same się nie zagrają!
- A co z Jerry'm? - zapytałam martwiąc się o swoje najbliższe miesiące.
- Jedzie z nami. Nie pojedziemy bez basisty! - odpowiedział. - A co?
- Co ze mną? Miałam z wami mieszkać dopóki nie zdejmą mi gipsu.
- Nie do mnie to pytanie, mała...
          Bezsilna opadłam na oparcie. Zostanę sama! Wrócę do domu i nie będzie nikogo... Tylko po co ta cała szopka z mieszkaniem u nich? Jedno jest pewne - Jerry ma przegwizdane! Zabiję go choćby gipsem na mojej nodze!
- O czym myślisz? - z transu wyrwał mnie głos wciąż nagiego Loczka.
- O tym, że UBIERZ SIĘ W KOŃCU!!! - krzyknęłam.
- Jenyy... No dobra... - mruknął i z niechęcią wstał, zostawiając poduszkę i jakby nic się nie stało, poszedł na górę.
- Co się drzesz? - z kuchni wyszedł Zayn i spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Nie twój biznes - odpowiedziałam i odwróciłam głowę w inną stronę. - Zajmij się lepiej swoją Tracy... - dodałam ciszej, mając nadzieję, że tego nie usłyszał.
- Ale... - zawahał się. - Ja nie jestem już z Tracy...
          Moje serce zabiło mocniej. Zamarłam. Przez chwilę myślałam, że żartuje, ale wtedy podszedł i usiadł w miejscu, które jeszcze przed chwilą zajmował Styles.
- Chciałem ci dzisiaj o tym powiedzieć... To znaczy... Miałem zamiar odebrać cię dziś ze szpitala, ale Jerry mnie ubiegł i...
- Dlaczego się tłumaczysz? - zapytałam cicho, przerywając mu.
- Chcę, żebyś wiedziała. - odpowiedział patrząc na mój profil. - Wiem, że to może głupie i absurdalne, bo narobiłem wiele złego, ale... - przerwała na chwilę - wciąż mi zależy...
- Masz rację, to głupie - powiedziałam spoglądając mu prosto w oczy.
- Przepraszam, Holly... Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz... - szepnął i wstał. Nie czekając na odpowiedź wyszedł z pokoju, zostawiając mnie całkiem samą.

środa, 31 lipca 2013

Rozdział 14

          Nowy dzień, nowy humor, nowe pomysły... Obudziłam się dziś wcześnie, ale nie czułam się zmęczona. Szybko się ubrałam [KLIK] i pomalowałam. Na śniadanie zrobiłam sobie jajecznicę i duży kubek kawy z mlekiem. Od samego rana zaczęłam przygotowania do imprezy. Muszę wyglądać nieziemsko. Włosy, paznokcie, ubranie! Plan działania ustalony i zaakceptowany przez wszystkich, poza Zayn'em oczywiście... Nie miałam zbyt dużo czasu. Muszę jeszcze po drodze zajechać do sklepu po jakiś alkohol.
          Dzień minął mi więc na przygotowaniach, a o 19 wyszłam z domu. Przeszłam przez ulicę i zatrzymałam taksówkę, która dowiozła mnie do dużego sklepu monopolowego. Zakupiłam potrzebny zapas i wróciłam do samochodu. 40 minut później stałam już przed domem chłopaków, w którym impreza już się zaczęła. Weszłam bez pukania (część planu) i od razu udałam się do kuchni. Idealnie! Zayn stał przy blacie, odwrócony do mnie plecami. Podeszłam do niego powoli i cicho i uderzyłam go ręką w ramię.
- Ah, to ty! Tak myślałem, poznałem po krokach. - powiedział i już odwrócił się by wyjść, ale zatrzymałam go, ciągnąc delikatnie za koszulkę.
- Zaczekaj. - powiedziałam.
- Na co? - zapytał niechętnie się odwracając.
- Chciałam przeprosić... No wiesz, za to wczoraj. Zachowałam się okropnie! strasznie mi głupio... - wyszeptałam patrząc mu w oczy.
- Jasne... Nie ma sprawy - powiedział.
- Nie gniewasz się? Nie lubię jak jesteś na mnie zły...
- Holly - zaczął i złapał mnie za ramiona. - Nie mieszaj mi w głowie! - syknął, odwrócił się i wyszedł.
           Stałam jak wryta. Jak może prosić mnie o to, skoro sam miesza w mojej głowie?! Muszę z nim jeszcze dzisiaj porozmawiać. Może poczekam aż trochę się spije, to wyciągnę z niego wszystko. Tak, wiem, to bardzo nieodpowiednie, ale skuteczne!
          Odstawiłam alkohol do lodówki i ruszyłam za chłopakiem. Weszłam do salonu, w którym pełno było ludzi. Odszukałam wzrokiem Jerry'ego i podeszłam do niego.
- Co jest stara? - zapytał.
- Gadałam z Zayn'em, ale póki co, nic konkretnego...
- Daj mu chwilę - powiedział. - A tymczasem zostaw niepotrzebne rzeczy u mnie i chodź się napić!
          Pokiwałam głową i ruszyłam na górę. Przeszłam do pokoju brata i rzuciłam na łóżko torbę i bluzę. Nie zastanawiając się długo, wróciłam na dół i zanim podeszłam do chłopaków, wstąpiłam do kuchni po szklankę i kieliszek. Lepiej być nie mogło! Tym razem w kuchni spotkałam Tracy!
- Hej - przywitałam się niepewnie.
Dziewczyna nawet nie spojrzała, odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi.
- Zaczekaj, Tracy! - krzyknęłam i dogoniłam dziewczynę.
- Czego chcesz? - zapytała oschle.
- Przeprosić - odpowiedziałam szybko. - Głupio mi z powodu tego, co stało się wczoraj. Zrozum, Zayn to mój przyjaciel i czy ci się to podoba, czy nie, tęsknię za nim. Wczorajsza akcja to taki akt desperacji. Przepraszam, nie powinnam było tego robić...
- Masz rację, nie powinnaś. - powiedziała i wyszła.
          No to z głowy. Przeprosiłam ich, teraz czas na Jerry'ego. Wyszłam z kuchni i spojrzałam znacząco na brata z dumą w oczach. Ten nie czekając ani chwili podszedł do Tracy i nawiązał z nią rozmowę. Odwróciłam od nich wzrok, żeby nie wydało się to podejrzane i podeszłam do Niall'a i Harry'ego.
- I coś ty dziewczyno wymyśliła?! - zaczął Harry wyciągając w moją stronę ramiona, w które od razu się wtuliłam.
- Urządziłam selekcję - odpowiedziałam wyrywając się i przytulając blondyna.
- Niezbyt mądrze! Uraziłaś nas! - powiedział naburmuszony Niall.
- Chciałam zobaczyć, któremu bardziej zależy - uśmiechnęłam się przepraszająco do obu i wzięłam butelkę wódki do ręki. - Kto pije?
- JA! - krzyknęli obaj i wystawili ręce z kieliszkami w moją stronę.
          Tak minęła mi większa część wieczoru. Wypiłam bardzo dużo, ale chyba nie tak dużo jak Zayn, który wchodził na jeden stopień schodów 10 minut. Chciałam podejść do niego i mu pomóc, ale drogę zagrodziła mi Tracy.
- Holly, możemy porozmawiać?
- Jasne... - powiedziałam i odeszłam z brunetką na bok.
- Nie uda ci się to - powiedziała zatrzymując się gwałtownie i stając przede mną.
- Ale co? - zapytałam lekko zbita z tropu.
- Jerry powiedział, że wciąż zależy ci na Zayn'ie.
- Ta, i co?
- Jest mój! - krzyknęła. - Nawet nie próbuj mi go odbić!
- Taa... Chwilowo wymknął mi się z rąk, ale to tylko kwestia czasu, kiedy znowu będzie mój. - powiedziałam mrużąc oczy ze zdenerwowania.
- Śnisz!
- Nie, to ty żyjesz w bajce... Tylko, że twoja bajka nie skończy się dobrze. Książe cię opuści! - powiedziałam z zawiścią.
- Nie byłabym tego taka pewna. Nie jesteś go warta. Takie nic! On jest gwiazdą, a ty robisz mu reklamy... Myślisz, że cię chce?! Zapomnij! Żebyś chociaż ładna była! Wracaj lepiej do swojego miasteczka, zanim całkiem się zbłaźnisz!
          Nie wiedziałam co powiedzieć. Laska zmieszała mnie z błotem. Nie mówiąc nic odwróciłam się i odeszłam. Chciałam jak najszybciej wyjść z tego domu. Poszłam w stronę schodów i zaczęłam się po nich wspinać. Na moje nieszczęście, albo też szczęście, potknęłam się  ostatni stopień i wylądowałam na podłodze. Poczułam silny ból w kolanie. Do oczu napłynęły mi łzy, a za chwilę strumieniami lały się po policzkach i szyi. Uniosłam się lekko na łokciach i poczułam jak ktoś pomaga mi wstać. Próbowałam stanąć, ale zachwiałam się na nogach i poleciałam w dół. W ostatniej chwili ktoś mnie złapał i i wziął na ręce. Zamarłam.
          Piękne, duże, kakaowe oczy utkwione w moich. Nos koło nosa. Ciepły oddech na policzku i miliony dreszczy przebiegających wzdłuż mojego kręgosłupa.
- Nic ci nie jest? - zapytał zachrypniętym głosem.
- Nie wiem - odpowiedziałam szeptem.
- Nie możesz chodzić, to oczywiste, że coś ci jest - powiedział.
- Nieistotne...
          Chłopak uśmiechnął się i ruszył w stronę swojego pokoju. Wszedł, ramieniem zapalił światło i usadził mnie na łóżku. Nie zważając na moje protesty, złapał moją nogę i obejrzał ją dokładnie.
- Musimy jechać do lekarza.
- Zawołaj El, ona miała dzisiaj nie pić, może mnie odwieźć.
- Ja pojadę...
- Jesteś pijany, widziałam jak wchodziłeś po schodach - zaprotestowałam.
- Przynajmniej nic sobie nie zrobiłem! - zaszydził. - I udawałem. Chciałem wcześniej iść spać.
- Czemu? - zapytałam.
- Żeby już cię dziś nie spotkać. - powiedział patrząc mi w oczy, na co się zarumieniłam i lekko zmieszałam. - No i mam dość Tracy i jej gadania...
- Czemu mnie unikasz? - zapytałam, na co chłopak odłożył delikatnie moją nogę, co i tak zabolało i podszedł do szafy.
- Bo nie ufam sobie, kiedy jesteś blisko - powiedział, zakładając bluzę i biorąc drugą do ręki.
- Co to znaczy? - zapytałam, z lekką irytacją i zaciekawieniem.
- Nie pytaj, ubieraj się - powiedział i rzucił we mnie bluzą.
          Nie pytając - jak prosił - założyłam pachnącą nim bluzę i spróbowałam się podnieść, ale padłam na łóżko jęcząc z bólu. Zayn natychmiast podbiegł i chyba nie wiedział co zrobić, bo raz dotykał mojej nogi, a później policzka i rąk. Wziął mnie w końcu na ręce i wyniósł z pokoju. Zszedł po schodach i wszedł w istne piekło. Dziesiątki gapiów spoglądało na nas i rozmawiało po cichu między sobą, chichocząc cichutko co chwilę. Malik podszedł do Jerry'ego, powiedział, że wiezie mnie do szpitala i odszedł. Zatrzymał się jeszcze kiedy Tracy zagrodziła mu drogę i kazała mu odstawić mnie na podłogę, żebym radziła sobie sama. Nawet jej nie odpowiedział. Prychnął, ominął ją i wyszedł z domu.
          Nie wiem jak, otworzył drzwi samochodu i wpakował mnie tam. Nie obeszło się oczywiście bez bólu i łez, ale udało się i chwilę później byliśmy już w drodze do szpitala. dotarliśmy na miejsce w niespełna 20 minut. Tam zostałam z rąk chłopaka przeniesiona na wózek, a na nim pojechałam prosto na oddział ratunkowy. Po prześwietleniu i podaniu mi leków przeciwbólowych, lekarz postawił diagnozę:
- Złamana...



***

W końcu jest! Wróciłam dziś do domu i od razu dokończyłam pisać rozdział! Ostatnio zawiesił mi się internet i ponad połowa tekstu się nie zapisała, przez co całkowicie odechciało mi się pisać. Dziś jednak zmobilizowałam się i oto on! Miłego czytania! ;*

poniedziałek, 22 lipca 2013

Nowy!

Z wielką radością muszę wam powiedzieć, że dziś lub jutro do 14 dodam nowy rozdział! W końcu mam czas, żeby coś wystukać! Nie macie pojęcia jak bardzo się cieszę :P Niestety jutro już wyjeżdżam i nie wiem kiedy wrócę. Biorę ze sobą zeszyt i długopis, więc będę pisać i dodam coś po powrocie :D Więc do później! ;*

środa, 17 lipca 2013

Wróciłam :)

Hej hej! Wróciłam! Ale tylko dlatego, że moja mama trafiła do szpitala i ktoś musi ją odwiedzać, a jako jedyna nie pracuję! Nie mam chwilowo czasu na pisanie nowego rozdziału, więc mocno przepraszam! Napiszę go jak tylko znajdę chwilę :)